WSD, WLS – czyli po prostu damska geometria

172 Przeczytano

Obiecałam sobie zająć się tematem damskiej geometrii w rowerach, gdyż jest to szalenie istotny temat. Na pierwszy rzut oka panią od pana każdy potrafi rozróżnić i do niedawna tak samo było z producentami rowerów. Popularne „damki” to były głównie rowery do rekreacji, na miasto. Ładne, zgrabne ale ciężkie.

Rower typu miejski. (Zdjęcie ze strony producenta – KROSS)

Rowery damskie kojarzą się również z zupełnie inną geometrią ramy, która trójkątu nijak nie przypomina, jak np. ta Merida typu cross:

Rower crossowy – idealny na szybkie, sprawne poruszanie się po szosie i drogach polnych (zdjęcie ze strony producenta Merida)

Co w tych rowerach jest złego?

Nic.

Absolutnie. Marketing nie ominął również producentów rowerów, stąd teraz można kupić rower każdej marki do każdej docelowej grupy osób kupujących. A przynajmniej 80% ogólnodostępnych sklepów rowerowych w Polsce ma taką specyfikę. Tak naprawdę nie ważne co wybierzesz, czy Cube’a, Meridę czy rodzimego Rometa – teraz w większości przypadków można kierować się własnym gustem i zasobnością portfela.

Jednak niektóre z nas, (na przykład ja) dochodzą do takiego momentu w życiu, że wszelkiej maści rowery crossowe, nie daj licho miejskie spowalniają nasze osiągi, komfort jazdy na nich nijak ma się do życiówek, czy marzeń wykraczających poza możliwości rowerów wcześniej wymienionych (chociaż, znajdą się tacy, co twierdzą, że jak się chce, to i na Turbacz się wyjedzie jakimś złomem).

Moim pierwszym rowerem była właśnie taka miejska damka, idealna do bujania się po wsi, do sklepu po zakupy czy nad rzekę się poopalać. Później nastąpiły pierwsze 10km na czas, nadeszła pora na zmiany. Na tym samym odcinku na rowerze crossowym czas poprawił się o ponad 10min! To robi ogromną różnicę. I tak nastąpiły pierwsze 30km, 40, 60km, „czasówki”. W 70% na naszych szosach, zatęskniło mi się do kontaktu z przyrodą a wąskie opony w crossie nie do końca dawały rady w szutrze czy mokrej trawie, o błocie nie wspominając. I tak oto nadeszła chwila, żeby jeden rower zmienić na dwa. Wrócić do krytycznego momentu, w którym wynaleziono rower crossowy – moment, gdzie zetknęły się rower górski i szosowy płodząc rower pozornie łączący cechy tych dwóch rowerów.

Górski wiadomo jaki mam, a jak nie – wystarczy spojrzeć na samą górę bloga ;) Z szosą jednak trochę postanowiłam powybredzać, i tym oto sposobem stałam się zupełnie przypadkiem właścicielką roweru o damskiej geometrii. Nie takiej, jak widać na poprzednim zdjęciu. O geometrii, która rozróżnia nasze babskie cechy anatomiczne od chłopskich. A tymi cechami są:

  • długość tułowia – u kobiet jest on krótszy niż u mężczyzn = krótsza rura pozioma
  • długość kończyn dolnych – kobiety mają dłuższe nogi niż mężczyźni (równowaga musi być :) ) – dłuższa rura podsiodłowa
  • szerokość barków – kobiety są z reguły drobniejsze na wysokości obręczy barkowej – kierownica zwłaszcza w rowerze szosowym powinna być węższa i płytsza (mowa o „baranku”)
  • szerokość miednicy, zwłaszcza odległość między guzami kulszowymi – dół kobiety przystosowany został do wydawania na świat potomków, stąd mężczyźni mają węższe miednice (równowaga musi być ;) ) – jest to najpopularniejszy temat i każdy przynajmniej teoretycznie wie, czym się to je

