Protokół Tabaty

82 Przeczytano

Kilka dni temu przypadkiem natknęłam się na linka do fajnego bloga, a w nim przeczytałam o protokole Tabaty.

Nie byłabym sobą, babą, gdybym tego nie spróbowała, póki mogę kombinować bez ujmy w nogach ;-) Zrobiłam sobie zatem małą rundkę na trenażerze – łącznie 20 min z czego 17 min to było lekkie kręcenie a 3 min to był intensywny trening interwałowy.

Powinno być 4 minuty, ale zwyczajnie brakło mi woli do pokonania bólu i szybka myśl o jutrzejszym dniu sprawiła, że zaprzestałam dalszego wyzionywania ducha. Czyli zamiast 8 intensywnych rund miałam ich 6, gdzie maksymalne tętno sięgnęło 175 uderzeń na minutę babskiego serducha.

A teraz wykresik:

Tabata's protocol Training

Dwie cienkie, równoległe kreski to jest czas protokołowania mych opasłych przez zimę nóg – jak widać 10 sekund przewidzianych na „odpoczynek” (w moim przypadku ekspresowe zrzucenie biegu i pedałowanie z wysoką kadencją, żeby odmulić nogi) w ogóle się nie zarysowało na wykresie.

Teraz mam nadzieję, że jutro będzie jednak piękny dzień ;-) zwłaszcza dla nóg :-) Bo czeka je 2 godzinny maraton :-)

Baba na rowerze.

p.s.

nie wiem czy zrobiłam ten test prawidłowo, przyjmę na cycki każdą krytykę i nawet obejdzie bez bicia miotłą.

p.s.2.

spodobało mi się to…