Babskie filozofie :)

166 Przeczytano

Każdy z nas to przeżył, gdy wyjeżdżając z polnej drogi, czy leśnych wertepów wjeżdża na asfalt i spływa na nas uczucie „wreszcie” przyjemnej, gładkiej jazdy. Niestety, w bieganiu jest zupełnie inaczej – przyjemnie biegnie się po dość niestabilnym, ale za to miękkim podłożu – w przeciwieństwie do asfaltu, który nieprzyjemnie i gwałtownie „włazi” we wszystkie stawy biegacza.

Często, jadąc do pracy tą drogą mijałam biegnącego starszego pana – zawsze mówiłam siostrze, że go podziwiam, że chce mu się rano wstać (widywałam go o 6.30) i po tej drodze biec. Był dla mnie kimś w rodzaju bohatera, kogoś, przed kim chylę czoła.

Wczoraj sama biegłam tą drogą i wcale nie czułam się bohaterką, choć rodzina, znajomi łapią się za głowę „jak to, tyle przebiegłaś!? Ja po 200 metrach dostaję wielkiej kolki!„. Tym samym ja, w mojej leniwej osobie zostałam dla innych bohaterką.

Dziwne, nie?

Może i samotnie się biega, ale za to widoki są jedyne w swoim rodzaju :)
Może i samotnie się biega, ale za to widoki są jedyne w swoim rodzaju :)

Nie jest tajemnicą, że moje bieganie na taką skalę (jakieś pół roku temu nikt, nawet wołami i Qniami mnie do biegania nie zaciągnął, jestem największą przeciwniczką biegania :P ) to przygotowanie do Biegu Sylwestrowego w Krakowie. W zimie unikam roweru, co też tajemnicą nie jest, gdyż panicznie boję się upadków na lodzie. W sumie to zawsze się bałam upadków, ale odkąd złamałam rękę w łokciu (nie na rowerze), strach przerodził się w panikę. Do tego brak śniegu utrudnia poruszanie się na biegówkach (patrz: historia o tym, jak Baba wybrała się na narty :) ), nawet łyżwach mimo grubej warstwy lodu więc takim pośrednim sposobem na ruch jest bieganie (nooooooooooo w moim przypadku jest to truchtanie ;) )

Na koniec, a própos tego biegającego starszego pana, naszła mnie cudowna filozoficzna myśl, że tak łatwo zostać bohaterem, bo przecież każdego z nas osobisty bohater też jest zwykłym człowiekiem i też go podziwiamy za rzeczy, które  nie jesteśmy w stanie boimy się zrobić, a powody naszego strachu są różne – od społecznych (a sąsiedzi będą mnie obgadywać), higienicznych (spocę się i mnie przewieje/będę śmierdzieć niepotrzebne skreślić), socjologicznych (jestem babą, mam w kuchni stać a nie szlajać się na rowerze). W naszym społeczeństwie osoby uprawiające sport są postrzegane jako:

  • osoby o wyższym statusie społecznym – mają dużo kasy, bo mogą pozwolić sobie na kupno sprzętu oraz jako „szefowie” mogą mieć okienko na trening kiedy tylko zechcą
  • zawodowcy, którzy żyją z uprawiania sportu
  • dziwacy, którzy zamiast oglądać bezpiecznie na kanapie, w ciepełku TV to woli iść się zeszmacić/dociorać/zmęczyć się

Otóż nie! Zmieńmy myślenie ludzi z naszego otoczenia, schowajmy krew i pot z treningów przed sąsiadami i zachęćmy ich do aktywności fizycznej! Polacy są w każdym ogonku świata (czy to EU czy worldwide) pod względem kiszenia dupsk w mieszkaniu zamiast dbać o zdrowie na świeżym powietrzu.

Zostańmy wszyscy bohaterami!

Baba na Rowerze.