Babska Tygodniówka #5

135 Przeczytano

No cóż, kolejny tydzień minął, już piąty samodzielnego prowadzenia treningów ;) W minionym dzisiaj tygodniu nie udało mi się uzyskać pięciu treningów, ale minimum (4) zostało uratowane. Pogoda płatała figle i to nieźle – przez co nie było nawet kiedy pobiegać, więc oprócz poniedziałkowych biegówek był tylko rower i jeden mokry trening obwodowy :P Oto opisy poszczególnych treningów:

  • Poniedziałek 5.01.15: narty biegowe. Jechało się dość ciężko i pokracznie, bo były to moje pierwsze biegówki od dwóch lat. Wydawało się, że śniegu jest sporo, jednak miejscami, gdzie mocno wiało prawie nie było śniegu. Zrobiłam sobie pętelkę, którą pokonałam 3x. Wydaje mi się, że kijki były zbyt niskie. Czuję ból kostek, tylko nie wiem czy po biegówkach, czy biegu terenowym?
  • Wtorek 6.01.15: wolne. Mimo wolnego od pracy, przez obolałe kostki zrobiłam sobie wolne, choć w planie miałam bieganie. Pierwszy dzień mrozu :) ale poszłam na spacer. Te kaczki mnie zmroziły… 

  • Środa 7.01.15:  trenażer. 15 minut rozgrzewki,po czym nastąpiło 6 5-cio minutowych interwałów tempowych (zakres tętna 156-164u/m jak dla TEMPA). Pomiędzy interwałami była minuta luźnego kręcenia. 5 minut schłodzenia na koniec. Tradycyjnie mocno się pociłam, wypiłam bidon wody, starałam się „nie oszukiwać” na tętnie, bo ceną tego jest krótki, zaledwie godzinny trening.
    Od dwóch treningów na trenażerze jeżdżę na podwyższonym siodle, nogi ok, gorzej z miejscami wiadomo jakimi. Strasznie uwiera. I jedne spodenki nadają się albo do przeszycia pampersa, albo do wyrzucenia :)

Kalistenika. Zapomniałam zrobić ćwiczenia kalisteniki we wtorek, więc zrobiłam je w środę.

Potraktowane jako rozgrzewka przed trenażerem.
Pompki przy ścianie:
1s: 40x
2s: 30x
Miałam ambicje zrobić 1 serię 40x i dwie po 30 ale już po pierwszej serii wiedziałam, że tego nie zrobię ;) No cóż, łapki osłabły :)

Podwijanie kolan:
1s: 25x
2s: 25x
Masakryczny ból istnienia(lędźwi i brzucha). Ale jak boli, to rośnie :)

  • Czwartek 8.01.15: trening obwodowy. Siostra mnie wyciągnęła na miasto i nie zdążyłam na trening. Z niemałym ociąganiem postanowiłam wykonać samotny trening w domu. Było 10 ćwiczeń (pompki, przysiady, triceps, nożyce, deska bokiem, delfinki, mostki, wykrok jedną nogą, wstawanie z leżenia na plecach, i nie pamiętam co jeszcze) trwających 60 sek, pomiędzy nimi 15 sekund przerwy a pomiędzy seriami 2 minuty przerwy. Masakra. W tłumie się łatwiej cierpi.
  • Piątek 9.01.15: trenażer. Dzisiaj była próba wytrzymałości głowy na jeździe dłuższej niż 1,5 godziny. No cóż, udało się, ale wody się ze mnie wylało chyba 2 litry. Celem była jazda w tętnie jak dla TEMPO i aerobowym. Po 11 minutowej rozgrzewce jechałam 10min TEMPO, późnie 5 min luźnej jazdy aerobowej i znów 10min Tempo itd. Łącznie mi wyszło 5x10min TEMPO. Starałam się kontrolować pedałowanie, żeby ciągnąć te nieszczęsne giry do góry. Nawet mi to wychodziło. Ale „tam” mnie gniotło niemiłosiernie. Zastanawiam się, czy to nie od podniesionego siodełka. Po treningu zrobiłam rozciąganie.
  • Sobota 10.01.15: kalistenika. Czekałam cały dzień na odpowiednią porę wykonania treningu i się przeczekałam. Uratowałam honor tylko kalisteniką ;)Podciąganie do pionu:
    1s: 50x
    2s: 50x
    nudy.

    Przysiady w staniu na barkach:
    1s: 30x
    2: 28x
    Podczas pierwszej serii miałam idealne podparcie i ćwiczenie wykonywało się bardzo prosto i lekko. Podczas drugiej serii już poszło w kciuki i trudno było utrzymać balans.

  • Niedziela 11.01.15: trenażer. Każdy z 4 interwałów zaczynał się 30 sekundowym sprintem na poziomie 150% LTHR (nie mam miernika mocy) a następie szybkie przejście do SweetSpot (88%LTHR) na następne 14 minut. Każdy interwał podzielony był 3 minutową przerwą regeneracyjną. No cóż, siadając na trenażer nie spodziewałam się aż tak mocnego wysiłku. W końcu to subpróg mleczanowy, przelewek nie ma :o Wypiłam 2 bidony – 1 wody i drugiego wody z niewielką ilością soku (po wodzie robiło mi się niedobrze na żołądku). Pot zalewał mi ciało i oczy, ale wytrwałam :O

Łącznie na treningu spędziłam 5 godzin i 20 minut. Krótko, ale treściwie :) Moje treningi można podejrzeć na endomondo lub na stravie (link po prawej stronie).

Uff. Jutro poniedziałek i dzień wolny!

Baba na rowerze.