Magazyn „SZOSA”

with Brak komentarzy

Jest jak biały kruk, wielu go szuka i z rozczarowaniem wraca do domu z pustymi rękoma. Ja też tak miałam za pierwszym podejściem. Za drugim wysłałam Chłopa. Przyniósł mi zdobycz do domu.

Nie wiem, czy to tak jest naprawdę, ale drogą dedukcji wywnioskowałam, że mój ulubiony Magazyn Rowerowy przekształcił się w właśnie SZOSĘ. A może większość redaktorów przeszła na Szosę a MR będzie tworzył ktoś inny. Nie wiem.

Pierwsze wrażenie

– spójność, piękne fotografie i …papier. Nietypowy, bo matowy, niczym stare książki, dzięki czemu już na półkach sklepu Szosa wyróżnia się na tle pozostałych magazynów. Bardzo przyjemny (papier). Mój numer po przeczytaniu od deski do deski (noooo prawie!) wygląda jak nowy. Ale to wynika z mojej przesadnej dbałości o to, co trzymam w ręce do czytania.

Drugie wrażenie

– ejże! Przecież to stary, dobry Magazyn Rowerowy, tyle, że utrzymany tylko w tonacji szosowej! Według mnie, ten ruch wyszedł im na plus. Bardzo ciekawe artykuły, dzięki którym tacy jak ja* mogą przyjemnie wgłębić się w znaczenie i historię wiosennych klasyków. Dla tych, którzy na kolarstwie zjedli zęby może być niezbyt ciekawe.
Znajdują się też dwa wywiady, mimo dobrej zawartości – brakowało mi spójności graficznej. Michał Kwiatkowski dostał mistrzowską oprawę, natomiast Gienia Bujak przy nim wypadła jak szara, „słoweńska” myszka. Wygląda to jak faworyzowanie kogoś.

Co jest fajne a czego brakuje?

Bardzo lubiłam porady i felietony Michała Gołasia – i tu jest taki mały minus – teraz jest tego znacznie mniej, bo tylko strona, przeczytałam w minutę i miałam niedosyt. Temat co prawda wyczerpany, ale trochę za mało „Gołego” :)

Znalazło się też miejsce dla naczelnego filozofa kolarstwa naszego kraju. Kto śledzi fan page Szymona, ten nie przeczyta i nie zobaczy nic nowego. Jednak Szymon jest całkowicie związany z szosą, więc można powiedzieć, że nie znalazł się tam  z przypadku ani bez powodu.

Co mnie ucieszyło? Fakt, że w tej gazecie jest wybitnie mało testów. Przyłapałam się ostatnio na tym, że pół gazety bezwiednie przewracam, bo nie interesują mnie testy rowerów, na które nigdy nie będzie mnie stać. No i 99,9% z nich są męskie. Testów było raptem 3 (rowerów – to jest zawartość, której nie czytałam), plus mniejsze kolumny przeznaczone na odzież i akcesoria (B’Twin).

Czy kupię następny numer?

Magazyn Szosa jako pierwszy wyszedł całkowicie naprzeciw oczekiwaniom wielbicieli szosy. Dwumiesięcznik w pierwszych numerach podejrzewam, że będzie bardziej dla żółtodziobów, ale taka jest naturalna kolej rzeczy. Lepszy progres, niż regres. Lektura magazynu była dla mnie przyjemnością. Na pewno kupię następny numer.

Cena: 5 (początkowo myślałam, że za drogo, ale że wychodzi jako dwumiesięcznik, dobrze się kalkuluje)
Jakość wykonana: 5 (świetny matowy papier, zwłaszcza okładki)
Treść: 4 (za dużo Szymona, za mało Gołasia)

Baba na Rowerze.

*interesuję się kolarstwem od niedawna. Znaczenie historyczne pewnych wyścigów pozostaje dla mnie niezrozumiałe, dzięki czemu nie jestem niesiona falą grupowego podniecenia na myśl o np. Paris-Roubaix.