Deszczowe rozmyślania.

with Brak komentarzy

Znów to się stało. Ubrałam ubranko Bike-Funu i złapał mnie deszcz. Złapał mnie w chwili, gdy oblała mnie chwała glorii za pokonanie górki, która mieniła się w mojej pamięci jako morderca rowerzystów.

Początkowo miała to być trasa IC Podhale, jednak ciemno – grafitowe cummulusy pognały mnie na krótszą trasę. Szczęśliwa, że cwaniacko uciekłam w prawo od deszczowych chmur rozpoczęłam wspinaczkę na górę mordercę-rowerzystów. Tętno sobie rosło coraz wyżej, choć (może) dzięki niższej temperaturze nie szalało zbytnio, rosło również nachylenie powierzchni, niewinnie od 5,4% przez 7% aby ostatecznie zobaczyć (ze stójki, na siedząco jestem za ciężka :P ) iż wartość osiągnęła szalone 13% ! „Lapsa” włączyłam w okolicy kościoła, wyłączyłam po dotarciu na płaski, lecz krótki odcinek i całość wyniosła 1,5km w czasie 8min55sek. Szau ni ma, ale okazało się, że pamięć moja płata figle! Ta górka wcale nie jest taka zła, nawet nie miałam myśli o wstawaniu ;-)

Pozdrowienia z najwyższego punktu drogi wiodącej przez Czarną Górę!
Pozdrowienia z najwyższego punktu drogi wiodącej przez Czarną Górę!

Wspomniawszy wcześniej chwilę glorii i chwały zatrzymałam się w celu:

1) pstryknięcia kolejnych fotek, od których żal Wam dupkę ściśnie :-)

2) założeniu kurtki, ponieważ cwaniacko wykiwane przeze mnie cummulusy mnie jednak dogoniły

Następnie wykonałam baaardzo powolny zjazd, ponieważ prześladowały mnie wizje poślizgu na mokrej od deszczu drodze, poza tym z 15st C zrobiło się nagle 9st C… nieprzyjemnie.

W sumie natknięcie się na deszcz w trakcie treningu ma swoje plusy, są to m.in.:

1) wymyśliłam nowe spodnie specjalnie dla tych spodziewających się deszczu w trasie (trzeba wyprodukować, przetestować i sprzedać)

2) owijka mi się samoczynnie wyczyściła

3) stwierdziłam, że nie ma śmiechu, pora przestać się śmiać z owiewek/ochraniaczy na buty – lodowata woda prosto z kół ląduje w butach :/ – pora na nową inwestycję

4) zawsze owiewy można zastąpić mini-błotnikami (to dopiero wstyd i profanacja)

5) wymyśliłam wzór na firmowe ubranie :D

6) przetestowałam kolejny raz w deszczu kurtkę, która już nie potrzebuje testów – naprawdę NIE PRZEMAKA !

A teraz zastanawiam się, czy robić sobie herbatę z miodem, czy drinka na rozgrzanie – gorący prysznic nie pomógł.

Dzisiejszy edit.

Do zaś.

Baba na Rowerze