Parę słów o motywacji

with Brak komentarzy

Na przesłynnym portalu społecznościowym (wtyczka z prawej strony wpisu, tudzież w okolicy stopki ;) ) zobaczyłam dzisiaj dwa obrazki, które dały mi trochę, odrobinę wręcz weny do nowego postu. Motywatory są ustrojostwem, którego każdy, pragnący krwi poszukuje gdzie tylko może, aby łatwiej, bez wyrzutów sumienia zrobić co do niego należy.

Ciekawa jestem, którego typu lubicie motywatory?

Oto kandydat numer 1:

Przestań liczyć na cuda, licz na siebie :)

No właśnie, nie ma co liczyć, że cud się sam zdarzy. Osiągnięcie pewnych celów wymaga nieco wyrzeczeń i wysiłku, ale widząc efekty w późniejszym czasie nie żałujemy :)

Oby…

Pozytywny przekaz ale szczery aż do bólu. Albo inaczej, kategoria „śmiech przez łzy”. Lubię takie :) Bo pewne rzeczy w życiu trzeba obracać w pozytywy, żeby łatwiej było przełknąć gorzką pigułkę (np.potu ściekającego po tyłku w wyniku bardzo ciężkiego treningu) prowadzącą do jedynej prawdy.

A teraz pora na kandydata numer 2:

Nie lubię tego typu „motywatorów”

To jest motto dla osób, które nieznacznie, lub znacznie poddały się. Lub dla osób, które są na samym początku drogi wznoszącej się do góry (początki nigdy nie prowadzą po płaskim i z wiatrem w plecy). Jeśli zaś do kogoś ono trafia i dzięki niemu robi coś w swoim życiu, aby poturlać kulę losu niczym Syzyf do przodu, to niech tak będzie!

A na fejsie zróbmy sobie casting na najlepszy motywator ;)

Dobry był też film z „Silnorękim”, ale chyba każdy go widział, to co się będę powtarzać. A teraz, na dobranoc poczytajcie sobie to.

Baba na rowerze.