Babska Tygodniówka #1

15 Przeczytano

Postanowiłam utrzymać reżim treningowy, tym razem w pojedynkę. Cele na sezon są, jednak czekam na jakiś kalendarz startów, żeby wiedzieć na kiedy się mam wstrzelić z „formą”. Wynikiem mojego postanowienia jest cotygodniowy dziennik treningowy, który będę się starała pisać na blogu.

Treningi zaczęłam dla odmiany od grudnia, choć w listopadzie i tak miałam sporo godzin treningowych, jak na brak planu treningowego :) Jako, że wciąż przeżywam uraz do trenażera postanowiłam w grudniu poświęcić czas na treningi ogólnorozwojowe, zwłaszcza wzmocnienie gorsetu mięśniowego zarówno tułowia jak i rąk. Tego mi brakowało w sezonie. Nogi poniekąd ćwiczę przy okazji, nie są jednak one moim priorytetem.

  • Poniedziałek (8.12) : basen 30min – 4x żabka na rozgrzewkę, 2x kraul, 2x grzbietowy, 2x kraul, 2x żabka, 1x grzbietowy, 1x jakieś takieś… to daje 14 długości basenu 14x25m = 350m :P Był to mój pierwszy basen od miesiąca, więc cudów nie ma co oczekiwać. Na obecną chwilę opór wody wydaje się być strasznie mocny na moje słabe płuca.
  • Wtorek (9.12) : wieczorne bieganie 28min – spokojnym tempem, aby utrzymać dobre, niskie tętno jak na pierwsze bieganie, żeby nie „obić” sobie stawów. Wyszło tego ok. 4,4km o średnim tętnie 157ud/min – czyli tlenik jak się patrzy :)

Oprócz biegania były jeszcze ćwiczenia kalisteniki 15min – którymi zastąpiłam siłownię. Wykonywałam pompki na ścianie (dwie serie) i podwijanie kolan (dwie serie 1:20x, 2:18x).

  • Środa (10.12): basen 30min – 4x żabką na rozgrzewkę, 2x kraul, 2x grzbietowo, 2x żabka, 2x kraul, 2x grzbiet, 1x żabka, 1x dowolny.
    Już przy rozgrzewce łapały mnie skurcze w stopach i wiedziałam, że to nie będzie udane pływanie :P Jednak powoli nabieram pewności w basenie i pływa mi się coraz lepiej (oprócz kraula, na niego muszę mieć dzień). Pomiędzy każdą serią jakieś 60 sek przerwy ;)
  • Czwartek (11.12): trening obwodowy 1godz 30min z NKK.JMP. Kilkanaście stacji x3 po 50 sekund. Dzisiaj wszystkie stacje były wyjątkowo znośne, to mnie ucieszyło po nieobecności na dwóch (albo i trzech?) treningach po urazie. Najbardziej dały mi się we znaki ćwiczenia wymagające rozciągnięcia mięśni czworogłowych ud, ale starałam się nie fikać, tylko robić wszystko spokojnie i dokładnie. Było fajnie. Na koniec „konkurs” na deskę, odpadłam pierwsza :P Ale poprowadziłam rozciąganie, powinni być zdrowi ;)
  • Piątek (12.12): wolne. Takie zakwasy na pośladkach, że o bieganiu nie było mowy ;)
  • Sobota (13.12): bieganie.A raczej truchtomarsz. Poszłam biegać niedługo po śniadaniu i już po pierwszych krokach wiedziałam, że to nie był dobry pomysł. Nie miałam kołatania w klatce jak normalnie przy takim tętnie (175bpm) ale nie byłam w stanie przyspieszyć. Więc aby wykonać jakąkolwiek jednostkę treningową (miałam myśli aby wrócić do domu) zmieniłam bieg na marszobieg, dzięki czemu średnie tętno wygląda „jako-tako” (167ud/min). Strasznie się męczyłam, ale pogoda trochę mnie podtrzymywała na duchu. Było cudnie :)

Kalistenika podciąganie do pionu + przysiady w staniu na barkach. Rozgrzałam się na truchtomarszu, więc po napojeniu się przystąpiłam do kalisteniki.

Podciąganie do pionu:
1s: 40x
2s:38x
3s:36x
Przyszalałam z 3 seriami, ponieważ jest to ćwiczenie, które mnie strasznie nudzi :P Pilnowałam się, żeby nie zrobić zbyt szybko powtórzeń i tak naprawdę dopiero w 2 serii czułam mięśnie przedramion.

Przysiady w staniu na barkach:
1s: 22x
2s: 20x
W pierwszej serii idealnie znalazłam punkt podporu i robiło mi się to ćwiczenie bardzo przyjemnie. Jednak spocona po bieganiu koszulka w drugiej serii nie chciała współpracować i prawdopodobnie mniej dokładnie zrobiłam to ćwiczenie. Ale jest fajne :)

  • Niedziela (14.12): gwóźdź programubieganie w górach. Trening z młodzieżą i nie tylko :) Bieg w górach, 9 osób + 3 suki. Pod górę szłam, na płaskim biegłam i z górki też, pod warunkiem, że nie było oblodzenia. Na szczęście warunki były super a mięsień tylko trochę kwilił na zbiegu. :) Wypiłam dwa bidony izo, zjadłam bananka na Turbaczu i batonika proteinowego na końcu. Fajny dzień, fajny trening :) W kalendarzu zapomniałam dodać, że obstawiałam tyły.

Dla tych, którzy wytrwali, niespodzianka na sam koniec :D Dzisiejsze widoki :)

Pierwsza lepsza górka i obowiązkowy stop na podziwianie widoczków :)
Pierwsza lepsza górka i obowiązkowy stop na podziwianie widoczków :)

Ładne, nie? A 200 metrów dalej…

9 - cio osobowa grupa jeszcze nie tak bardzo zmachana ;)
9 – cio osobowa grupa jeszcze nie tak bardzo zmachana ;)

Po osiągnięciu „szczytu” (10,5km) upragniona przerwa, gdzie można było się przebrać (z mojej opaski nie trzeba było nawet wyciskać wody, samo kapało…) przegryźć coś lekkiego a zarazem energetycznego i spojrzenie na dół:

Jest schronisko pod Turbaczem!
Jest schronisko pod Turbaczem!

Moje dzisiejsze i nie tylko zmagania można śledzić na endomondo czy stravie. Nawet na connect.garmin, ale tego chyba nikt nie używa ;)

Miłego, Lubisie!

Baba na rowerze.