Dominik Lau odpowiada na pytania czytelniczek.

19 Przeczytano

Magazyn Rowerowy - wyróżnienie

Swego czasu na fanpage’u Magazynu Rowerowego zaproponowano zadawanie pytań autorowi najnowszej książki traktującej o kolarstwie (Kolarstwo. Podstawy treningu.). Tak się akurat złożyło, że wysłałam tam swoje pytanie z nurtującym mnie problemem. Moje pytanie zostało docenione, nagrodzone prenumeratą MR i opublikowaniem tego pytania na ich stronie.

Pozwolę sobie je przedrukować:

BnR: Aby podnosić swój poziom, dobrze jest jeździć w grupie, gdzie kolarze wzajemnie się dopingują i pomagają w jeździe. Zawsze jeżdżę sama. Jakich środków mam używać do ciągłego podnoszenia formy i jednocześnie nie popaść w przetrenowanie, o które dla amatora niezwykle łatwo? Jakie metody są polecane, aby mieć entuzjazm do treningu w pojedynkę? W zeszłym sezonie wielokrotnie sobie odpuszczałam trening, bo byłam zmęczona samotnością i przez to nie osiągnęłam wielkiej poprawy formy. W tym roku wyznaczyłam sobie kilka startów (mtb i szosa), które odbywają się niedaleko mojego miejsca zamieszkania i chcę dać radę możliwie nie na ostatniej pozycji :-)

Dominik Lau (MR): W tym przypadku w grę wchodzi psychika osoby trenującej, a w szczególności utrzymanie wysokiego poziomu motywacji do treningu. Jest na to kilka sposobów, jednak żaden z nich nie jest oczywisty dla wszystkich, każdy musi dobrać technikę pracy ze sobą i nad sobą w sposób indywidualny. 
Jednej osobie może pomóc słuchanie muzyki. Niektórzy zawodowi kolarze słuchają takich utworów, które pozwalają im na łatwe utrzymanie tempa pedałowania, a więc czegoś w stylu disco, techno itp. Innym osobom pomaga z kolei muzyka klasyczna. Znam osoby, które uczą się języków obcych lub słuchają wykładów z uczelni, kursów. Mnie osobiście każdy wysiłek fizyczny, nie tylko rower ale i siłownia resetuje pozwalając nie tylko na pozbycie się na tych kilka godzin kłopotów dnia codziennego, ale zajęcia mózgu czymś innym, na co być może nie mam czasu w ciągu dnia lub tygodnia. Jest to także doskonały moment do refleksji, przemyślenia takich czy innych spraw, które dzięki dokrwieniu przez wysiłek fizyczny mózgu i polepszeniu jego aktywności można zobaczyć w zupełnie nowym świetle.
Innym sposobem może być komentowanie trasy i nagrywanie tego komentarza. Po co? Choćby po to, aby taki komentarz można było opublikować w internecie dla innych rowerzystów, lub nawet wydać książkę z opisami tych tras. Każdy z nas ma inne doświadczenie i nigdy takich przewodników nie będzie za mało. 
Od czasu do czasu warto skoncentrować się w sposób szczególny na pracy własnego organizmu, co musi być połączone z prowadzeniem dziennika treningowego. Taka obserwacja pozwoli na wykrycie błędów, problemów w planie treningowym, ale także postępów jakich dokonaliśmy.
Kolejną metodą może być odkrywanie nowych tras, a więc takich ich wybór, aby zawsze w planie treningowym pojawił się jakiś nowy element, co powinno podnieść atrakcyjność i zająć umysł czymś innym niż koncentrowaniem się na samotności.
Sukces w dużym stopniu leży w samoobserwacji: co sprawiło, że osoba trenująca zrezygnowała z wyjazdu? Jakie były motywacje? Czego brakuje trenującej osobie podczas treningu w pojedynkę? 
Jeśli jest to rozmowa, to po przekroczeniu pewnej prędkości (wejścia w wyższe strefy pracy serca) i tak nie da się już swobodnie rozmawiać. Można też pobawić się w symulowanie wyścigu. Jeżeli osoba trenująca ma możliwość jeżdżenia po trasie, na której będzie brać udział w zawodach, trening w pojedynkę pozwoli na dokładne jej poznanie: każdego zakrętu, krzaczka, nierówności, kałuży, a co za tym idzie, pozwoli na szczegółowe zaplanowanie taktyki.
Jeśli jest to ktoś do towarzystwa podczas postoju, może warto tak je zaplanować, aby zatrzymywać się w jakichś ciekawych miejscach, kawiarniach, gdzie zawsze są jacyś ludzie i coraz częściej można spotkać też innych rowerzystów. 
Innym elementem, który często swego czasu stosowałem, jest takie planowanie dnia, aby dojazd do pracy lub z pracy do domu zamieniał się w trening. To jest jednak możliwe tylko wtedy, gdy dysponujemy odpowiednim zapleczem technicznym do pozbycia się zbędnej odzieży i nie obładowujemy roweru lub naszych pleców zbędnym ciężarem.
Trening w pojedynkę ma swoje zalety i wady. Na pewno warto ćwiczyć w grupie, zwłaszcza przed zawodami, ponieważ zmienia się wiele parametrów treningu. Tym niemniej, trening solo jest ważnym elementem ogólnego programu treningowego i może być równie ekscytujący, jak ciągłe jeżdżenie w grupie, z tymi samymi osobami, po tych samych trasach, prowadząc te same nudne rozmowy, na te same tematy. Po prostu trzeba się cieszyć tym, co się ma, bo często zapominamy, jak dużo mamy.

