A dzisiaj było sobie emtebe!

68 Przeczytano
Samosia dzisiejsza
Samosia dzisiejsza

Po podbiciu Gubałówki nadszedł nieubłaganie czas na przyzwyczajanie się do warunków terenowych. Pogoda dzisiaj strzeliła focha i postanowiła sobie być brzydka. Było ciemno, pochmurnie, wietrznie i zimno (~temperatura +12stopni, przy wczorajszych 20-tu to zimnica) i znów trzeba było się ubierać. Dzisiaj złapałam tanlajna co najwyżej błotnego.

Może i zimno było, ale za to widok magiczny!
Może i zimno było, ale za to widok magiczny!

Po szczytowaniu, szybkie spojrzenie na Tatery i ruszyłam odebrać mojego dzisiejszego towarzysza, Grześka. Zaciągnęłam go do odwiedzania moich fajnych, rodzinnych terenów :)

Mój dzisiejszy sparingpartner, Grzesiek :)
Mój dzisiejszy sparingpartner, Grzesiek :)

Biedak, jest zupełnym świeżynką w SPD w terenie i byłam świadkiem soczystych i bolesnych gleb :P szkoda, że nie miałam kamerki ;) Pojeździliśmy tam i nazad, aż mi nogi z tyłka odleciały. W sumie były dziś soczyste 3h33min w terenie. Było na co patrzeć i co potrenować. Świetne zjazdy, niezbyt trudne technicznie, pełne naturalnych pumpów, podjazdy podmokłą trawą lub błotniste kałuże. Fajna, 14km trasa, która została dziś urozmaicona na potrzeby gościa :)

Koniec zabawy. Błoto już zapycha łańcuch!
Koniec zabawy. Błoto już zapycha łańcuch!

Po czym poznać, że nadszedł koniec? Oprócz topniejących ilości prowiantu i zmęczenia w nogach wystarczyło spojrzeć w dół i oszacować ilość maski błotnej na Szaraku i na moich nogach. Nie jest źle, ale mogłoby być zupełnie bez tego ;) Na koniec dnia jeszcze podbudowujący e-mail prosto ze STRAVA.com, który to oznajmił mi, że zostałam (a jakże!) Królową gór i to w dwóch (1) miejscach (2) :)

...a w sobotę pobiłam nieświadomie swoje rekordy :)
…a w sobotę pobiłam nieświadomie swoje rekordy :)

A na koniec dnia, oczywiście podzielę się zapisem z trasy – pora porobić segmenty na stravie i walczyć z czasem :)

Dobranoc!

Baba na rowerze.