Ratujmy nasze kolarstwo!

with Brak komentarzy

Przeczytałam tekst Jarka Waśkiewicza i odniosę się do niego na swój sposób.

Jeśli jesteś hobbystą, zawodnikiem-amatorem czy turystą rowerowym to ten tekst jest do Ciebie. Ale jeśli nie lubisz czytać masła maślanego podobnie jak ja, to nie klikaj łącza tego powyżej. Postanowiłam stanąć na straży minimalizmu i Ci tu wszystko skrócić, dzięki czemu oszczędzisz czas, który możesz poświęcić na podnoszenie świadomości swojego dużego grona znajomych n.t.kolarstwa.

Cała akcja, do której nawołuje wszędobylski Jarek rozpoczęła się od sensacyjnych, niestety przekłamanych wieści o naszych „perełkach” (słynne nogi Huzarskiego)

oh.. shut up legs!

czy jeszcze głośniejsza sprawa „pewnego dziennikarza”, który hejtuje chyba nawet samego siebie (2-godzinna strata to lidera to gorsza plama na honorze niż „nawet-nie-wiem-ktore-miejsce polskiej kadry w pn). Nie uważam się za eksperta, jest nim np. XOUTED, ale czytałam te sensacyjne artykuły i dziwnie się czułam, że media bezsensownie rozdmuchiwały pewne rzeczy do jakichś abstrakcyjnych balonów. Machnęłam na to ręką. Jak ktoś się zapyta, czemu nie mam takich nóg jak Huzar, to mu na swój sposób odpowiem :)

I oto wkroczył Jarek W. ze swoim biznesem na fali, pisząc o 2 strony tekstu za dużo na temat tego, co ja napisałam w kilka zdań ;) Namawia wszystkich scyklistowanych* (ja również) do tego, abyśmy prostowali rzekome sensacje wśród swoich znajomych, u których nie oszukujmy się jesteśmy uważani za „guru” kolarskie (w domu jestem Mają Włoszczowską, a w rodzinie Super Woman) i zamiast tłumaczyć tylko techniczne zawiłości („Ty się znasz, jaki mam sobie kupić rower?„) zdobądź się również na prostowanie nieprawdy. Wytłumacz, dlaczego Kwiatkowski jedzie cały wyścig z przodu tylko po to, żeby kreskę zrobić jako 137 zawodnik. Wytłumacz (najlepiej w analogii do piłki nożnej) , że nie wszyscy to sprinterzy (pn – napastnicy), że każdy otrzymuje jakieś zadania, że jednak jest to sport zespołowy (zwłaszcza szosa), choć kreskę jako zwycięzca może przekroczyć tylko jeden. Spraw, aby Twoi znajomi nie dawali wiary tym sensacjom, które nimi nie są, a media zamiast bezinteresownie się cieszyć z sukcesów wypracowanych ciężką pracą dmuchają balon na potęgę.

Niezbyt liczna, ale zauważalna w peletonie „Polska Drużyna”

Musisz jedynie zapamiętać, że postrzeganie masowo sportu jakim jest kolarstwo zajmie trochę czasu, i na straży sprawiedliwości i czystości przekazów medialnych stać będziemy dość długo. Z ogólnopolskim sportem, jakim jest krytykowanie i znanie się na wszystkim przyjdzie nam walczyć prawdopodobnie do końca naszych dni, aż grupa liczących się polskich zawodników w kolarstwie będzie zauważalna przez skopane** media.


Sama interesuję się kolarstwem może od 3 lat, dla mnie sprawa Armstronga nie ma takiego mocnego odbicia jak dla tych, którzy wychowali się na jego wizerunku. Nic dla mnie nie znaczy Eddy Merxc czy Marco Pantani. Ja żyję w erze Kwiatkowskiego, Sagana, Gołasia czy wreszcie Majki. To oni mają znaczenie dla kształtowania się mojej „kolarskości”. Proszę, uszanuj to :)


* tworzy mi się tu mimowolnie nowe słownictwo. Oczywiście miałam na myśli ludzi „nadmiernie” kręcących na rowerach :)

** zajętych pisaniem 97% informacji sportowych albo o wynikach meczy w szatniach lub jakichś afer w innych sportach, pomijając zupełnie inne sporty, w których nasi reprezentanci odnoszą sukcesy :)

Baba na rowerze.