Słowo na niedzielę

55 Przeczytano

Puchar Świata w Cross Country rozpoczął się w Pietermaritzburgu, Południowej Afryce. Obejrzałam powtórkę elity kobiet (o, tu można sobie obejrzeć), gdzie bardzo dobrze rozpoczęła sezon nasza Maja Włoszczowska, zajmując 3 miejsce za koleżanką z damskiego teamu Jolandą Neff i Gunn Ritą Dahle-Flesjaa. Obejrzałam wyrywkowo i mam kilka mniej lub bardziej istotnych spostrzeżeń:

  1. Nadchodzi era młodych. Rok temu mistrzynią została młodziutka Julie Bresset, w tym roku pierwsze zawody PŚ w XCO padły łupem Jolandy Neff, dla której jest to pierwszy sezon w elicie. Ale starszyzna nie odpuszcza, w sumie to podium zajęły wszystkie moje ulubione panie – Maja – bo nasza, Gunn-Rita – bo jest strasznie sympatyczna mimo iż jest Norweżką (ironia w kierunku Bjoergen) i Jolanda, gdyż …a to podam na końcu :D
  2. Technika przede wszystkim. Pierwsze okrążenie to majstersztyk Jolandy. Skakała po tych pumpach jak kozica po górach. No napatrzyć się nie mogłam. Nasza Maja to takie drewno trochę przy niej ;) Dzisiejsza trasa to było coś, co sama chciałabym spróbować (ale tylko raz) ale z pominięciem kamienistego ogródka (Rocky Garden). Te kamieniste sekcje wzbudzają we mnie wstręt i w pamięci mam jak w Novym Mescie ślizgały się zawodnikom koła.
  3. 27,5 jednak lepsze od 29? Dzisiejsze podium to 2 rowery nie dość, że 27,5 (zgrabne kózki) to jeszcze o damskiej geometrii (Liv Giant). Nadchodzą zmiany na lepsze?

Kobiety lubią biel. Samej Mai z trudem przyszło rozstać się z koszulem mistrzyni świata, gdzie oprócz jakże ważnej tęczy dominuje biel. Teraz ma biel w postaci Mistrzyni Polski w XCO. Nie wiem, może faktycznie coś jest w tym kolorze? Spójrzcie na zdjęcie:

Biel dominuje na damskich ciuchach XCO

Jolanda Neff dla mnie stała się takim babskim Nino Schurterem, dlatego darzę ją sympatią, bo jazdą trzeba się cieszyć i dostarczać widzom gratki w postaci różnych trików :)

Takie miałam dzisiaj myśli, spostrzeżenia. Widzę, że trzeba szeroko otworzyć oczy i ich nie zamykać, żeby nie przegapić zmian, które pojawiły się na horyzoncie. Myślę, że zagoszczą z nami na stałe już w przyszłym roku, jeśli tylko Liv Giant raczy utrzymać taką tendencję formy jak dzisiejsza.

Baba na rowerze.