Przewrotność

153 Przeczytano

Muszę się Wam do czegoś przyznać.

Ja, jako Baba na rowerze czy Paulina – nigdy nie kipiałam seksapilem. Lubię sportowe ubrania, nie cierpię różu, szpilek w mojej szafie nie uświadczysz a jako dziecko marzyłam o tym, żeby być facetem. Wychowałam się wśród kolegów, koleżanki zaczęły się dopiero w gimnazjum (nieszczęsne doświadczalne gimnazjum).
Mimo tego, iż tkwi we mnie jakiś pierwiastek męskości obrałam sobie za cel – paradoksalnie – walczenie o „równouprawnienie” w kolarstwie. I nie chodzi mi tu o wysokość nagród dla zawodowców, tylko o takie niuanse jak rowery o damskiej geometrii ale niekoniecznie o damskim wyglądzie. O normalnych ubraniach, a nie takich, że od razu widać, że to babskie.

W całym rynsztunku :)

Szczęśliwie trafiłam na te czasy, kiedy duzi i mali producenci rowerów i odzieży kolarskiej zwrócili swoje oczy na nieokiełznany do tej pory teren. Teren, który może dać oprócz (wreszcie) zadowolenia użytkowniczek, przede wszystkim ogromne pieniądze. Polska co prawda, wciąż jest na szarym końcu jeśli chodzi o dostępność rowerów/ubrań w innym niż różowym i niebieskim kolorze. Od czego jednak mamy postępującą globalizację? Wystarczy tylko trochę chęci, umiejętność języka obcego, niepusty portfel i masz w szafie imponującą kolekcję ciuchów a w garażu całkiem zgrabny (i nie tani) rower.
Nie czarujmy się – ceny ładnych rzeczy zaczynają się od 50€ w górę, na nasze warunki wydaje się być drogo, choć w istocie tak nie jest. Jeśli Twój chłopak/mąż/ojciec pracuje na rodzinę za granicą, to wszyscy się cieszą z wymiany walutowej, jeśli Baba i inne jej podobne chcą kupić sobie niepowtarzalny (bo w Polsce wciąż niedostępny) strój, to myślę, skąd tu wyciągnąć kasę? Za bardzo zabrnęłam z tematem.
Zmierzam do tego, że teraz jak dostaję w redakcji propozycję testowania roweru – to pierwsze sprawdzam, czy mają „damki”. Nie mają, to nawet nie patrzę na męskie. I to nie dlatego, że mnie się nie podobają ale dlatego, że moje drogie – doczekałyśmy czasów, kiedy możemy pokręcić nosem. W porównaniu do moich redakcyjnych kolegów ilość testów wykonanych przeze mnie będzie 1:50 albo i więcej ale przynajmniej przetestuję DAMSKIE i niebrzydkie rzeczy. W przyszłym roku wskaźnik ten zmieni się na 1:45, za dwa lata na 1:30 i tak dalej. Moim obecnym motto jeśli chodzi o testowanie, wyszukiwanie nowości jest:

Nie po to wymyślili babskie rowery, żebym jeździła na męskich.

I tego się trzymam. Liczę się z tym, że mogę sobie poczekać na testy z prawdziwego zdarzenia ale jestem cierpliwa, bo wiem, że gra jest warta świeczki.
Udanych Świąt Bożonar Wielkiej Nocy, ciepłej pogody i wykręcenia mnóstwa kilometrów w miłym towarzystwie :)
Baba na Rowerze.