Rowerem o wschodzie słońca

with 4 komentarze

Okoliczności tak się potoczyły, że miałam możliwość jechania rowerem o takiej godzinie, podczas której zazwyczaj śpię mocnym snem i nie w głowie mi tego typu ekscesy.

Robota skończyła się i tak wcześnie, z budynku wyszłam o 4:40 i to, co ujrzały moje oczy zaparło mi dech w piersi. Zrobiłam kilka zdjęć i naprędce opuściłam towarzyszy niedzieli, chcąc złapać inne ujęcia na zdjęcia. Nie wiedziałam, czy mam jechać, czy stanąć i gapić się na Tatry i moje piękne okolice? Stopy nieziemsko mnie bolały, więc powolnym tempem ruszyłam w drogę do domu. Gdy tylko skierowałam koła w kierunku Gliczarowa, moim oczom ukazały się Tatry w całej swojej majestatyczności, na jaką były się tej chwili zdobyć. Różowa poświata powoli przechodziła w „dzienną”, odbierając urok trwającej chwili.

Mimo mocno posuniętej w czasie godziny, było dość ciepło, Mio zarejestrowało 17•C. Brak wiatru, jedyne co słychać, to szum kół i śpiew ptaków. Okolica jeszcze uśpiona (przypominam, 5 rano w niedzielę!), ruch na drodze zerowy. Po utrwaleniu na ledwo zipiącym telefonie pięknych widoków ruszam w drogę do domu wcześniej obmyśloną trasą. Gliczarów Dolny, na dzień dobry postanowiłam zjechać słynną ściankę, co łatwe nie było, ponieważ łatali dziury i posypali żwirkiem. Oczyma wyobraźni widziałam jak koło blokuje się na żwirku i ja lecę na asfalt. Na szczęście skończyło się na wyobraźni.

Niecodzienna sytuacja, w jakiej znalazłam się tego ranka sprawiła, że zrozumiałam wszystkich trenujących bladym świtem, gdyż jest w tym magia i więcej plusów niż minusów. Psy nie „sprintują”, kierowcy samochodów nie „dzikują”, powietrze jeszcze chłodne, wolne jest od wszelkich latających owadów. W mojej głowie pomimo zmęczenia pojawił się jasny obraz rzeczywistości i lekkości. Jest to dziwne uczucie, gdyż jak wspominałam wcześniej, nigdy o tej porze nie siedziałam na siodełku.

Pojawiła się natrętna w głowie myśl, aby raz na jakiś czas się poświęcić i wstać w środku nocy, aby zaznać tego dziwnego stanu, tego upojenia i ucieszyć swoje i Wasze oko cudnymi fotografiami…

Baba na Rowerze