Babska Tygodniówka #13

with Brak komentarzy

Kiedyś musiała taka chwila nadejść, że nie będzie to 4 dni wolnego i 3 pracujące. Po ostatniej niedzielnej rundce, wirusy i zarazki trzymały się mnie ostatkami sił i zimne (niektórzy by nazwali je rześkim) powietrze im pomogło i już praktycznie natychmiast po powrocie do domu rozłożyło mnie. Pechowo znowu były niekontrolowane zmiany w kadrze przez co miałam utrudnione wyjście do lekarza i zamiast grzecznie leżeć i się kurować, chodziłam do pracy w fatalnym stanie i straszyłam ludzi.

No cóż, zdrowie nie sługa, jak się o nie nie dba, to się odpłaci prędzej czy później. Z dwojga złego, dobrze, że teraz przechorowałam swoje, nie będzie mnie męczyło w maju :) A drugie złe, to z utraconych od stycznia 2kg wrócił jeden kilogramik. A to cham.

Na szczęście od dzisiaj wracam do żywych. Jest mi z tego powodu niezmiernie przyjemnie. Nie wiedziałam, że pocenie się może być takie fajne :)

Baba na Rowerze.