Podsumowań czas – luty.

with 2 komentarze

Nie zmieniłam roweru na miotłę, choć pewno domownicy by woleli ten wybór…

Luty dobiega końca, czas podsumować dokonań babskich spraw.

W lutym spędziłam tylko 11 godzin 23 minuty siedząc na trenażerze. Dużo – niedużo. Wysiedzieć określoną liczbę godzin jest dość ciężko ;-) Zrobione (niemiarodajne) niespełna 300km, spalone 6350 kalorii ( a zjedzone 10x tyle :-P ).

Nie włączyłam endomondo na dwóch wypadach na narty, tydzień uciekł z powodu studiów. Ale nie jest źle, może być tylko lepiej :-)))

Nie wliczałam treningów ogólnorozwojowych, tzw.gimnastyki, gdyż to uważam za stały punkt dnia !

Moim największym problemem jest chwiejna (jak to u bab) mentalność. Nie mam nastroju – to nie jadę. Jestem zła – nie jadę. Mam nastrój – jadę. Próbuję z tym walczyć, ale znam siebie dość dobrze i mimo prób wmawiania sobie, że po rowerze poczuję się dobrze (co w okresie od wiosny do jesieni może i działa…), zsiadam z aluminiowego rumaka po 20 minutach, pokonana przez własne słabości.

Ma ktoś na to sposób? Proszę o podzielenie się :-)

Marzec zacznę od… mocnego depnięcia w pedały, aby zrobić sprawdzający formę test 30 minutowy Friela. I od nowa ułożyć plan (coś tam już kumam). Marzec to też dłuższy miesiąc i pierwsze próby jazdy w zimnym, rześkim powietrzem, na dziurawych kolejny raz drogach po zimie (sic!) i podziwiania pięknych widoków, którymi będę Was raczyć, a jak!

Pozdrawiam i zachęcam do dzielenia się Waszym osiągnięciami :-)

Baba na rowerze.