Moda na odchudzanie.

48 Przeczytano

Nowy rok nie rozpoczął się dla mnie zbyt dobrze, mój organizm postanowił sobie zrobić remanent za zeszły rok i postanowił sprawdzić działanie układu odpornościowego. Otóż… działa ;-)

Problemy natury technicznej również podłożyły kłody pod nogi, ale co tam, nie takie rzeczy się przeżywało!

Z noworocznych postanowień postanowiłam troszkę bardziej uważnie zwracać uwagę na to, co jem. Do tej pory to wyglądało tak: 3 posiłki dziennie i górę słodyczy. Aż się dziwię, że nie ważę więcej i nie noszę rozmiaru 44 :-P

dieta

Od tygodnia jem mniejsze porcje, co sprawia, że częściej sięgam po jedzenie (2 śniadania, obiad, podwieczorek-kolacja), dodaję też owoce i warzywa o ile lodówka na to pozwoli.

Albo Biedronka.

Na obecną chwilę jedyne co czuję, to w drodze do domu z pracy flaki mi się tak przewracają, że silnik busowego diesla przy tym to 0,9 benzyna ;-)

Z założenia według książki „Waga startowa” na początek powinnam pozbyć się 2% tłuszczu, co w moim przypadku oznacza zbicie wagi o 2kg. Mam babskie wątpliwości co do powodzenia tego procederu wyznaczonego do końca lutego O_o

Ale tym babskim gadaniem się nie przejmujcie :-P

Za tydzień sprawdzę wyniki na wadze. Teraz się trochę boję ;-) (ach te babskie kompleksy!)

Największym wrogiem dla mnie jest miłość do wyrobów czekoladowych. Jestem wybredna i to nie cukier mi poprawia nastrój a czekolada i to mleczna ;-) Na początek ograniczam jedzenie słodkości (starczy na dłużej!) a gdy głód czekoladowy zostanie zagłuszony, zmniejszę podaż słodyczy według sposobu skandynawskiego.

Na czym to polega?

Ano na tym, że 6dni w tygodniu nie wolno mi zjeść ani grama słodkości, a w wybranym dowolnie przeze mnie dniu mogę ich jeść do woli :-)))

Na początek, niech będzie to niedziela.

Dość już pisania. Wracam do przygotowania teoretycznego przed egzaminami.

Pozdrawiam,

Baba na rowerze