Babska Tygodniówka #18

with Brak komentarzy

Miniony tydzień mogę uznać za udany. Rekordów nie było, jednak pogoda się poprawiła na tyle, że można było coś pokręcić po 10-cio dniowym całkowitym bezruchu. Zaczęłam również testować 2 produkty, Mio Cyclo 505 HC oraz lampki Knog. Uczucia po kilku wspólnie spędzonych dniach z Mio mam mieszane, lampki dopiero sprawdzę jak naprawdę działają.

    • Poniedziałek (6.04): wolne
    • Wtorek (7.04): kalistenika. Ostatnio wygodniej i ciężej robi mi się 4 ćwiczenia w ciągu jednego dnia, bo czuję konkretne zmęczenie już w trakcie ich wykonywania, co dla mnie działa na plus, bo nie mam już wrażenia marnowania czasu na 50 powtórzeń. A teraz trochę liczb:
      Podciąganie na drążku: 1 seria: 22 powtórzenia, 2 seria: 20 powtórzeń, 3 seria: 20 powtórzeń (ale ledwo, ledwo). Skąd tyle powtórzeń? Ustawiłam wyżej drążek i mam mniejszy kąt nachylenia, co ułatwia mi zrobienie bazy pod trudniejszą wersję tego ćwiczenia. Właściwe ćwiczenie jest dla mnie niewykonalne.
      Przysiady z podparciem rąk: 1 seria: 28 powtórzeń, 2 seria: 28 powtórzeń i 3 seria: 28 powtórzeń (ta ostatnia seria to już siłą woli ciągnięta, kolana strzelają i uda pieką :) )
      Pompki na drążku: 1 seria: 24 powtórzenia, 2 seria: 24 powtórzenia, 3 seria: 24 powtórzenia. To ćwiczenie ma trochę pod górę po podciąganiu, bo ręce już dostały wycisk, jednak przez to, że jest łatwiejsze od podciągania, gdzie wolę mieć świeże ręce wykonywane jest jako 3 ćwiczenie dnia.
      Podwijanie kolan: 1 seria: 28 powtórzeń, 2 seria: 28 powtórzeń i seria 3 również 28 powtórzeń.
    • Środa (8.04): rower. Pierwszy od 10 dni. Było strasznie zimno do tego bawiłam się Mio, które nie za bardzo chciało współpracować. Oprócz prędkości reszta była na czuja.
    • Czwartek (9.04): rower. Dzisiaj pogoda była o 180° inna od środowej. Widoki były znakomite, co trochę spowolniło moją jazdę. Ale kij tam z jazdą, jakie widoki!

 

  •  Niedziela: rower. Dzisiaj pokręciłam tylko luźno, na zakończenie tygodnia. Na polu buro i ponuro, ale wpadło 32km w 1godz 19min ;)

W sumie na aktywnościach spędziłam około 11 godzin i 40minut. Nieźle, jak w zimie było po 6 godzin ;) Czekam jednak na prawdziwą letnią pogodę, bo już mam dość tych niewygodnych rękawiczek, nogawek, kamizelek i mnóstwa innych milionów warstw. Zabija mi to przyjemność jazdy. Dzisiaj się rozmyśliłam z roweru, jak zaczęłam wyciągać nogawki, bluzę… ale po 5 minutach stwierdziłam, że idę i już nie ma odwrotu. Oby następny tydzień był lepszy!

Baba na Rowerze.