Tour de rekonesans

47 Przeczytano

Nastał czwartek, zapowiadały się dwa treningi. Wstałam zatem skoro świt o 8:45, aby zjeść śniadanie, sprawdzić co w trawie piszczy i z ociąganiem się (jak zwykle, choć nie, dzisiaj bardziej, bo DC Rainmaker pokazał Suunto Ambit 3 :) ) wreszcie wyturlałam się na pole. Ubrałam się na wypadek słońca, czyli bez rękawów, choć wzięłam cienką koszulkę z długim rękawem, co było strzałem w 10. Ubrałam ją  100m od domu.

Zimne 20 stopni :(
Zimne 20 stopni :(

W planie miałam zrobić częściowy rekonesans trasy kolejnego, 3 etapu Podhale Tour. Częściowy, bo tylko fragment, którego nie znałam, a który organizatorzy dokleili do stałego (nudnego już) punktu programu. No cóż, więcej przeciągania po płaskim, na co narzekają już wszyscy, których znam, nagle naroiło się rasowych górali he he he. Czy zmiany są na lepsze? Nie wiem, mam tylko nadzieję, że krajową 7 nie pojadą w niedzielę ani tiry ani niedzielni kierowcy, bo jest to droga, na której kusi zmotoryzowanych do szybkiej jazdy. Jakieś tam zmarszczki doszły, dłuższe zjazdy (można odpocząć) i teren w miarę (mam nadzieję) osłonięty od wiatru. Stały fragment da w kość, ale tylko tym, co za dużo z siebie na nim dadzą ;) Muszę obmyślić jakiś plan, by dojechać w 2 godziny i 10 minut.

Takie tam widoczki :)
Takie tam widoczki :) (zdjęcie jest odnośnikiem do śladu gps trasy)

Część trasy przypomina mi mój pierwszy start w tej imprezie, wspomnienia były ładniejsze :) Teraz je muszę dogonić i depnąć konkretnie w niedzielę!

Drugim treningiem miał być czwartkowy trening babski, jednak nikt nie zjawił się na miejscu zbiórki, co zapewnie spowodowane jest nieobecnością Magdy, która ma działanie wręcz paradoksalne :) Jak jest na ustawce, to wszystkie dziewczyny się boją, że im złoi skórę, a jak Magdy nie ma – nie pojawiła się ani jedna :-o

Chcemy jeździć, czy nie?

Baba na rowerze.