5 rzeczy, których powinien spróbować każdy rowerzysta

233 Przeczytano

Z roku na rok, mimo wolnych postępów, ale wciąż postępów możemy skorzystać z wielu ofert rowerowych. Stąd też pomysł do napisania wpisu o tym, czego powinien spróbować każdy rowerzysta/kolarz. Jako, że potrzeby szosowców od górali czy wielbiących wycieczki są z goła inne, podzieliłam je na dwie grupy, jednak nie stoi nic na przeszkodzie, aby spróbować czegoś z innej dziedziny :)

5 rzeczy, których powinni spróbować szosowcy

  1. Czasówka– czasówkę można lubić lub nienawidzić. Zawody TT (ang.: time trial) charakteryzują się tym, że kolarz zdany jest na siebie w przejechaniu jak najszybciej danego odcinka. Nie ma siadania na kole, nie ma rantów, jesteś tylko Ty, Twój rower i los.
  2. Podróże– brzmi to jak oksymoron – jak to, szosa i podróże? A gdzie wezmę bagaże? Rama jest delikatna..i tak dalej i tym podobne. Jednak Kilkudniowe wyprawy do sąsiedniego państwa czy choćby rejonu nie wymagają dużego objuczenia roweru. Nie jedziesz aby jak najszybciej przejechać 100 czy 200km, ale podziwiasz widoki, zatrzymujesz się bez wyrzutów sumienia na bułkę czy inne specjały, a czasami nawet możesz zjeść parę skradzionych owoców.
    Podróże na ostrym kole (!) 8 Bars. Świetny pomysł i świetnie się czyta!
  3. Zawody szosowe– kwintesencja kolarstwa szosowego. Niekoniecznie muszą to być zawody z numerkami, ale np. IC (włoski: Infrasettimanale Classico) organizowane w pobliżu. IC są to środowe treningi z elementami ścigania. Powinno się więc tam znaleźć kilka elementów znanych z zawodów – jazda w peletonie, jazda na kole, tworzenie rantów, ucieczki… jednym zdaniem wszystko, co jest potrzebne, abyś nauczył(a) się zachowań na szosie jadąc w grupie. Pierwsze kilka razy może być mocno męczące psychicznie, gdyż nerwowość i brak zaufania do ludzi, z którymi się jedzie sprawia, że nasz organizm cały czas jest w gotowości.
  4. Jazda po welodromie– kolarstwo torowe mimo wspaniałego toru w Pruszkowie i mocnej kadry u nas jest na dnie, jednak jazda w wyizolowanych warunkach jest świetną okazją do nauczenia się jazdy aerodynamicznej, wchodzenia w zakręty i nauki jak działa na Ciebie siła odśrodkowa. Nawet na welodromie zewnętrznym doświadczenie warte spróbowania.
    Taki welodrom to kawał dobrej zabawy :)
  5. Hosteling– kolejna forma podróżowania, różniąca się ilością tobołów spakowanych do bagażu. Hosteling to forma podróżowania od hostelu do hostelu. Potrzebne rzeczy pakujesz w plecak, lub niewielką torbę umieszczoną na bagażniku mocowanym do sztycy. Ze względu na ograniczony bagaż, sugerowane raczej krótsze terminy (2-4 dni) od podróżowania.

Kolarstwo szosowe jest „ograniczone”. Nie zrozumcie mnie źle. Mam na myśli fakt, że przydają się w nim głównie nogi i to jest zazwyczaj dobrze zbudowane, zaś reszta ciała często jest wątła. W kolarstwie górskim, ze względu na coraz to nowsze przeszkody na drodze, znacznie częściej wykorzystujemy balans ciałem, podrywanie koła przedniego do góry i tak dalej.

5 rzeczy, których powinni spróbować górale

  1. Jazda na pumptracku– bardzo modne ostatnio. Nie ma się co dziwić. Ostatnio nie tłucze się tylko kilometrów, gdzie w opowiadaniach kumplom pomijasz fakty jak bardzo dzwoniły Ci zęby na zjazdach oraz jak mało płynna jazda to była. Coraz więcej uwagi poświęca się przyjemności i efektywności jazdy (wszędobylski kolarski Graal – flow), dlatego parę(naście) godzin spędzonych na pumptracku wyjdą Ci tylko na lepsze, nauczysz się rozwijać prędkość bez pedałowania oraz polepszysz panowanie nad rowerem.
    Jeden z piękniejszych dirtparków jakie widziałam na zdjęciach :-O
  2. Podróże– powody te same, co u szosowców – jednak widoki nierzadko ładniejsze i większe wyzwanie w postaci niespodziewanych braków dróg, mostów i kładek :)
  3. Enduro– coraz popularniejsze w środowisku kolarskim. I co najfajniejsze, średnia wiekowa tam jest chyba wyższa, niż na zawodach XCM, XCO czy szosowych. Ciekawa jestem czy to z powodu pieniędzy, czy tego, że te zawody się w końcu pojawiły na naszym podwórku. Nie mam jednak na myśli stricte zawodów, takich form jednodniowych wycieczek na miękkim zawieszeniu z plecakiem na plecach.
  4. Zawody w maratonie MTB lub XCO– wiem co teraz powiesz, że nie masz takiej potrzeby, że rywalizacja to nie dla Ciebie… też tak mówiłam ;) O ile nadal twierdzę, że rywalizacja to nie dla mnie, to jednak zawody mają w sobie magiczną moc pokonywania swoich słabości, których na zwykłym wypadzie w góry byś nie zrobił(a). Normalnie to zawsze szukam opcji jak przejechać strumyczek bez namoczenia butów, na zawodach nie ma na to czasu :)
  5. Nauczyć się kilku sztuczek trialowych– w terenie opanowanie roweru jest na wagę złota. Na ciasnych zakrętach nie myślisz o tym, że się nie wyrobisz na nim, tylko wykonujesz pivot i jedziesz dalej. Stójka w miejscu na góralu może już tak bardzo się nie przyda, jednak wheelie już tak. No same plusy, oprócz zachowania własnych zębów, to jeszcze można przyszpanować przed sympatią, koleżankami/kolegami :) 

Zachęciłam Was wystarczająco do zrobienia czegoś innego, niż tylko wypalanie nogi na interwałach? To mam pomysł – zrealizujmy wspólnie w nadchodzącym, ciepłym sezonie ekstra projekty i podzielmy się doświadczeniami :)

Baba na Rowerze.