Icebug Winter Trail

with 2 komentarze

… to zimowy terenowy bieg. W tym roku były dwa dystanse – 21km i 11km. Znajomki biegły. Baba nie biegła, sama się zastanawiałam w sobotę dlaczego. Trasa biegu to gorczańskie trasy w okolicy Nowego Targu, więc letko nie było. Do tego solidnie przykurzyło śniegiem tydzień wcześniej a panująca pogoda nie pozwoliła się temu białemu ścierwu roztopić.

Na treningu obwodowym  z ziomalami JMP padło pytanie

czy chciałoby się komuś odebrać kijki w połowie trasy?

Nieopatrznie się zgłosiłam, szybciej to zrobiłam, niż zdążyłam pomyśleć. To nie walentynki były przeszkodą. Właściwie to one, ale nie w formie serduszek, a parafialnej imprezy w domu rodzinnym. No cóż, jakoś się rozwiąże.

W sobotę rano Lada Godzinka jeszcze rzuciła hasłem, że da mi towar, w postaci psa, którym się wymienimy w umówionym punkcie.

Pies za kijki i parę zbędnych gratów. Fajnie.

Biegacze wyruszyli mocno na swoją trasę, a ja miałam wybiec na swoją.

Dali mi żywy towar. Tika i Baba.
Dali mi żywy towar. Tika i Baba.

Po „lekkiej” rozgrzewce pod górkę czułam, że moje tętno nie należało do najniższych, więc nie dość, że płuca mi odmawiały posłuszeństwa, to jeszcze oglądająca się za pańcią Tika. Po drodze nadciągnął „peleton” biegaczy, nie myśląc wiele postanowiłam liczyć dziewczyny i przekazywać im na głos, którą mają pozycję K – OPEN. Dziewuch było znacznie mniej niż facetów, a ja słaba z matmy zawsze byłam, więc po kilku grupach testosteronu straciłabym rachubę.

Oni mają zbieg a ja podejście (ja i podbieg? he he)
Oni mają zbieg a ja podejście (ja i podbieg? he he)

Starałam się iść mocno pod górę, ponieważ moja rola tego dnia nie ograniczała się tylko do wymiany towaru, ale postanowiłam zrobić sobie trening biegowy. Warunki były cudne (przynajmniej na tej części, co ja biegłam), słońce pięknie świeciło, nie mówiąc już o widokach ! Idąc sobie tak pod górę i ciągnąc psa za sobą, liczyłam dziewczyny i dobiegła Magda, mówię jej, że jest na razie 16, a ona się odezwała, suka usłyszała jej głos i zaczęła się masakra. Piszczenie i chęć biegnięcia za pańcią. Na nic się zdawały tłumaczenia, że za godzinkę nastąpi handel, w końcu jestem dla niej obcą osobą. Tak to mniej więcej wyglądało:

Dość szybko doszłam do ostatnich uczestniczek krótszego dystansu, zaczęłam motywować ostatnią z nich a nie chcąc ostatecznie jej dobić robiłam przerwy na zdjęcia:

Tu już fajny śnieg zmienił się w lekko kopną brejkę
Tu już fajny śnieg zmienił się w lekko kopną brejkę

Po około 40-tu minutach dotarłam na umówione miejsce, położyłam plecak na śniegu, pełnił teraz funkcję siedziska. Przebiegających obok biegaczy ponaglałam do podkręcenia tempa (ach ten zew krwawych walk!) a mniej zorientowanym wskazywałam kierunek, w którym mieli biec.

Widoki miałam takie:

co zdawało się zupełnie nie obchodzić zdezorientowanej Tiki, nostalgicznie wypatrującej zarysów w oddali pańci.

No gdzie jest moja pańcia?
No gdzie jest moja pańcia?

Oczekując, motywując, pstrykając zdjęcia wiodłam sobie również miły żywot, w czasie którego rozmawiałam sobie z obcymi sobie ludźmi jak ze starymi znajomymi. Duże grupki starszych ludzi idących na górską wycieczkę podniosły mnie na duchu. Fajnie, że nie wszyscy na emeryturze nie utknęli w kolejce do lekarza po recepty na nie działające leki.

Walentynkowe akcenty też były. Co prawda tylko jeden pan popisał się pomysłowością (myślę jednak, że to była przebiegłość) i miał przypięte do plecaka dwa baloniki w kształcie serduszka (które unosiły się do góry, więc ciągnęły go lekko w górę ;) )

Serduszkowy biegacz
Serduszkowy biegacz

W ferworze żywej wymiany towarem, nie miałam czasu zrobić zdjęcia, ale puściłam Tikę ze smyczy, Lada Godzinka rzuciła kijki i zbędną odzież i pobiegła dalej a ja zaczęłam powoli pakować manatki. Muszę powiedzieć, że fenomen kamerek sportowych widoczny jest również u biegaczy. Załapałam się na co najmniej 5 takich urządzeń ;) Gdybym wiedziała, to bym się jakoś stosownie do sytuacji przebrała.

Nagrałam również film, który miał nawiązywać do akcji This Girl Can, jednak po obejrzeniu go w domu stwierdziłam, że kompletnie nie nadaje się do publikacji. Nie wiedzieć czemu, zacina się strasznie. A szkoda, bo widoki były przednie.

Herosi mniejsi i więksi

Podobnie jak w kolarstwie, w bieganiu są również więksi i mniejsi herosi. Dla mnie takimi życiowymi herosami byli wszyscy – bardziej, lub mniej zawodowi, kompletni amatorzy, kobiety oraz starsze osoby. Ta ostatnia grupa motywuje mnie szczególnie.

Podsumowanie biegu dla NKK.JMP

W sumie to były naprawdę udane zawody dla naszych. Młodzież zaskoczyła, i to tak, że okazało się, że mamy dwa czarne konie (aaale przypadek, że są braćmi?), starszyzna też nie ma sobie nic do zarzucenia. Trasa w kilku miejscach była wyjątkowo ciężka za sprawą kopnego śniegu, jednak podsumowując – wszyscy byli zadowoleni. Jedyny mankament Icebug Winter Trail jest taki, że nie ma kategorii wiekowych, tylko OPEN, OPEN M i OPEN K.

Nie powiem, nabrałam smaku na zeszmacenie się w przyszłym roku na krótszym dystansie. Jak zdrowie i chęć dopiszą – za rok ten wpis będzie zza sterów.

Gratuluję wszystkim ukończenia zawodów w zdrowiu, organizatorom imprezy a wszystkim cudnej pogody :)

Baba na Rowerze.