with Brak komentarzy
Hamulce do roweru szosowego

To, że rower górski różni się od szosowego, wie każdy i różnicy chyba przedstawiać nie muszę ;-)

Dzisiaj, posiedziawszy trochę przed komputerem, szybko się znudziłam (ile można oglądać to logo fb?) i postanowiłam zasiąść do lektury. Nogi me jednak poniosły mnie w innym kierunku. Pod okno. Do roweru, naturalnie.

Wzięłam rower, odkręciłam koło , następnie stare klocki hamulcowe, które przestały hamować, wydawały tylko taki dźwięk „szzzzzz” i właściwie to tyle. Kupiłam parę dni wcześniej okazyjnie fajne (to się okaże na najbliższej przejażdżce) klocki i czym prędzej je zamontowałam. Okładziny pasują kolorystycznie nawet do mojego Trekusia :-)

Przejechałam się metr. Hamuje lepiej, ale mogłyby linki być sztywniejsze – pomyślałam. Zaczęłam macać te szczęki, stukam imbusem tu i tam i nagle mój wzrok przyciągnął pierścień, który trochę się różni od tego na zdjęciu i zaczęłam kręcić… Naciskam klamkę – jest twardo! Ten sam pierścień w v-breakach znajduje się przy klamce – stąd moja niewiedza ;-)

Przejechałam się metr po pokoju, nacisnęłam klamki… i jadę dalej.

hmm…

Zrobiłam drifta na płytkach :D

Nie mogę się doczekać jutrzejszej jazdy :-) :-) :-)

A tak w ogóle, to mam pecha z hamulcami w moich rowerach… w Szaraczku czeka mnie wymiana hamulca tylnego (konieczność) a później przedniego (zachcianka) – czas uzależniony od możliwości finansowych – w tym roku chyba już nie pojadę w góry… :-(

Jesień to taki czas, gdy na spokojnie można odpicowywać swojego przyjaciela – zadbajmy o niego, bo on dba o nas :-)

Baba na rowerze (szosowym)