Babska Tygodniówka #19 i #20

128 Przeczytano

Tak, zespoliłam dwa tygodnie w jedną całość, gdyż tydzień o numerze 19 był tak żenująco słaby, że szkoda było Waszego czasu na czytanie go. Z kolei tydzień dwudziesty zapowiadał się bardzo emocjonująco i tak też było. Nie ma co odwlekać, pora na skróty moich aktywności.

  • Poniedziałek (13.04): wolne
  • Wtorek (14.04): rower/szosa. Tak jakoś wychodzi, że ta nasza Podhalańska młodzież coraz silniejsza, więc wychodzi na to, że to ja jestem najsłabsza :P No cóż, ktoś musi dbać o tyły peletonu, prawda? Jako, że moc naszej młodzieży wzrosła, odbywające się treningi odbywają się nierzadko w towarzystwie już nie młodzieży i wcale to nie jest spacerek. Jednostki treningowe są już konkretniejsze – i dobrze. A przy okazji świetne widoki :) Wpadło 44,4 km w niecałe 2 godziny.

  •  Środa (15.04):wolne. Miałam iść na pokojowe IC Podhale ale po wtorkowej jeździe spodenki mnie tak obtarły, że nie było mowy o siedzeniu w siodle. Zrobiłam sobie wolne.
  • Czwartek (16.04): rower/szosa. Znów młodzieżowo, bardzo zadaniowo :) Dystans podobny, bardziej płasko, ćwiczyliśmy jazdę po zmianach (wiatr). Bardzo fajny, wymagający skupienia trening!
  • Piątek (17.04):wolne. Nie jestem pewna, ale chyba mocno sypnęło śniegiem ;)
  • Sobota (18.04): wolne. Nie wiem czemu ale ilość jazd w kwietniu jest żenująca.
  • Niedziela (19.04): rower/mtb. Odebrałam w końcu Krossa z serwisu, do którego drugi raz zaprowadziłam go po nieudanej próbie zmiany klocków. Lipa, no ale jak się tego nigdy nie robiło… Postanowiłam na rozruszanie pojeździć TYLKO po ścieżkach w Nowym Targu. Wyszło mi tego 20km, widziałam sarenkę i dziką kaczkę w dzikim oczku. Rower super jeździ, gotowy na sezonowe wyzwania :) Było dość zimno, jesienno-zimowe spodnie od Silvini i bluza też od Silvini poszła w ruch. W połowie kwietnia…
  • Poniedziałek (20.04): wolne. Mimo nieintensywnego tygodnia. Pogoda też niezbyt sprzyjająca.
  • Wtorek (21.04): rower/szosa. Trening z młodzieżą, w nowych butach :) Widoki nieziemskie, temperatura też (lodowiec), trochę wspinaczki, trochę płaskiego. Coś po poniedziałkowych kijkach w pracy pobolewa boczek. Podejrzewałam przewianie nerwa…

  •  Środa (22.04):wolne ale nie wolne. W pracy miałam 2 treningi z taśmami, mogę to zaliczyć do treningu, zwłaszcza, gdy powiem, że ledwo rękoma poruszałam o 13-tej. Boczek boli i pojawiła się wysypka… już mam inne podejrzenia!
  • Czwartek (23.04): wolne. Chciałam iść na trening ale moja chęć wylądowała u lekarza. Potwierdziły się moje podejrzenia, nabawiłam się nie wiadomo skąd półpaśca. No cóż… a na weekend zapowiada się taka impreza!
  • Piątek (24.04): rower/szosa. Zabezpieczyłam tułów podwójną warstwą materiału bazowego, na to założyłam kamizelkę przeciwwiatrową i skorzystałam z przymusowego wolnego od pracy i ruszyłam na tlenową przejażdżkę. Rozsądne to, czy nie, nie nastąpiło nasilenie objawów a i samopoczucie się trochę poprawiło. W jedną stronę miałam wmordęwiatr, później kawałek wbokwiatr, żeby na końcu mieć wplecywiatr. Ooooj jak fajnie się jechało bez wysiłku 40km/h :)

… #roadbike #road #bike #cyclingphoto #cycling #rower #szosowy #path #adventure #przygoda #dróżka #babanarowerze Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Siymia (@baba_na_rowerze)

  • Sobota (25.04): rower/ mtb. Nie mogło być lepszej okazji na szkolenie techniki jazdy na mtb jak Cyklowarsztaty w Kościelisku (praktycznie pod nosem) za niską cenę (150zł z noclegiem). Trafiłam do grupy, która pierwszego dnia miała szkolenie, więc ilość kilometrów może nie jest porażająca, natomiast ważne były ćwiczone elementy. Oj ile mam do poprawienia! 5 godzin w terenie, czystej jazdy było 1godz 39min, przejechane ok 18.5km

 

  • Niedziela (26.04): rower/mtb. Tym razem była wycieczka. Rano poszłam do namiotu Krossa i poprosiłam Arka o wyregulowanie mi tylnej przerzutki, bo się jej coś odwidziało, jak chciałam z Iwoną w sobotę zwiedzić szlak pod Reglami. Z głupa zapytałam (nie ukrywam, że taki miałam plan wieczorem), czy mają jakąś wolną S-kę. Mieli. I tak oto spędziłam dzień w siodle na Krossie Moonie V2. Podobał mi się, też był szary, był fullem i kosztuje duże pieniądze ;) Minusem było skuszenie się wraz z grupą na wyjazd na Harendę. Większość z nich to byli typowi endurowcy, bardziej lub mniej wprawieni, więc dla nich tor na JOY Ride na Harendzie nie był aż takim wyzwaniem, któremu nie podołałam (jak dla mnie było zdecydowanie za stromo). Pół dnia wycieczkowego straciłam na staniu i na podjeżdżaniu, zamiast sprawdzać możliwości szarej kozy. Jak już wspomniałam, sporo podjeżdżaliśmy, na co moje nogi odpowiedziały protestem – mój Szarak waży gdzieś w granicach 12kg, testowany Moon gdzieś około 15kg. Wierzcie, lub nie ale te dodatkowe 3 kilogramy dało się odczuć. Zwłaszcza w przypadku braku całkowitego zablokowania skoku amortyzatorów. W końcu pojechaliśmy na single wytyczone przez chłopaków z Rowerowego Podhala, jednak sił i chęci starczyło mi tylko na jeden zjazd linią nr 2 na Butorowym. Wystarczyło mi to jednak na to, aby przekonać się, że amortyzacja tylnego koła i kanapy robi OGROMNĄ RÓŻNICĘ w przejeżdżaniu najeżonych korzeniami i ściankami singli. Jak kiedyś moje konto bankowe dojrzeje do tej sytuacji, że nadejdzie czas na zmianę sprzętu – na pewno będzie to full, niekoniecznie enduro (nie mam takich potrzeb), raczej ścieżkowiec.

Jak widzicie, końcówka zeszłego tygodnia była dość konkretna. O samym szkoleniu będzie w osobnym wpisie, jednak powiem Wam, że warto. Nawet jeśli wydaje Ci się, że umiesz jeździć :)

Baba na Rowerze.