Parę słów o Marku

with Brak komentarzy

Cały dzień nie robię nic innego, jak klikam coraz to kolejne linki, w których wklepują te same regułki o Marku Galińskim, aby utwierdzić się tym, że elektryzująca wiadomość, która krąży od rana jest prawdziwa.

Nie znałam Marka Galińskiego osobiście, nawet nie potrafiłabym wymienić jednym tchem Jego osiągnięć, jak potrafi to xouted czy chociażby punkxtr (tekst: Numer jeden). Jednak od jakichś dwóch lat, jak zaczęłam się trochę bardziej interesować kolarstwem w sensie nazwisk, to postać Galińskiego wzbudziła we mnie szacunek przez wzgląd do Jego osiągnięć, wiedzy i tego jak dużą dziurę zostawił za sobą między Polskim kolarstwem XCO i XCM a zagranicznym. Wydaje się, że jego następcą (w aspekcie sportowym) na obecną chwilę jest Marek Konwa.

Marek „Diabeł” Galiński

Większy szacunek zyskał sobie Marek w czasie, kiedy media podjudzone przez spieklonego utratą lukratywnej posady Piątka atakowały go przed IO w Londynie za brak medialności, oraz tego, że nie jest Piątkiem – a on [Marek] po prostu realizował z kadrą MTB swój plan i nie wdawał się w niepotrzebne dyskusje z największymi specjalistami od kolarstwa. Losy nadziei na medal są wszystkim znane, jedynym potwierdzeniem dobrej roboty szkoleniowca była wysoka lokata Oli Dawidowicz. Później, jak to zupełnie w naszym Polskim stylu pozwoliliśmy Markowi odejść z tą wiedzą, przygotowaniem i profesjonalizmem do Federacji Rosyjskiej, kraju przez część Polaków tak nienawidzonego (zwłaszcza w świetle rozwalonego samolotu i Igrzysk zimowych) – gdzie go doceniali i wypowiadali się o nim nie mniej pochlebnie, niż ja teraz.

Mam nadzieję, że pamięć o Marku nie zaginie i zostanie jak najdłużej niedoścignionym wzorem do naśladowania przez innych kolarzy-trenerów, którzy zechcieliby iść w Jego ślady.

Spoczywaj w pokoju Diabeł.

Baba na rowerze