Pora na legalny doping

with 2 komentarze

Doping zawsze źle się kojarzył w świecie sportu,  gdzie przekraczanie ludzkich granic jest normą. Chęć pobicia kolejnego rekordu, stania się najszybszym, najsilniejszym człowiekiem na ziemi posuwała możliwości (najczęściej medyczne) do różnych granic absurdu.

A co, jeśli jesteś jak ja – szarym człowiekiem, który trenuje dla siebie, jeździ na maratony aby pokonywać pewne przeszkody i nie ma nad wyraz wyrosłej mentalności zwycięzcy? Czy my potrzebujemy dopingu?

Owszem. Co lepsze, jest to zupełnie legalne, ogranicza nas tylko własna głowa. Owym dopingiem jest muzyka. Właściwie to mało jest ograniczeń uniemożliwiających słuchanie muzyki w czasie sportowania. Szczegół tkwi głównie w rytmie słuchanej muzyki, podczas mocnego treningu nie powinna w słuchawkach lecieć Sade czy Celine Dion a raczej Sabaton czy jakaś dyskotekowa zawierucha ;)

Pogoda nie nastraja zbyt optymistycznie, stąd mój temat o muzycznym dopingu. Nie ma ulew, ale brak słońca sprawia, że nie mam ochoty wynurzać nosa z dziupli i przemierzać kolejne kilometry moknąć niczym kaczka. Kiedyś, jak zaczynałam jeździć na rowerze słuchałam muzyki, ale jeździłam wtedy bez kasku.

Zapewne pomyślisz sobie, co ma kask do słuchawek?

Ano ma. W moim przypadku nawet dużo. W moich uszach miejsce zostało już zagospodarowane na aparaty słuchowe i jestem aktualnie w poszukiwaniu słuchawek na małe uszy (mam takie słodkie, małe uszka :P ) w takiej konfiguracji, aby można było ubrać kask, okulary i słuchawki oraz żeby te słuchawki nadawały się na zimowe bieganie.

Macie jakieś sprawdzone propozycje?

Za wszelkie rozbudowane odpowiedzi/porady będę niezmiernie wdzięczna :)

Zdołowana pogodą Baba na rowerze.

  • gello1

    Brainwavz Delta

    • Jak już wspomniałam, noszę aparaty słuchowe – żadne słuchawki wewnątrzuszne nie wchodzą w rachubę