Gadżety w gadżetach, gdzie tkwi granica rozsądku?

146 Przeczytano

Byłam sobie biegać we wtorek. Tak, dla różnorodności treningów w zimie. Strasznie mi się nie chciało, do tego głowa mnie lekko bolała a warunki panujące na zewnątrz już od pierwszych chwil dały mi do zrozumienia, że łatwo nie będzie i lepiej, żebym kręciła się gdzieś w pobliżu domu.

Mimo, że przez okno było pięknie, to rzeczywistość rozczarowywała. Wilgotne, zimne powietrze przeszyło moje ubrania na wskroś i wiedziałam, że miejscami jestem zbyt cienko ubrana. Podłoże też nie ułatwiało sprawy – jak to zimą, biega się czasami po udeptanym śniegu jak po grząskim piachu. A idź w cholerę!

Nabrałam takiego nawyku ostatnio, że nie zapisuję trasy za pomocą endomondo, a co za tym idzie mojego telefonu, jak robiłam to wcześniej, a za pomocą mojego rowerowego na wskroś garmina.

Na wskroś rowerowy Garminek
Na wskroś rowerowy Garminek

I o to się rozchodzi, ten mój dzisiejszy wpis.

Z reguły jestem przeciwna zbyt dużej ilości gadżetów w gadżecie. Jeśli mnie nie rozumiecie, już rozwijam myśl: jakiś czas temu, kupując mój mały, podręczny aparat śmiałam się w sklepie, że bluetooth w aparacie to już lekka przesada i że skoro producent już idzie tą drogą, to niech od razu z niego zrobi telefon. Z aparatem. A po roku, gryzłam się w język, że mogłam jednak ten wyższy model z bluetoothem kupić, na bieżąco zgrywałabym sobie co lepsze zdjęcia na mój dzielny telefon i wrzucałabym na żywo z trasy na fan page tudzież bloga.

No nic to, zostało mi robić zdjęcia  w szczególnie pięknych momentach i telefonem i aparatem, lepsze zostawiając na wstawienie tutaj.

No i właśnie.

Garmin na wskroś rowerowy kosztuje ogromne pieniądze, może jest to wynikiem wytrzymałości, może gps-u, a na pewno tego, że jest to rowerowy gadżet (a te jak wiemy, są zazwyczaj droższe, niż nierowerowe). Ale czemu do cholery, dają tam głupi bluetooth (Garmin Edge 1000, m.in.:do śledzenia Twoich treningów na żywo) zamiast aparatu!?

Śmieszne?

A właśnie, że nie!

Biegłam sobie w tej mordowni, wtorkowym popołudniem, zaopatrzona w rowerowego garmina spoczywającego w zamykanej kieszeni, nie miałam nawet zegarka, nie mówię już o telefonie i co? I nagle było zrobiło się tak pięknie, tak złoto, tak uroczo i tak bardzo dużo rzeczy do sfocenia! I co?

I to, że moja przestarzała 800-ka i nowy 1000 dalej nie ma aparatu.

Baba na Rowerze.