Babska Tygodniówka #15

with Brak komentarzy

Bardzo spóźniona ale za to z gratisem na końcu. Nie chciałam ładować dwóch wpisów w ciągu jednego dnia, więc dopiero dzisiaj znalazłam czas na Babską Tygodniówkę. Coś tam udało się ugrać, w tym pierwszą stówkę w tym roku, której są plusy i minusy. Testuję swoją wytrzymałość, błotników i wiatru. Gorzej będzie z zakończeniem aktualnego tygodnia, pogoda się rozsypała a na trenażer nie mam zamiaru wsiadać. W najgorszym razie będzie 3 dni wolnego ;)

  • Poniedziałek (16.03): kalistenika. Wróciła królowa sprawności i siły. Tym razem robię 4 ćwiczenia 2x w tygodniu. I tak trzasnęłam:
    – pompki – 3 serie po 15 powtórzeń. Pompki robię na drążku na wysokości bioder. Przyjemne ćwiczenie.
    – przysiady z podparciem – pierwsza seria 17 powtórzeń (Chłop mnie zagadywał i na pewno było więcej ale mam problem z liczeniem), druga seria 20 powtórzeń. Przyjemne ćwiczenie, jednak męczy pilnowanie poprawności jego wykonywania.
    – podwijanie kolan – 2 serie po 22 powtórzenia. Ból i stęki. Słaby brzuch. Wciąż.
    – podciągania na drążku – udawane (wciąż), pierwsza seria 8 powtórzeń, druga seria 5 powtórzeń. Strasznie słaby mam najszerszy grzbietu. Och!
  • Wtorek (17.03): wolne.
  • Środa (18.03): rower. 3x Kowaniec. Uczepiłam się myśli, żeby wyjechać z prędkością jak nabliżej 20km/h. Prawie 3km podjazd zajął mi w dwóch przypadkach 7:49 i w jednym 8:05. Najgorszy fragment był przy szkole, gdzie jest najstromiej i całą równą pracę trafiał szlag. Każdy podjazd z niższym tętnem niż poprzedni.Zmęczenie czy adaptacja? Zmęczenie.Zimno było strasznie, ale ubrałam się dobrze, czasami zawiał bardzo niebezpieczny wiatr boczny. Najmocniej wiało (subiektywnie) na samym końcu, bo prosto w twarz.
  • Czwartek (19.03):  trening obwodowy ale ten w pracy, zajęcia ruchowe z klientami. Trochę się zmachałam, ale nie aż tak bardzo, jak na teamowym wyciskaniu potu. Więc częściowo dzień wolny, częściowo przepracowany.
  • Piątek (20.03): rower. Dzisiaj miała być około dwu godzinna przejażdżka w tlenie. Pierwsza połowa wyszła mało tlenowa, druga za to szybka (jednak trochę z górki) i mrożąca krew w żyłach (dosłownie). Było naprawdę zimno, wskutek czego zmniejszyłam prędkość. Ścieżki rowerowe nie wszędzie są przejezdne, więc parę razy mnie to zastopowało. Samopoczucie OK.

  • Sobota (21.03): rower. Pierwszy dzień wiosny i pierwsza, zrodzona w bólach stówka. Już na starcie wiedziałam, że to będzie trudna jazda, bo wiał wiatr w twarz. Mocno nasilił się wraz wjazdem na Orawę. Droga z Cz.Dunajca do Jabłonki była dość niebezpieczna, bo z wiatru czołowego zmieniło się na boczny i miejscami było blisko upadku. No i ten słowacki asfalt, którego nienawidzę, bo jest mocno chropowaty i jedzie się po nim jak po kostce bauma. Wiatr był tak mocny, że żeby nie stanąć na zjazdach, musiałam dokręcać. Z resztą, wystarczy popatrzeć zarówno na tętno jak i kadencję. Wyleczyłam się z jeziora Orawskiego chyba na długo (jeśli nie na zawsze).

  • Niedziela (22.03): wolne.

Na koniec, niespodzianka. Pamiętacie wpis o akcji na Wyspach This Girl Can? Nagrywałam filmy, coś się cięło, coś było nie tak… w końcu udało się. I to jadąc na kompletnie pustej (nie licząc słupków) ścieżce rowerowej. Obejrzyjcie, umyjcie rowery i sru, na ulicę!