Czasem warto się pokręcić…

17 Przeczytano

W zeszły piątek wybrałam się na krótki, 30 kilometrowy trening, o spokojnym przebiegu. Męczyły mnie zakwasy po wtorkowych 10-ciu kilometrach biegu, więc na 3 dzień po treningu można było wyjść na rower :)
Wyjechałam po 16-tej, więc było już szaro i zimno. Pierwszy raz ubrałam kamizelkę a do tego nogawki (nie pierwszy raz) bo spodnie po Ogórku nie doczekały się wtedy jeszcze prania ;) Szkiełka w okularach zmieniłam na przezróczyste, dopóki spadnie (tfu tfu) biały puch.

Założeniem regeneracji było nie przekraczać 160 ud/min oraz pilnować przyjemnej dla nóg kadencji, czyli w moim przypadku 85/90obr/min. Prędkość nie była zabójcza, bo jeszczem nie przywykła do temperatury z rzędu 6,3stC :C więc maksymalnie wyciągałam z własnej woli 25km/h co było łatwe, gdyż trasę ułożyłam płaską bez „pocących” podjazdów.
Było nawet fajnie, choć lekko mi tyłek zamarzł. Z resztą, widać na fotce.

Że było fajnie, a nie że mi zamarzł tyłek ;)

Fotki pstryknięte na drodze do Czarnego Dunajca.

Baba na rowerze.

Baba na rowerze. Posted with WordPress for BlackBerry.