Czy wciąż to są marzenia czy już konsumpcjonizm?

216 Przeczytano

Nie mam weny do pisania, to pewnie z powodu odstawienia roweru i niemożności (jeszcze) narzekania na kręcenie na trenażerze, które to odstawiłam aż do stycznia. Zaczęłam samowolne treningi do nadchodzącego sezonu od poniedziałku, do końca miesiąca nie przewidziałam ani grama roweru ;) Powód w zasadzie jest jeden, polemika toczyła się na ten temat już u mnie na fb, nikt nie namówi mnie do jeżdżenia na rowerze zimą, jeśli ubrania będą ograniczały moją swobodę, co za tym idzie wolność. Tak już mam, że mogę jeździć w ogromnych upałach, mając na sobie przewiewne ubranka niż męczyć się pod kilkoma warstwami odzieży zimą.

A fee.

Szukając tematu na wpis na bloga (którego nie znalazłam… choć czekają w kolejce szkice!) napatoczyła się prywatna rozmowa o carboszosach i przypomniała mi się moja najświeższa miłość. Pomyślałam sobie, że okrągła dycha nie chodzi piechotą a i przy mojej wypłacie ciężko będzie odłożyć na ten rower w ciągu najbliższych 3 lat. Postanowiłam poszukać cudownych aukcji / sklepów z samymi ramami a trafiłam na zdjęcie Emondy w rzeczywistości:

Trek Emonda SL 5

… muszę przyznać, że ten rower wygląda na żywo jeszcze lepiej niż w katalogu a z reguły jest odwrotnie. Serce mi jeszcze bardziej zmiękło. Co mam począć?

Zaczęłam się zastanawiać nad sensem doganiania własnych marzeń. Czy wciąż to są marzenia czy już konsumpcjonizm? Są ludzie, którym wystarcza to, co mają bo ich przybliża do tego, co kochają robić, są ludzie, którzy za wszelką cenę nie chcą dopuścić do siebie teraźniejszości i rozkochują się w starej prostocie i klasyce, są też tacy, co mają to, co aktualnie oferuje rynek.

Potencjalnie starcza mi mój Trekuś jako baza treningowa do MTB, jednak polotu to moja Lexa nie ma. Marząc o nie najtańszym rowerze cieszę się, że nie mam tak, że marzą mi się tylko najdroższe modele – chyba byłabym do końca życia niespełniona. A tak, prędzej czy później z dyszki zrobi się 8 a może 7 patyków i marzenie jest bliżej realizacji.

Pieniądze szczęścia nie dają ale pozwalają cierpieć w luksusie

Szanuję tych, którym starcza to, co mają – zazdroszczę im.

Szanuję tych, co kochają prostotę i klasykę z lat, kiedy nie było mnie na świecie – nie zazdroszczę im.

Zazdroszczę tym, którzy mają to, co najnowsze na rynku – ale szanuję ich.

Baba na rowerze.

PS.

I pomyśleć, że całe to egzystencjonalne myślenie złapało mnie na widok tej ślicznotki :)