Nie każdy rower o damskiej geometrii musi mieć kwiatki, ramy w kolorach różu lub bieli, żeby można go było nazwać damskim ;) Obecnie każdy szanujący się producent rowerów może pochwalić się całkiem zgrabną kolorystycznie gamą rowerów dla pań. Bo przecież nie każda z nas chce jeździć „białym rowerem z fioletowymi wstawkami na maratony, toż to obciach – więc kupuję męską ramę, bo jest bardziej tematyczna” – otóż nie, moje drogie panie. Mam dwa rowery, górski męski, szosowy damski. Szosa jest dla mnie komfortowa prawie jak fotel szefa, natomiast górala nie potrafię sobie tak poukładać, żeby wszystko w nim grało. Pewnie połowę części trzeba będzie w nim zamienić, to napędza dodatkowe koszty :/ Jeśli myślisz poważniej o swoim kochanym rowerku, wiesz, że wyłożysz na niego więcej kasy, niż standardowe „półtora tysiąca, to jest świat„.

Osobiście najbardziej mnie się podobają zaprojektowane rowery przez TREKa. Czy tańszy model czy już w ogóle zawodowy kipią seksapilem i co ważne, przyprawiają nas o dozę komfortu i przyjemności spędzanej na rowerze. Oto dwa losowo wybrane modele tej firmy:

Trek Domane 4.7 WSD – rower szosowy, carbon. „Jedyne” $3,149.99 (zdjęcie ze strony producenta)

Wiem, miało być tanio… ale napatrzyłam się na te rowery tyle razy, że nie mogę sobie odpuścić pokazania Wam prawdziwych perełek :-)

Lush SL 29, „tylko” $3,149.99 (zdjęcie ze strony producenta)

Dla tych z Was, którym wpadły w oko naprawdę dopracowane produkty TREKa, zostawiam link do całej damskiej kolekcji WSD (Women Specific Design).

Następnym producentem, który produkuje całkiem zgrabne szosy, to CUBE.

Całkiem zgrabny i przystojny Axial WLS PRO – ceny niestety nie znalazłam. (zdjęcie ze strony producenta)

I coś terenowego:

CUBE Acces WLS GTC SL 27.5/29″ Fajna sztuka, nie? Znając mój gust, na pewno nie będzie tani. Ale wstydu nie przynosi. (zdjęcie ze strony producenta)

U obecnego sponsora technicznego Mai Włoszczowskiej, GIANTa rowery szału nie robią, można powiedzieć, że jest biednie. Rower górski nie dość, że jest jeden, drogi, to jeszcze paskudny:

Giant Tempt 27,5″, 4999zł (zdjęcie ze strony producenta)

Merida mistrzem grafiki też nie jest, ale rower prezentuje się już dużo lepiej niż u poprzednika :

Merida Juliet 500-B – 3999zł (zdjęcie ze strony producenta)

Na koniec dodam producenta, którego darzę szczególną sympatią, choć ich damskie kolekcje mnie nie powalają na kolana, powiedziałabym, że są słabe jak nasza płeć, ale ładniejsze niż Giant:

Kross Lea B3- 2499zł (zdjęcie ze strony producenta)

Cieszmy się, że jest w czym wybierać. Bo naprawdę jest! Przestańcie się wreszcie godzić na męskie rowery (kij tam z ramą, części da się pozmieniać, ale to generuje koszty!), nadeszła pora na damskie geometrie. Powyżej przedstawione rowery mają charakter informacyjny, nie reklamowy. Każda z Was kupi to, co jej się podoba, mnie nic do tego. Jednak uwierzcie, że te „małe” detale jak różnice anatomiczne wpływają na komfort jazdy i to znacząco. Te wszystkie zachwalania to nie bujdy na resorach. Teraz, te damskie rowery mogą mieć nieznacznie wyższą cenę niż ich męskie odpowiedniki, ale tylko pozornie (no, chyba, że włożyli całkiem kiepską grupę osprzętu, wtedy bojkotować takiego cwaniaka).

Także tego… jeśli któraś z Was stoi przed kupnem roweru dla siebie, dla córki, siostry, matki lub jeśli Ty mężczyzno chcesz kupić kobiecie rower, to nie rób jej niespodzianki, niech ona wybierze co się JEJ podoba  – wybierzcie damską geometrię :)

Jakieś pytania? Zachęcam do dyskusji :)

Baba na rowerze.