Babska Tygodniówka #8

141 Przeczytano

Poprzedni, już 8 tydzień treningów nie był zbyt intensywny. Brak słońca, albo słoneczne części dni spędzone w pracy odzywają się raz na jakiś czas w postaci ogarniającej niemocy. We wtorek błagałam Was o mobilizację:

a w środę w ramach odwetu za dzień lenistwa strzeliłam sobie dwa treningi. Było mocno nieregularnie, ale 5 treningów na tydzień zrobione. Uff, uratowałam mniemanie o sobie ;)

  • Poniedziałek (26.01): wolne
  • Wtorek (27.01): znowu wolne. Tym razem oprócz lenistwa ból pleców i biodra trochę dołożył do pieca.
  • Środa (28.01): bieganie i trenażer. W bieganiu postanowiłam poćwiczyć element, który najmniej mi wychodzi na maratonach – podbiegi (tudzież podejścia). Jako, że to pierwszy raz, zrobiłam 4 podbiegi, każdy z nich trwał ok 25-29 sekund (długość podbiegu ok 31 metrów), po czym nastąpiła przerwa (marsz i schodzenie) aby uspokoić organizm. Po 3 podejściu płuca zaczęły protestować, a po 4 i ostatnim wypluwałam gęstą wydzielinę przez kolejne 10 minut (rozbieg-schłodzenie). Na nogi za krótko, na płuca za mocno. Będzie moc. Na trenażerze poszukałam sobie w planie czegoś lżejszego, o taki krótki tlenik. Który wcale nie był rozluźniający, ale wysiedziałam. O dziwo, ciężko mi było się wstrzelić w tlenowe tętno. Samo jakoś pikowało powyżej limitu :P 

  • Czwartek (29.01): jak czwartek, to trening obwodowy z NKK.JMP :) Był wycisk, mieliśmy do czynienia z 17 stacjami, na której spędzaliśmy 1 minutę i 15 sekund i to wszystko 3 razy. Pierwszy raz jazda po obwodzie przekroczyła i to znacznie godzinę. Na końcu rozciąganko. Krótko mówiąc – miazga i mordownia. Ale kolarze się łatwo nie poddają.
  • Piątek (30.01): wolne (znowu). Zakwasy. No właśnie. Jak to jest, że zakwasy zamiast atakować od samego rana, to mnie bardziej boli wraz z upływem dnia? Zawsze miałam na odwrót, a teraz coś mi się poprzestawiało!
  • Sobota (31.01): kalistenika i trenażer. Przysiady w staniu na barkach:
    1s: 35x
    2s: 35x
    Poprzeczka idzie coraz wyżej, rosnąca ilość powtórzeń coraz bardziej odczuwalna.Podciąganie do poziomu na drążku:
    6x na wyprostowanych nogach (właściwa technika)
    10x na zgiętych nogach w kolanie – nie jest to właściwa technika, ale mam wrażenie, że znacznie szybciej ułatwi mi przejście do tej prawidłowej techniki, bo tu mój odczuwalny ciężar spada o ok 50%. Wraz z upływem czasu będę eliminować tą technikę. 

Na trenażerze zrobiłam nieco edytowany trening „stevens”, wydłużyłam go o ok 20min, żeby nie siedzieć krótką godzinę na rowerku. Wstawiłam dłuższą przerwę pomiędzy 2 a 3 interwałem. Jak się później okazało, był to dobry pomysł, bo wytrzymać 6 minut na zakresie 178ud/min to wcale nie jest łatwa sprawa. Na pierwszych dwóch interwałach poszłam z mocą od samego początku, po czym musiałam redukować bieg a ostatnie dwa z kolei weszłam wolniej i słabiej ale mniej więcej ostatnie 3 min każdego interwału ciachałam te 178ud/min. Wypiłam 1,5 bidona wody z sokiem. 

Taką zimę to ja lubię, kiedy mogę przebierać w ofercie aktywności fizycznych od trenażera, przez bieganie, basen czy narty biegowe. Ja jestem z tych, którzy wykorzystują obecność białego puchu na przyrządach specjalnie do tego stworzonych a rower zostawiam sobie na bardziej adekwatne warunki. Głód wycieczek zaczyna się już pojawiać, ale to dobrze, będzie częściej mnie pchało, żeby wyjść na rower. Prawie 6 godzin treningu mimo 4 dni treningowych!

Mamy luty, pogoda napawa optymizmem, jest szansa, że będą suche i upalne dni w lecie :)))

Miłego kolejnego tygodnia nowego roku Lubisie!

Baba na Rowerze.