Czego się Baba nauczyła na maratonie?

8 Przeczytano

Jadąc w błocie na maratonie w Przemyślu przechodziły mi przez głowę różne rzeczy. Starałam się, żeby nie były one zbyt pesymistyczne, żeby dojechać na tą upragnioną metę.

Myśl pierwsza i kolejne:

  1. Bez okularów na rower ani rusz. Leci sobie takie błocisko z kół prosto na Twoją piękną, wymuskaną dziwnymi kremami twarz i chętnie by wleciało do oczu, ale trafiają na barierę w postaci oksów. Dla mnie oksy to konieczność na rowerze ponad kaskiem.
  2. 3 zębatki w korbie to żaden wstyd. To błogosławieństwo. Niektórzy się biedni zarzynali na swoich podwójnych zębatkach, a ja sobie swobodnie dobierałam przełożenia, dla efektywnej jazdy :) Nawet gdyby mi dawali SRAM X.0 czy Shimano XTR to poprosiłabym speszyl edyszyn z potrójną zębatką z przodu :)
  3. Nie zostawiaj daszku od kasku w domu! Mam taki kask, jaki mam i bardzo podoba mi się on z daszkiem. Taka jego natura, że bez onego wygląda dziwnie. Jakież było moje zdziwienie, jak odkryłam do czego tak naprawdę służy ten mały fragment plastiku, który niemal wszyscy aspirujący pod bycie PRO zdejmują natychmiast po kupnie kasku. Mianowicie:)
    • dodatkowa osłona przed gałęziami (no dobra, to już wiedziałam wcześniej ;) )
    • super ochrona przed deszczem (tak!) deszcz sobie padał i nie spadał na soczewki okularów a spływał sobie z daszku
    • ochrona przed rażącym światłem słońca (oczywista oczywistość)
  4. Pora zainwestować w ochraniacze na buty – tak, oj tak. Nie ma nic nieprzyjemniejszego niż lodowata woda spod kół trafiająca prosto w Twoje buty. Podobno w ochraniaczach sączy się woda sprytnie z naszych łydek, ale przypuszczam, że mimo wszystko jest to dużo mnie drastyczne niż w pierwszym przypadku. 1/2 maratonu myślałam o tym, że dobrze, że mi stopy nie zamarzają, a nawet jeśli, nie jest to dla mnie taki dyskomfort jak w przypadku zmarzniętych dłoni. A  w przypadku etapówki, gdzie może trafić się 4 dni mojej ulubionej  pogody buty nie powinny być aż tak przemoczone, co oznacza gotowość do współpracy na drugi i trzeci i czwarty dzień.

Takie niby oczywistości oczywiste dla wielu wprawionych w boje maratończyków, ale nie dla nas, początkujących kobitek. Wciąż łudzimy się, że wiele rzeczy dostępne na półkach w sklepach rowerowych została wymyślona, żeby wyciągać od nas kasę, ale spójrzmy prawdzie w oczy – po co się męczyć, jak może być nawet przyjemnie? ;)

DSC03698

Po przejechaniu maratonu w Przemyślu stwierdzam, że nie było tak źle, i jeśli Mazovia nie ma ani trochę tyle przewyższeń a Ty jesteś z tamtych okolic, to uważam, że po 1,5 miesiąca solidnych, regularnych przygotowań bez żadnych problemów powinnaś przejechać dystans MEGA. Można złapać zajawkę, zwłaszcza, gdy się nie przewrócisz i wszystkie te czarne myśli na pierwszym starcie Cię ominą, naprawdę to jest podbudowujące :)

A tymczasem na złość pogodynkom wykorzystujmy te chwile słonecznych okienek aby złapać trochę oddechu, opalenizny i mocy w nogach :)

Baba na rowerze.