Przychodzi Baba do lekarza…

471 Przeczytano

…a tam kolejka. Jak zawsze o tej porze roku. Jednak dane mi było czekać z innego powodu niż przeziębienie, które już przeżyłam we wrześniu.

Na ostatnim teamowym treningu na skutek silnego skurczu i szybkiego ruchu w ćwiczeniu plyometrycznym naciągnęłam sobie mięsień uda. Myślałam, że tylko jeden mięsień, ale ostatecznie dostało się dwóm – obszernemu pośredniemu/lub głowie prostej (trudno stwierdzić, gdyż głowa prosta mięśnia czworogłowego przykrywa mm.obszerny pośredni) oraz obszernemu zewnętrznemu.
Wieczorem sprawa wyglądała źle, kolana zgiąć powyżej 90 stopni nie mogłam, co utrudniło mi nawet jego otejpowanie, więc mocno schłodziłam udo zmrożonym, czekającym na takie okazje żelem.

Dnia następnego nie poszłam do pracy, za to grzecznie stawiłam się u lekarza rodzinnego celem wyłudzenia L-4 i przy okazji skierowania na zrobienie ogólnych badań. Postanowiłam sprawdzić, czy ja się w ogóle nadaję do bycia sportowcem-amatorem, czy nie mam jakiejś choroby, o której istnieniu nie wiem i tak dalej. Wydaje się to być dość zrozumiałe i taką postawę prozdrowotną należy chwalić, czyż nie?

Pominę sposób badania przeprowadzony przez lekarza, byłam zła, że trafiłam do „starego” no ale nie mogłam czekać do poniedziałku.
Na wzmiankę o chęci poznania swojego stanu zdrowia otrzymałam spojrzenie wielkości dwudziestogroszówek zza grubszych już szkieł, zmieszanie na twarzy lekarza i ta odpowiedź:

„my nie mamy pieniędzy na profilaktykę. Bo co, ja pani dam skierowanie na badania a ludziom chorym już nie zostanie pieniędzy”.

Smutno przyznać, ale byłam gotowa na taką odpowiedź i powiedziałam mu, że sobie za te badania zapłacę, ale żeby mi wypisał jakie sobie mam zrobić, bo ja się na tym zwyczajnie nie znam. A myśli gorzkie pojawiły się w głowie, że to, że nie mam zielonej skóry i jeżdżę na rowerze nie znaczy, że jestem zdrowa… Przecież kilka razy do roku słyszy się o jakichś śmiertelnych przypadkach, co prawda częściej w maratonach biegowych (amatorzy) lub nawet zawodowców (różnej maści sportowcy, którzy powinni być wzorami zdrowotnymi). Prawdą jest, że na zawał, tętniaka, udar czy inne choroby nie zapada się przypadkowo. Na wszystko sobie solidnie pracujemy – co z tego, że tygodniowo przejeżdżamy 400km, w tym zawody, skoro higienia życia pozostawia wiele do życzenia. Stres, zbyt duża ilość przetworzonego jedzenia, używki i tak dalej.

Aby podkreślić skrajność działania placówek medycznych opiszę dwie sytuacje:

  • dwa dni wcześniej u swojego lekarza rodzinnego był Chłop, który bez niczego dostał skierowanie na takie właśnie badania,
  • a gdy ja czekałam na swoją kolejkę, przede mną było 8 osób, które wyszły podobnie jak ja z receptami od lekarza, ale żadna ze skierowaniem na badania…

Bywaj zdrów!

Baba na rowerze