Cykl menstruacyjny a jazda na rowerze

with 9 komentarzy

Od czasu do czasu moje wpisy możecie czytać również na velonews.pl, tak samo jest z obecnym wpisem, różni się to czasem udostępnienia :) Ale koniec lokowania produktu, czas czytać lekturę, na którą niektóre z Was czekały dłuższy czas :)


My, kobiety niby sporo wiemy o cyklu menstruacyjnym, jednak sposób jego trwania często sprawia, że przypominamy sobie o nim dopiero na kilka dni przed kolejnym krwawieniem. Menstruację każda z nas przechodzi inaczej, ja niestety należę do tej grupy pań, które w pierwsze dni myślą tylko o leżeniu i najlepiej nie ruszaniu się, aby nie wzmagać bólu podbrzusza. Ratujemy się różnymi metodami, pół biedy jak działają leki przeciwbólowe czy ciepłe okłady, „jakoś” się da funkcjonować (tym bardziej, że głupio brać co miesiąc 2-3 dni L-4 w pracy ;) ).
Jednak jak już napisałam wcześniej, cykl menstruacyjny to nie tylko krwawienia. Zostałyśmy tak zaprogramowane, że w ciągu tych 28 dni (+/- 7) mamy niezłą karuzelę hormonalną, co ma większy lub mniejszy wpływ na nasze samopoczucie. Raz trening idzie nam jak po gruzie, innym razem robimy swoje „życiówki” i czujemy się świetnie. Od czego to zależy?

1. Poziom estrogenu we krwi (najniższy poziom 1-13 dzień cyklu)

Wysokie stężenie estrogenu we krwi sprzyja spalaniu tkanki tłuszczowej, zmniejsza się zawartość kwasu mlekowego w mięśniach oraz zmagazynowany glikogen jest oszczędniej spalany. Analogicznie sytuacja wygląda, gdy poziom tego hormonu jest niski. Co to oznacza?
Kiedy mamy niski poziom estrogenu we krwi łatwiejsze są dla nas treningi szybkościowe (interwały, tempo, ćwiczenie podjazdów), ponieważ nasze organizmy nastawione są na szybkie spalanie węglowodanów.
Z kolei, gdy estrogen buzuje we krwi łatwiejsze w odczuciu okażą się treningi wytrzymałościowe (jazda w tlenie) a nasze ciała nastawione są na czerpanie energii z tkanki tłuszczowej.

2. Poziom progesteronu we krwi (ok.7dni przed krwawieniem)

Tak bardzo „lubimy” ten czas. Jesteśmy rozdrażnione, nastrój taki, że „bez kija nie podchodź” – to „wina” progesteronu, który powoduje, że nasze tętno przyspiesza i sprawia, że szybciej się męczymy podczas wysiłku. To progesteron wywołuje PMS (zespół napięcia przedmiesiączkowego). Dlatego w tym trudnym okresie rozdrażnienia lekarstwem może okazać się umiarkowany wysiłek fizyczny, który podniesie nam poziom endorfin i pozwoli oszczędzić nam kilku niesnasek ;) (1)

3. Wpływ treningów na cykl menstruacyjny

Niewielkie wahania cyklu zdarzają się każdej kobiecie w różnych okresach życia. Jednak sportsmenki są narażone na różne powikłania lub odstępstwa od norm poprzez intensywne treningi, zaburzenia w odżywianiu oraz stres związany z zawodami. Pod wpływem stresu związanego z zawodami (miejmy taką nadzieję) zaburza się wydzielanie hormonów wymienionych wyżej. U kobiet trenujących intensywnie zauważa się większą aktywność androstendionu – który jest prekursorem testosteronu i estronu oraz może powodować zwiększenie stężenia androgenów może powodować zaburzenia miesiączkowania. Hipoestrogenizm może powodować zmniejszenie masy kostnej (osteopenia), co może prowadzić do złamań zmęczeniowych.
Kolejną sprawą jest bolesność miesiączek – u trenujących kobiet są one boleśniejsze, częściej też występuje PMS. Mogą się zdarzać również zespoły policystycznych jajników, które pojawiają się w obecności podwyższonego stężenia męskich hormonów, co z kolei ułatwia przyrost masy mięśniowe oraz szybciej uzyskiwać pożądanych wyników. (2)

4. „Te” dni – jak ułatwić sobie życie?

Na szczęście tutaj mamy ogromne pole manewru, dostosowane do każdej z nas z osobna. Urodzone w czepku nie mają właściwie problemu, bo poza krwawieniem nie odczuwają żadnych dolegliwości.

