DOMS -syndrom dnia następnego

with Brak komentarzy

Witajta.

Tak z siebie dałam wszystko, że dzisiaj się ratuję. W zasadzie to już wczoraj wieczorem wiedziałam, że dziś będzie ciężko, ale nie spodziewałam się, że aż tak.

Wczoraj w Decathlonie uległam pokusie sprezentowania sobie tych oto żeli:

Żele do masażu z Decathlonu
Żele do masażu z Decathlonu

Jak kolory sugerują, fioletowy użyłam wczoraj po kąpieli, żeby odczuć trochę ulgi. Zapach przyjemny, wchłania się jednak odrobinę za szybko.

Dzisiaj sytuacja jest podbramkowa, nogi cierpią i każdą próbę ruchu kwitują bólem, czyli książkowy DOMS – przetłumaczywszy z angielska od razu powiem, że oznacza to tyle, co powysiłkową opóźnioną bolesność mięśni czyli popularnie mówiąc cierpię na zakwasy. I to straszne. Wielkie jak stąd do Krakowa. Więc dziś zapodałam ten drugi, rozgrzewający. Ale efekt mizerny ale wchłania się znacznie dłużej. Zresztą więcej będę mogła powiedzieć, jak już tubki wyrzucę.

Dodam jedynie, że są to pierwsze środki, które nie pachną ostro na kilometr mentolem i kamforą – dla niektórych plus ;)

Pocieszające jednak jest to, że DOMS minie a wspomnienia w pamięci zostaną już do końca życia :)

A na koniec, jest mi smutno, niezmiernie smutno, że tylu fotografów mnie uwieczniało na swojej matrycy ale efektów nigdzie nie mogę znaleźć. Dopóki czegoś nie znajdę, potraktuję te zawody jako zawody-widmo, bo nigdzie na zdjęciu nie ma mojej królewskiej facjaty. Jest mi niezmiernie smutno. I boleśnie.

A Nowy Rok… dzień jak co dzień, zwyczajowo już ustalamy sobie nowe cele, działania i układamy nowe marzenia, które cierpliwie (lub nie) czekają w kolejce do realizacji.

Także tego… miłego odkacowywania :)

Baba na rowerze.