Być może kopnął mnie zaszczyt :-)

Teraz pora na rachunek sumienia według rad Dominika Lau.

1. Jednej osobie może pomóc słuchanie muzyki.

U mnie słuchanie muzyki niestety odpada. Z powodów osobistych. Albo kask, albo słuchawki na pałąku. Swego czasu łączyłam obydwie te przyjemności i jeździło mi się bardzo przyjemnie :-)

2. Innym sposobem może być komentowanie trasy i nagrywanie tego komentarza. Po co? Choćby po to, aby taki komentarz można było opublikować w internecie dla innych rowerzystów, lub nawet wydać książkę z opisami tych tras. Każdy z nas ma inne doświadczenie i nigdy takich przewodników nie będzie za mało. 

Hmm… dobry pomysł, warto nad tym pomyśleć. Ale czy to zmotywuje mnie do samotnych treningów?

3. Kolejną metodą może być odkrywanie nowych tras, a więc takich ich wybór, aby zawsze w planie treningowym pojawił się jakiś nowy element, co powinno podnieść atrakcyjność i zająć umysł czymś innym niż koncentrowaniem się na samotności.

Yeah, dobry pomysł. Przeprowadzka temu sprzyja szczególnie ;-) Mam odwagę jechać tylko szosą i odkrywać uroki szos Podhala. Na szukanie szlaków mtb (poza Turbaczem) nie mam odwagi – moja intuicja w terenie mnie zwykle zawodzi :-P

4. Jeśli jest to rozmowa, to po przekroczeniu pewnej prędkości (wejścia w wyższe strefy pracy serca) i tak nie da się już swobodnie rozmawiać. Można też pobawić się w symulowanie wyścigu.

Hmm… nie chodzi mi o rozmowę jako taką. W czasie treningu nie chcę koncentrować się na rozmowie, od tego są kawiarnie czy parki ;-) ale miło jest czasami podziwiać wspólnie widoki czy podzielić się wrażeniami z właśnie pokonanego zjazdu czy piekielnego podjazdu…

5. Innym elementem, który często swego czasu stosowałem, jest takie planowanie dnia, aby dojazd do pracy lub z pracy do domu zamieniał się w trening. To jest jednak możliwe tylko wtedy, gdy dysponujemy odpowiednim zapleczem technicznym do pozbycia się zbędnej odzieży i nie obładowujemy roweru lub naszych pleców zbędnym ciężarem.

Robiłam tak kiedyś, gdy pracowałam nieco bliżej. Fajna sprawa :D codziennie robiłam sobie czasówki na 15km ;-) Niestety, teraz zamiast 15, mam 38km do pracy. Odpada.

Pozostałe dwa pytania, na które p. Dominik Lau odpowiedział możecie przeczytać pod tym adresem. Notka jest w MR na stronie 24 :-)

Jestem sławna! :p

Baba na rowerze.