Biegowe rozmyślanie.

with Brak komentarzy

Sport w mediach jest  piękny niczym gimnastyka artystyczna o subtelnym wdzięku baletnicy.

Lecz w rzeczywistości sport to zwisający z nosa gil, zalewający oczy pot, nierzadko pojawia się też krew.

Robiłam dziś to faken długie wybieganie. Dopóki muzyka grała nie myślałam o niczym, tylko teksty piosenek z automatu zaskakiwały w głowie. Po kryzysowych 11km nastąpił odwet wszystkiego przeciwko ostatniej 5-cio kilometrowej pętli. A pętle miały być trzy. Więc na tej trzeciej, ostatniej pętli poczułam, że śnieg ma właściwości mroczkujące, kolana mają dość ostatniej prostej prowadzącej w cieniu gdzie zwyczajnie zamarzały pomimo dwóch warstw i zechciał był się wyładować również mój telefon (a na nim włączony endomondo + muzyka). Poprzednie dwie pętle posłusznie biegłam w płynnym tempie, na ostatnim już musiałam przerw kilka marszowych zrobić.

Tak się zastanawiam, po jaką cholerę kurde biegnę te 16km? I wszystko do jednego, jedynego startu w grudniu? Oszalałaś do reszty? Biegłam dalej, nie było odwrotu.

Zaraz po tym, jak padło zasilanie w telefonie, udało mi się zrestartować telefon i włączyć choćby endomondo (które nie zarejestrowało ok 800m i musiałam nadrabiać. Dzięki temu zamiast 16km zrobiłam 17…) tor myśli skierował się ku wydarzeniu, które wczoraj szło falą  na facebooku.

Większość dostępnych wydarzeń sportowych, które mają miejsce w naszym dziwnym kraju ma charakter amatorski (choć w imprezach biegowych można niezłą kasę wycisnąć) choć ścigają się w nich nawet zawodowcy (powodem najczęściej jest trudność takich maratonów albo… ilość zawodowców). W moim mniemaniu zawodowcem jest ktoś, kto skupiać się na trenowaniu i braniu udział w zawodach i jest mu za to płacone przez sponsora. W każdym razie, imprezy mają charakter masowy, organizatorzy zarabiają na amatorach, którzy w tygodniu wypruwają żyły, żeby sobie powspółzawodniczyć w weekend na jakiejś trasie. Jeśli organizator chce zarabiać, należałoby, żeby zadbał o swoich odbiorców – czyli w jego obowiązku jest zabezpieczenie trasy, najlepiej zamknięcie drogi, załatwienie kilka karetek pogotowia i zabezpieczenie imprezy w jakiejś ubezpieczalni.

Ale u nas tak nie ma, co gorsze akceptując regulamin dobrowolnie ZGADZASZ SIĘ na taki stan rzeczy. Z reguły staram się czytać regulaminy i trochę mnie poraziło, jak na Podhale Tour (etapowa czasówka) oprócz tego, że  zawody będą odbywać się przy otwartym ruchu (fakt, poprowadzone jest raczej po bocznych dróżkach a w strategicznych miejscach policja lub OSP zabezpieczała drogę) i nie będzie ŻADNEJ choćby karetki pogotowia. I na 2km przed metą leżał na drodze jakiś kolarz, przy nim drugi, ja zaś drałowałam do mety jakby mi się nitro odpaliło, żeby wezwać pogotowie. Na szczęście było to tylko zasłabnięcie. Tym razem.

My, amatorzy, którzy spędzamy swój wolny czas, poświęcając oprócz pieniędzy i czasu swoje zdrowie na maratonach powinniśmy być odgórnie ubezpieczeni przez organizatora! Dlaczego na maratonach biegowych, nie dość, że odbywają się często w miastach przy zamkniętych drogach, to przy zabezpieczeniu lekarskim i ubezpieczeniu imprezy? To, jak będzie wyglądała sytuacja w sezonie 2014 zależy tylko od nas. Zażądajmy wspólnie od organizatorów wzięcia odpowiedzialności za to, co robią!

Uff…koniec podnoszenia sobie niepotrzebnie ciśnienia, czuję ból w stawach (ponoć to znaczy, że się żyje…) i otępienie na umyśle. W bieganiu bywało u mnie lepiej ;)

Baba na rowerze.