  • Bolące podbrzusze można złagodzić środkami przeciwbólowymi typu „ibuprom” lub rozkurczowymi „no-spa”, natomiast te szczególnie ciężkie przypadki należy już niestety leczyć wraz z lekarzem – żadna frajda do jechać na siłę na rowerze, gdy ledwo stoisz na nogach i do tego jesteś odwodniona przez wcześniejsze wymioty.
  • Na treningi zakładaj tampony – tutaj chyba wiele wyjaśnienia nie trzeba ;) Podpaski nie dość, że będą się przesuwać, to jeszcze nie dają żadnego uczucia komfortu.
  • Alternatywą mogą być kapturki/kubeczki menstruacyjne – niezbyt znany lub niejawny produkt, który skutecznością bije na głowę zarówno tampony jak i podpaski – wadą jest dobranie odpowiedniego rozmiaru – niestety metodą prób i błędów, ale chyba warto dla uzyskania świetnego efektu.(3)
  • Zamiast środków przeciwbólowych możesz wypić napój zawierający kofeinę, która w małych ilościach pomaga ulżyć w bólu.
  • Upewnij się, czy jesz więcej. Niekoniecznie w wielkości porcji jedzenia a raczej produktów bogatych w żelazo (czerwone mięso, podroby, jaja, świeże warzywa i owoce) (4)
Kilka propozycji… (klik w zdjęcie prowadzi do źródła)

5. Cykl menstruacyjny a odnoszone urazy i kontuzje

Jako ciekawostkę, na koniec dla rozluźnienia naszych umysłów napiszę, co odkryli szwedzcy naukowcy. Otóż zbadali oni grupę kobiet, które grały w piłkę nożną i porównali częstość odnoszonych urazów do czasu, w którym „rządzą” określone hormony. W badanej grupie kobiet, zauważono, że częściej skarżyły się na urazy bądź kontuzje bliżej menstruacji, co być może ma związek z niskim stężeniem estrogenu, który w tym przypadku wpływa na odczuwanie bólu. Natomiast w czasie krwawienia wydziela się hormon zwany relaksyną, który ma działania rozluźniające, m.in. dla więzadeł. Bardziej rozluźnione czy rozciągnięte więzadła są niestety bardziej podatne na uszkodzenia – dlatego najwięcej urazów zdarza się w czasie okresu. (5)

ŻRÓDŁA:

(1)(2)(3)(4)(5)

  • Pocisnęłaś :>
    W „te” dni, konkretnie w pierwszy nie jeżdżę, po prostu nie mogę i koniec. Jakby mnie ktoś nafaszerował psychotropami. Brak sił, zawroty głowy itp.

    • Ja też nie mogę. Dwa pierwsze dni mam nie do życia. Ale napisać obiektywnie pasowało, nie? :)

      • Jak nie, jak tak.
        Bardzo dziękujemy za podjęcie tematu i wytłumaczenie mi, że jeszcze nie sfiksowałam, że to tylko progesteron :D
        Nadal jednak pozostaję chłonna wiedzy, jak radzą sobie z problemem zawodniczki. Czy biorą hormony, jakie inne praktyki stosują? O ile ktokolwiek puści parę z ust… Bo przecież nie mogą sobie pozwolić na wycofanie ze startu.

        • Za pierwszym i ostatnim podejściem na ok.10 czołowych polskich zawodniczek odpisała mi jedna, która na dodatek nie ma problemu, ma wszystko ładnie uregulowane. Słyszę oprócz Ciebie inne głosy, więc spróbuję jeszcze raz :)

          • Paczta je, jakie muchy w nosie mają… albo jak to się pięknie nazywa – pewnie czasu nie mają, bo trenują, nie ;-)
            Ty to się z nami masz. Może do trenerów albo lekarzy sportowych prędzej?

  • u trenujących boleśniejsze? ja kiedyś mdlałam, teraz, gdy jeżdżę jest lepiej. myślę, że wcześniej działało to na zasadzie wymówki teraz mi szkoda czasu po prostu. kiedyś np przejechałam 800 km w „te” 5 dni z czego 3 pierwsze były dystansami ok 200 dziennie, i to nie do końca po płaskim terenie, („pojedyncze” setki też się zdarzały).

    • Cóż… każda z nas jest inna i inaczej reaguje na bodźce. Ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że mnie jak bolało tak boli (przed trenowaniem jak i teraz) a bez usmierzenia bólu nie ma szans o treningu. Dlatego zazdroszczę Ci możliwości zrobienia 200km w „tych” dniach ;)

      • Dorzucam trzy garście zazdrości, bo ja to mdleję po prostu, jakby mi krew do mózgu nie dopływała… Zwłaszcza, jak jest upadł – nie ma mowy o kręceniu. Ale np wtedy dajcie mi karabin, wszystkich będę kochać :D

        • Ja tam kochał upał :P aczkolwiek 2 pierwsze dni potrafią mnie wykluczyć z aktywnej sfery życia w każdej pogodzie.