with 2 komentarze

Co tu dużo będę opowiadać, sami widzieliście jaka była pogoda w weekend majowy. Z planowanych 200km zrobiłam 61km i to w ostatni dzień…

Wstając w niedzielny ranek obudziłam się z silną chęcią pedałowania przed siebie. Na pierwszą traskę majową wybrałam się w moją ulubioną, lekko zmodyfikowaną – gdyż zmieniło się moje miejsce zamieszkania. Teraz mam dalej ;-)

Pierwsza fotka przedstawia okolice Przełomu Białki, miejsce, które szczególnie polecam zwiedzić – kręcili tam Janosika z Markiem Perepeczko w roli głównej :-) Jest to również wciąż ulubione miejsce dla fotografii ślubnej oraz niedzielnych plażowiczów na „okrąglicach”
DSC01768

Dojeżdzając do skrzyżowania, skręcamy na Trybsz i jedziemy sobie piękną alejką. Droga jest równa jak stół, więc mknie się bardzo przyjemnie :-) Pomijając, fakt, że praktycznie cały czas mamy widok na Tatry. Ten widok nie może się znudzić :-)

DSC01769

DSC01770

Kolejna moja ulubiona alejka :-) Tuż po wyjechaniu z Trybsza czeka nas lekkie wzniesienie w stronę Łapsz Niżnych. Uwielbiam tą część zwłaszcza jesienią…

DSC01776

Po pokonaniu wzniesienia średni wysiłek wynagradza taki oto widok :

DSC01781

A z tyłu zostawiam pagórki Trybszańskie i Białczańskie…DSC01779
Teraz nastąpiła najprzyjemniejsza część trasy – dłuuuuuuugi zjazd i podziwianie widoków na Pieniny. Tutaj Łapsze …kill me first ale nie wiem które…:”)

DSC01782

I tak naprawdę właśnie w Łapszach fragment drogi przypomina nam, że jedziemy, zdarzają się nierówności. Najgorzej jest w Niedzicy. Tragedia wręcz. Lepiej jechać na stojąco…

Po kolejnym wzniesieniu zbliżam się do Niedzicy – Zamek. Taka oto knajpka powstaje sobie w malowniczych okolicznościach przyrody…

DSC01784

A tutaj, na zaporze uzupełniałam płyny (tym razem Nestea) i zjadłam pół batona i ruszyłam dalej :-) (30km trasy – Nowy Targ-Niedzica)

DSC01785

Zdjęcie profilowe Baranka Trekusia :-)

DSC01787

Nastąpiła według mnie najgorsza część trasy (15km z Niedzicy do Krempach). Według mnie, „piekło południa” :P

DSC01790

Gdy się zatrzymałam na zrobienie malowniczej fotki, nadjechała ta grupka i zachęciła do wspólnej jazdy. Skorzystałam na ile siły pomogły :-) Czyli do kolejnego wzniesienia ;-)DSC01792

Dzięki ziomale ! ;-)

Po zmordowaniu swego ciała… przed serpentyną muszę choć minutę odpocząć w cieniu drzewa. Tak było tym razem – przerwa techniczna dla obsunięcia nogawek – zero warunków atmosferycznych (czyt. wiatru) sprawiło, że zaczęłam się gotować…

DSC01793

Po serpentynie (która wcale nie jest taka zła, na jaką się zapowiada), moje ukochane tereny :-) Zielono jak w Irlandii, asfalt jak stół… no… PIĘKNIE!
DSC01795

Ostatnie 5km… <3

DSC01796

Po złożeniu wizyty w domu (i napełnieniu żołądka ;-) ), udałam się w drogę powrotną do siebie. Czym prędzej wykorzystałam świeżą miętę z ogródka Mamy, cytrynkę (1/2) co leżakowała w lodówce i trochę cukru zalałam gorącą ale nie wrzącą wodą. Cukier można zastąpić miodem – ale w pasiece brata tego złocistego produktu jeszcze nie ma. Tak przyrządzony napój powinno się pić schłodzony (czyli warto wcześniej go sobie przygotować), ale lekko ciepły też jest pyszny!

Smak tego napoju jest orzeźwiający i szybko uzupełnia braki glikogenu – często zamiast izotonika lałam tą „lemoniadę” do bidonu. Polecam!

DSC01797

Postanowiłam wykorzystać wiedzę teoretyczną w praktyce, wzięłam prysznic, kończąc masażem nóg lodowatą wodą. Nie jest to może najprzyjemniejsze uczucie, ale zmniejsza odczuwalne po jeździe zmęczenie mięśni. Dodatkowo wsmarowałam bardzo szybko wchłaniający się żel chłodzący w nogi, czego efektem jest… ABSOLUTNY BRAK ZMĘCZENIA nóg ! :-)

Jak dla mnie rewelka :-)

Na sam koniec wklejam Endomondosa :-)