3 dni z Mają Włoszczowską

157 Przeczytano

Tyle zajęło mi przeczytanie książki naszej perełki w kobiecym XCO na świecie, Mai Włoszczowskiej. Książka ta nosi tytuł „(sz)koła życia”(bardzo fajna gra słów), jest ciężka, na papierze nie oszczędzano a okładka jest z tych grubych, na lata.

Początek to mocny akcent, gdzie można przeczytać o kulisach złamania nogi w stawie skokowym procesie leczenia i rehabilitacji. Znajdziemy też w książce opisy poszczególnych startów, tych medalowych i poza podiumowych. Dalsza to różnorodna tematyka kręcąca się dookoła zawodów.

Właściwie to czego oczekuje się po książce wydanej przez sportowca?

Tak, dokładnie tego: początków kariery, opis drogi, którą podążał(a) do pozycji, w której znajduje się obecnie, plusy i minusy życia na walizkach oraz planu treningowego.

IMG_20141022_174707 kopia

Muszę przyznać, że o ile opowieści o startach w Olimpiadzie, Pucharze Świata, na Mistrzostwach Świata czy Europy czyta się gładko i przyjemnie, o tyle gdy Maja postanawia napisać rozdział dla kompletnie zielonych (od 4 rozdziału „Gadżety i biżuteria…” do 6 włącznie „Jak nie wywinąć orła…”) jest dla części z nas godny opuszczenia, ale moja czysta ciekawość oraz szacunek do autorki kazała mi kontynuować czytanie materiału, który w tym roku przeczytałam dziesiątki razy bardziej szczegółowo na różnych stronach czy w różnych książkach. Rozumiem jednak, że książka napisana jest absolutnie dla wszystkich fanów (nawet tych zielonych) Mai, aczkolwiek irytujące jest czytanie każdorazowego tłumaczenia słowa hardtail czy full suspension. Bardzo fajnym dodatkiem są kolorowe strony, które zawierają opisy, jak poszczególna dieta, przygotowanie się do podróży czy radzenie sobie ze stresem wygląda u Mai.

Spis treści, jako jedyny przeciek dla nieposiadających książki ;)
Spis treści, jako jedyny przeciek dla nieposiadających książki ;)

Bardzo, ale to bardzo dużym plusem są zdjęcia, jako że fotografia to takie moje małe hobby, jest to element, na który zawsze będę zwracać uwagę. Co prawda, większość zdjęć jest Wam znana, jeśli obserwujecie profil Mai na facebooku, ale jest tam też kilka archiwalnych zdjęć, które pochodzą z prywatnego zbioru.

Czego szukałam w tej książce? Na pewno motywacji. I znalazłam ją. Jest kilka fragmentów, które sobie „wytnę” i jakoś wyszczególnię.

Czy warto kupić książkę i ją przeczytać? Myślę, że mimo słabego środka książki, „SZkoła życia” jest pozycją, którą warto mieć w swojej biblioteczce, w końcu miło jest przeczytać, jak rodziła się nasza jedyna „górska gwiazda”, kolejny raz utwierdzić się w przekonaniu, że osiąganie sukcesu wymaga dużo wyrzeczeń, ale i miłości do tego, co się robi :)

Ocena końcowa: 7/10

Prawdziwa gratka dla fanów naszej Mai będzie na pewno w najbliższą sobotę 24.10 – w Krakowie na targach książki Maja będzie miała swoją złotą godzinę, prezentację książki. Ja wybieram się tam po autograf, być może wspólne zdjęcie, a Ty? :) W stolicy podobno też będzie, ale nie jestem pewna czy 25.10 czy w inny dzień.

Baba na rowerze