Babska Tygodniówka #2

147 Przeczytano

Pora podsumować miniony tydzień. Nie był on wprawdzie tak intensywny jak poprzedni, jednak niekiedy dość mocny. Gorzej będzie tylko w nadchodzącym od dzisiaj tygodniu. Oprócz świąt dodatkowe obowiązki. Nie ma co biadolić, grudzień się kończy, waga rośnie i od teraz będzie tylko trudniej.

  • Poniedziałek (15.12) – wolne. Po niedzielnym bieganiu wprawdzie nie byłam mocno obolała, ale postanowiłam wrzucić na luz, bo na basen dziwnym zrządzeniem losu brakło czasu chęci
  • Wtorek (16.12) – bieganie (ok 6km, 40min) : Niestety garminek zgubił zasięg i zjadł mi jakieś 2km, co widać na mapie. 10 min luźnego truchtu, dla rozgrzewki, później robiłam takie interwały na przyspieszenie 2min biegu 1 minuta odpoczynku (trucht) i tak kilka razy (łącznie ponad 24min) na koniec zwolnienie tempa dla obniżenia tętna.

Kalistenika – jest wtorek, jest kalistenika. Na obecną chwilę są to treningi wprowadzające, zajmujące kwadrans, więc idealne dla leniuchów, którzy nie mogą się zebrać na ćwiczenia w domu. A ćwiczyłam to:

Pompki na ścianie:
(przyszalałam :D )
1s: 40x
2s: 35x
3s: 30x
Trochę się zmachałam, ale wreszcie poczułam, że robię jakieś pompki, które są tak nudne, że aż mi się myli w liczeniu, bo od razu uciekam myślami w dal

Podwijanie kolan:
(znów przyszalałam :D )
1s: 25x (OK)
2s: 20x (wielki ból)
3s: 15x (jezusmaria ale bolało!)
Postanowiłam podnieść poprzeczkę w tych ćwiczeniach, w końcu ćwiczą górną partię ciała, na której wzmocnieniu mi zależy :)

  • Środa (17.12) – bieganie (5,86km, 41min) tym razem z Chłopem, powtórka z wtorkowej rozrywki. Czasowo wyszło podobnie, ale interwały wyszły słabsze, bo przyszedł przymrozek i miejscami było naprawdę ślisko. Czułam ociężałość w łydkach po wczorajszym tłuczeniu asfaltu i do tego wywindowałam tętno parę razy trochę ciut powyżej limitu, no ale  trzeba było gonić znikający punkt :) W tym tygodniu już dość z bieganiem.
  • Czwartek (18.12) – jak czwartek, to trening obwodowy z NKK.JMP. Tradycyjnie Krystian dał nam w kość. Umieralnia na 16 stacjach po 55 sekund, 3 serie. Po prostu umarłam. Ostatnia seria to wyszedł klaps zwyczajnie :P Nawet skakanka nie chciała współpracować i się mi „zacinała” (lina zahaczała o prawego buta). Na koniec Krystian zafundował nam 2 tabaty (przysiady i przeskoki w podparciu przodem). Ciekawa jestem jak bardzo będę umarta w piątek. Wypiłam ok 1l wody, dzieliłam się z Monią :)
  • Piątek (19.12) – wolne. Byłam tak umarta, że nie wykonałam żadnej aktywności fizycznej. NICNIEROBIŁAM przez cały dzień. Tylko czytałam książki.  Zakwasy straszne nie były, ale na basenie nie wychodziłoby mi nic.
  • Sobota (20.12) – basen (35min na basenie sportowym, strzelam, że ok 300m przepłynęłam).  Kill me, ale nie pamiętam ile długości przepłynęłam. Było pływanie z młodzieżą więc przerwy na pogawędki były. Aczkolwiek ciężko mi się pływało, nie wiem czy to po treningu obwodowym czy na ten halny co wiał za oknem. Bywało lepiej ;)
Chwila na fotkę, po wyczerpującym pływaniu :)
Chwila na fotkę, po wyczerpującym pływaniu :)

Jak sobota, to kalistenika. Między 2 dniami w tygodniu na ćwiczenie kalisteniki musi być ta sama ilość przerwy, w tym wypadku 3 dni. A ćwiczenia robiłam takie:

Podciąganie do pionu:
1s: 35x
2s: 30x
3s: 30x

Łatwe ćwiczenie, nie będę się rozpisywać :)

Przysiady w staniu na barkach:
1s: 22x
2s: 20x
W pierwszej serii źle się ułożyłam i strasznie mnie gniotło w łokciach i wydaje mi się, że mogłam niedokładnie wykonywać technikę. W drugiej serii już się „samo ułożyło” i fajnie wykonywało się to ćwiczenie.

  • Niedziela (20.12.) wolne.  A tak serio, to ubierałam choinkę :P i przebijałam pierniki nitką ;)

Brakło mi konsekwencji w działaniu? A może nie wiem jak organizm zareaguje na ćwiczenie następnego dnia po ciężkim treningu, bo się nie przekonałam nigdy o tym? Nie wiem. No może jednak trochę wiem, bo bieganie interwałów dwa dni pod rząd sprawiły, że moje łydki naprawdę były obolałe, a czy wzrosła mi od tego wydolność? Trudno stwierdzić. Najgorsze przede mną. Okres świąteczno – noworoczny jest dopiero dobrym sprawdzianem silnej woli, która może okazać się u mnie miękką, jak piernik.

Się okaże za tydzień :)

Baba na rowerze.