„Pieniądze szczęścia nie dają, ale pozwalają cierpieć w luksusie”

with 5 komentarzy

Wystarczył jeden maraton w Przemyślu, aby mój Szaraczek się posypał. Technologicznie to ma ze 20lat, fabrycznie 2 lata. Pewne części zmuszona byłam wymienić wcześniej niż planowałam (a planowałam na nie wiem kiedy) i liczę na cud, że w takim błocie nie przyjdzie mi już jechać.

Co niektórzy uświadomili mi, że jak chce się jeździć względnie tanio, to trzeba wybrać szosę. Coś w tym jest.

Kiedyś, kilka tygodni temu przeczytałam na Szosowej Szosie takie zdanie:

Pieniądze szczęścia nie dają, ale pozwalają cierpieć w luksusie” – podobnie z rowerami – na każdym da się jechać, ale są takie, że okazuje się, że rower ma znaczenie. A przynajmniej może mieć. Dla niektórych. I nie ma w tym nic złego”.

Dało mi to do myślenia, sprawiło również, że wytłumaczyłam sobie w miarę racjonalnie powód, dla którego marzy mi się carbocacko na 105-ce. Niepotrzebna mi Ultegra czy Di2, ale jeżdżący węgiel to już coś.

Wymarzone carbocacko

Jak tu nie zwariować?

Nawet jeśli taki zaawansowany technologicznie pojazd służyłby do dźwigania mojego tyłka tylko na przejażdżkach ku zdrowotności? Nie każdy jest stworzony do rywalizacji. A może…

Może… warto wrócić na chwilę do korzeni, nawet jeśli nie zgadza się z planem treningowym wytyczonym pieczołowicie przez trenera ale ten powrót nie jest zupełnie bezcelowy? Zwłaszcza, jeśli mam na myśli wycieczki bogate w objętość czasowo-odległościową, gdzie oprócz celu podróży, robienia zdjęć i szeroko pojętej wolności nie liczy się nic? Być wolnym od młynków, tempówek czy super wysokiej kadencji. Podziwianie widoków, zapierających dech w piersiach (żyjąc akurat w tak sprzyjających okolicznościach przyrody, że właściwie to trudno mi się zdecydować, czy wybiorę szosę czy górala na ten weekend) jest aż tak złe i dalekie od treningu?

A to wszystko po to, aby odzyskać radość z jazdy na rowerze, odkrywać nowe miejsca, z którymi chętnie dzielę się z Wami :) 

Powiedzcie mi, czy marzenie o zielonej strzale z węgla tylko na wycieczki (nooo ewentualnie jakieś zawody) to już szczyt burżuazji? Ułańskiej fantazji? Czy może spełnienia?

Baba na rowerze.