Babska Tygodniówka #21

with 1 komentarz

Zeszły tydzień mogę uznać chyba do dość udanych. Chyba. Choć pogoda jak na maj jest dość deszczowa i zimna, to udało mi się 4 razy wsiąść mniej lub bardziej konkretnie na rower. W sumie zrobiłam sobie konkretną wycieczkę na Gubałówkę a później mniej atrakcyjne, ale jednak fajne jazdy.

  • Niedziela (3.05): rower/szosa. Ratowanie honoru tygodnia. Nogi jednak strasznie ociężałe miałam po tych przeklętych przysiadach. Właściwie to się turlałam. Ale dobre i turlanie w przeciwieństwie do siedzenia! 

    Nie dajcie się zwieść gołym ręcom. Było strasznie zimno, lecz na dłuższym podjeździe nie chciałam się zagotować. Zastanawiałam się nad zdjęciem nogawek ale tego nie zrobiłam i w sumie to dobrze. Miałam mało czasu a jak mam ograniczenia czasowe, to zawsze na przekór się turlam i nie mam zbyt dużego wyboru tras. I tak pykło ledwo 50km. A później było kibicowanie Chłopu na biegu 6km a na koniec najlepsze – grill majówkowy :)

     

Tak też właśnie minął tydzień. Niczym sinusoida  – z rowerem i bez. Pogoda w kratkę, prawie jak na Wyspach. No ale, wsiadło miłe 233km w czasie 10 godzin i 30min a jako ciekawostkę dodam, że na 4 przejażdżkach podjechałam „do góry” na wysokość 2459m :)

Baba na Rowerze.