Babska Tygodniówka #4

167 Przeczytano

W tym tygodniu mimo sylwestra czy pierwszego stycznia nie dałam się zwariować i starałam się zrobić minimum 4 treningi. O mały włos cały porządek trafiłby szlag, jednak udało się sytuację uratować niedzielnym biegiem w górach. Uff..:)

  • Poniedziałek (29.12): wolne
  • Wtorek (30.12): bieganie. Tygodniowa przerwa (kolejna) to nie jest dobry pomysł. Ociężałość i spowolnienie odczuwalne w każdym ruchu ciała denerwuje w czasie biegania. Jako, że nasypało 10cm tego białego i warunki pogodowe były dość słoneczne – postanowiłam jednak iść pobiegać (alternatywą był jeszcze trenażer). Garminek nie chciał odpalić, konieczne były trzy resety i przez to trochę zmarzłam (-4°C). Ruszyłam zbyt mocno (o ile tak można powiedzieć o bardzo wolnym tempie) i szybko musiałam zwolnić, bo zimne powietrze weryfikuje nieco nasz pogląd na świat. Truchtałam sobie więc ociężale, rozkoszowałam się pięknym światłem, białym światem a nawet dawno nie widzianym na podhalańskich torach pociągiem…a tak serio, to tętno mi nieźle pikało jak na takie tempo, zamiast interwałów była przebieżka z aparatem :P
    Taki piękny, mroźny dzień "na szlabanach" :)
    Taki piękny, mroźny dzień „na szlabanach” :)

Kalistenika: Po tygodniowej przerwie świątecznej wróciłam do treningów siłowych własnym ciężarem ciała :)

Pompki na ścianie
1s: 30x
2s: 30x
Nowe drzwi są wyjątkowo śliskie i ręce się uślizgują, tworząc dodatkowe utrudnienie. Wyjątkowo cierpiałam wykonując to proste ćwiczenie. Ręce odczuły tygodniowy brak ruchu!

Podwijanie kolan:
1s: 20x
2s: 18x
Może ciało tak nie drżało, jednak było wypełnione bólem podczas wykonywania ćwiczeń powyżej 15 powtórzenia.

Dawno nie widziany pojazd na torach kolejowych
Dawno nie widziany pojazd na torach kolejowych
  • Środa (31.12): trenażer TEST FRIELA. Wyniki: średnie tętno: 176 ud/min; dystans: 11.58km Wyznaczyłam sobie zakresy według tabeli w książce „Trening z pulsometrem” J. Friela). Był to zarazem pierwszy trenażer od długiego czasu ;)
  • Czwartek (1.01.15): bieganie. Powolne truchtanie na rozbieganie nowego roku. Mżyło, ale było ciepło. Biegło się nawet fajnie, bo nie było ślisko, pilnowaliśmy tętna. W 27 minucie była mała przerwa na pompki (20x w oparciu o drzewo).
  • Piątek (2.01.15): wolne. Późno wróciłam z Krakowa, na dodatek z przebojami, nie było sił żeby myśleć o treningu.
  • Sobota (3.01.15): Kalistenika. Potraktowałam jako rozgrzewkę przed rowerem.

Podciąganie do pionu:

1s: 40x
2s: 40x
Nie mogę się przyzwyczaić do nowej przestrzeni roboczej wykonywania tego ćwiczenia. Trochę bliskość ściany i grzejnika ogranicza swobodę. Ćwiczenie nudne i nie skupiałam się za bardzo dzisiaj nad nim.

Przysiady w staniu na barkach:
1s: 25x
2s: 23x
Ciężko mi było znaleźć pozycję, jednak starałam się, żeby nogi były jak najbardziej prostopadłe do podłoża (co jest najtrudniejszym elementem ćwiczenia) i nie spieszyłam się z wykonaniem tego ćwiczenia. Łokcie jednak odczuły ogrom ciężaru, który spoczywał na nich podczas tych 48 powtórzeń

trenażer: Interwały. 10 minutowa rozgrzewka o narastającym tempie aby przejść do interwałów. Każdy z 5 interwałów rozpoczynał się narastającym wysiłkiem przez 2 minuty. Jako, że nie mam pomiaru mocy, skupiałam się na kadencji, która startowała z poziomu 70rpm do 90rpm, gdzie następowało przejście do stałego interwału. Moim celem było trzymanie kadencji na poziomie 90rpm i pilnowaniu pedałowania (nie tylko pchać, ale i również ciągnąć, o czym wciąż… zapominam). Do picia miałam bidon wody, jako, że to było 55min wystarczyło. Po Treningu wykonane ćwiczenia rozciągające. Wytarłam rower i karimatę z potu.

  • Niedziela (4.01.15): bieg terenowy. Zielonym na Turbacz. Pod górkę szłam z Monią i Mary dość spokojnym tempie, dzięki czemu nie zmachałam się, choć namawiałam dziewczyny do truchtu na płaskim. Śniegu było coraz więcej , takiego sypkiego więc nie biegło się łatwo. Po dotarciu do schroniska było około 20 min przerwy (które nie powinno widnieć bo zapauzowałam, ale widocznie w plecaku znów się włączył garmin) ruszyliśmy tą samą trasą w dół w największą zawieruchę. Czasami nie było nic widać a zamiast śniegu leciały drobinki lodu, które nieźle ciosały po twarzy. Średnia z aktywności wyszła 166 ud/min więc zadowalający mnie poziom :) Było fajnie, było wyzywająco (gdy nie było nic widać) i było biało :)
10 minut od schroniska. Później było już gorzej. Na tyle, że nie było widać niczego
10 minut od schroniska. Później było już gorzej. Na tyle, że nie było widać niczego

Suma czasu spędzonych na treningu to 6 godzin.

Tak trzymać! :)

Baba na rowerze.