Rekonesans stanu nawodnienia gleby – done!

with Brak komentarzy

Wzięłam ci się ja na przejażdżkę przedstartową. Miały być sprinty, ale nie chciało mi się, bo obrałam sobie drogę do domu na przełaj. Dzięki temu dojechałam doń umorusana jak świnia w chlewie a miałam na sobie odświętne ubranko.

No i masz.

Łąki są tak mokre, że aż woda zmieszana z ziemią chlapie na boki i do góry spod kół. Więc nie zdążyło wyschnąć. Jutro będzie jatka, zwłaszcza jak będzie jazda przez łąki. Nienawidzę jeździć po łąkach, tym bardziej po mokrych. Błota też będzie dużo. I słońca też.

Więc spakowałam się, zamiast 2 bidonów, biorę plecak z bukłakiem i bidon na wodę. Patrząc na profil trasy (która jest wg mnie ZA DŁUGA jak na MEGA) i średnią prękość jaką muszę wykręcić… postanowiłam dokonać zmian w garminku na wyświetlaczu do ścigania. Teraz zamiast tętna „wykresowego” i aktualnego mam następujące:

  • czas
  • dystans
  • średnie tętno
  • średnia prędkość

To ostatnie jest wyszczególnione, ponieważ należę do tych ludzi, którzy na zawodach nie mogą patrzeć na prędkość, bo jak widzą, że wolniej jadą, to dostają załamania ;) Cóż, muszę wypróbować ten patent, aby podkręcić swoją prędkość, która na trasie w terenie jest zawstydzająco wolna (albo napatrzyłam się za dużo na wyniki z Mazovii czy Skandii). W każdym razie przy średniej prędkości 16,3km/h trasa MEGA zajęła by mi 3godz35min… o 30min za dużo ;)

Ściąga na kierę z nowym hasłem gotowa. Zaznaczone są tylko bufety i i graficznie "zmarszczki" + jeden 4,5km podjazd
Ściąga na kierę z nowym hasłem gotowa. Zaznaczone są tylko bufety i i graficznie „zmarszczki” + jeden 4,5km podjazd

Ściągawkę zrobiłam, ale już widzę, że zapomniałam zaznaczyć sobie na którym kilometrze zaczyna się 4,5km podjazd :P No cóż, muszę zapamiętać, że na ~24 kilometrze.

Spakowana jestem, makaron ugotuję sobie rano, bo teraz jest już za późno na stanie przy garach.


…a z tych miłych rzeczy – co za był dzisiaj Tour de France! Oglądałam, tradycyjnie już :) – ostanie 50km. „Pierwsze” 40km to były epickie widoki, dla których warto obejrzeć cały etap. Po prostu magia. A te skaczące kozy po grani… coś wspaniałego :) I tylu kibiców na trasie, codziennie tyle samo – całe mnóstwo.

Proszę państwa…zaczynają się emocje, Rafał się czai, szczerze to tak średnio wierzyłam, że się wyrwie z tej grupki ale jak widziałam rosnącą przewagę nad grupą z żółtym koszulem, zaczęło się robić nerwowo. Trudno mi  usiedzieć w miejscu, a gdy przewaga wynosiła ok 1,5min już wstałam i stałam przed telewizorem, wznosząc modły do Rafy, „deptaj, deptaj, nie popuszczaaaj”. Szybki post na fp: „Allez alleeeeeez Rafał” i wlepiam oczy w telewizor, stoję, kucam, stoję naprzemian, ręce robią się mokre i zaczynają drżeć, telefon na bok i nerwowo śmieję się z podnieconych komentarzy komentatorów, ojciec mój zrywa boki i kręci głową (na komentarze:P). Nibali oderwał się od grupy na 3km przed metą „no nieeeee tylko nie oooon, Rafał dowal mu jeszcze z 20 sekund, błagam!” jakby miał moje modły kolarz Tinkoff-Saxo usłyszeć. Nadaremno, Nibali odrobił 30 sekund, po czym licznik jakoś się zatrzymał i co chwilę rozregulował. Na 2km przed metą pewna już byłam, że sprawa rozstrzygnie się na kresce, a na kilometr przed metą już mdlałam i płakałam z radości :) Mama podstawiała mi jajecznicę ze świeżo zebranymi i uduszonymi już grzybami, a ja do niej „mamoooooo weź z tą jajecznicą! Jeszcze jeden kilomeeeetr!!!!„.

Co za eksplozja radości! Cały facebook oszalał, nawet „mainstreamowe” media dały główne nagłówki z Majką – przecież zapisał dziś kolejną stronę historii Polskiego kolarstwa szosowego! Wygrał zasłużenie po raz pierwszy w karierze (w końcu), może to uruchomi lawinę zwycięstw – jest do tego zdolny, na pewno uwierzy w siebie.

Jest cudnie – Twoje zdrowie Rafał!

Ups… rozpisałam się – życzcie mi powodzenia i suchej trasy, start jutro o 11:00!

Baba na rowerze.