10. Krakowski Bieg Sylwestrowy – relacja :)

45 Przeczytano

Dzień trzydziestego pierwszego grudnia rozpoczął się dość ponuro, ale bajecznie na podhalu. Zaskoczył mnie przymrozek, bo pogody nie sprawdzałam, bo i po co ;)

:) Ślicznie, nie?
:) Ślicznie, nie?
Babia Góra :)
Babia Góra :)

Numer startowy odebrałam

Mine lucky number :)
Mine lucky number :)

i udałam się do mojego ulubionego sklepu sportowego – Decathlon. W Krakowie istnieje dla mnie tylko Plaza, bo tam jest wszystko czego szukam. I tym razem znalazłam :) kurtka śniła mi się po nocach jakiś czas, bo jest dwustronna, puchowa i na rower :) styl „Urban ride”

Świetna kurtka :) Chcę!
Świetna kurtka :) Chcę!

Gdyby któraś z Was chciała kupić, to weź większy rozmiar, bo pod pachami ciasno – na mnie była dobra M40, podczas gdy noszę M38
Nie omieszkałam też przetestować to stoisko dzięki któremu dowiedziałam się, że jedyną zaletą mojego trenażera jest stabilność, bo oporu w porównaniu z tym Elite’m nie ma w ogóle…:/

Świetny, acz niestabilny trenażer CRONO MAG FORCE GEL PACK ELITE
Świetny, acz niestabilny trenażer CRONO MAG FORCE GEL PACK ELITE

Nadszedł czas powrotu na płytę rynku, gdzie w najlepsze trwał folwark zwierzęcy biegowy. Oto porcja fotek:

Rozgrzewka :)
Rozgrzewka :)
Scena na imprezę gotowa, próby dźwięku dudniaaaały :)
Scena na imprezę gotowa, próby dźwięku dudniaaaały :)
Barbie nawet była!
Barbie nawet była!
Przebranych ludzi było całe mnóstwo :)
Przebranych ludzi było całe mnóstwo :)

6km dystansu biegłam z koleżanką, podzielę się fotą póki miny mamy radosne

Baba z Kajka Bike :)
Baba z Kajka Bike :)

bo Kajce do śmiechu nie było z powodu stłuczonego kolana, ale dała rady – you’re my hero :)

Na 6km według wcześniej obmyślonej strategii pożegnałam się z Kajką i włączyłam 6-ty bieg, tzw. speeda w dupie i poprułam po swój rekord :) Krakowskie kilometry strasznie były długie, na Podhalu było by to 2xkrócej ;) Kryzys mnie złapał pod Wawelem, ale był bufet z ciepłą i słodką jak własnoręcznie robiony blok czekoladowy herbatą, którą nie pogardziłam i wzięłam szybkiego łyka. Łyk ten był tak zachłanny, iż zmoczyłam swój królewski ryj, ale miałam to w nosie, liczył się czas ;)
Kryzys nie minął, sięgnęłam po cukrową tabletkę, która jakoś mnie dopchała do mety. Jeszcze nigdy widok ulicy Floriańskiej nie sprawił mi takiej radości jak dzisiaj ;)) Szybkie zerknięcie na zegarek, zostały 2minuty do pełnej godziny biegu, więc zredukowałam bieg, aby zwiększyć osiagi! Aaaaale się mi z tyłka kopciło, mówię Wam!!! :D
I tak oto, udekorowali mnie ciężkim medalem, z którym będę spać :P a nagroda się należy :)

Medal :)
Medal :)

Pokonałam 10km w czasie 58minut i 24sekund, co dało mi 840miejsce OPEN (na ponad 1700 biegnących) i 48miejsce w kat. K20

I koniec z moim bieganiem :P mam w nosie. Zapadam w sen zimowy ;)

Ratunek - ta folia naprawdę działa :)
Ratunek – ta folia naprawdę działa :)

Całuje wszystkich, moich endorfin starczy wszystkim :) I życzę wszystkim szampańskiej zabawy! Jeśli do mnie wrócicie cali i zdrowi, będziecie moim najlepszym życzeniem :)))

Baba na rowerze.