N.Targ (os. Buflak) – Turbacz – Kiczora – Łopuszna

with Brak komentarzy

Rower: górski / MTB
Trudność : średnia (dla początkujących: wymagająca)
Nawierzchnia: 80% drogi polne, szlaki


Drugi raz objechałam tą trasę, więc mogę przystąpić do jej opisania. Całe „kółko” liczy około 40 km, wolnym tempem do pokonania w 3 godziny. Jeśli chcesz jechać treningowo, zejdziesz godzinę w dół w czasie.

Początek : szlak niebieski, z osiedla Buflak w Nowym Targu. Na owe osiedle dojedziesz z „zakopianki” kierując się na osiedle Nowe. Na osiedle Buflak, które znajduje się na końcu Nowego, jako jego kontynuacja prowadzi dość długi, stromy podjazd drogą asfaltową. Na przystanku MZK odbijamy w prawo drogą asfaltową i sobie prujemy przyjemnie kilka minut w dół, mijając gdzieniegdzie oznakowania niebieskiego szlaku. Nie wiem jak to robię, ale za każdym razem w końcu gubię niebieski szlak i pcham się pod taką sztajfę, że zęby odpadają.

Niech to zdjęcie zobrazuje Wam moc nachylenia. Na moje oko było tam milion procent.
Niech to zdjęcie zobrazuje Wam moc nachylenia. Na moje oko było tam milion procent.

Nawet Garminowi brakuje skali w nachyleniu. Na szczęście podejście jest stosunkowo krótkie (500m ale chyba tyle samo w pionie) ale na nieszczęście strasznie męczące. Polecam więc uważne oglądanie się za niebieskim oznakowaniem szlaku i zaoszczędzeniem sobie takich wrażeń. Ja po prostu o jakieś 100m za wcześnie (niechcący) skręcam w prawo.

Tą ścieżką (niebieski szlak) powinno się wyjechać na czarny szlak
Tą ścieżką (niebieski szlak) powinno się wyjechać na czarny szlak

Jest też opcja (którą widać na załączonej niżej mapie) aby dojechać asfaltem do końca, w lewo się będzie jeszcze ciągnął ale obok kapliczki skręcamy w lewo i trafimy od razu na czarny szlak. Jednak szkopuł polega na tym, że jest to trasa obfitująca w luźne kamienie i jest pod górę, gdzie ja pchałam rower, choć pewnie znajdą się znawcy tematu, którzy to wyjadą.

Po wyjechaniu do głównego czarnego szlaku (ObidowaBukowina Miejska) jedziemy sobie niewymagającym szlakiem, gdzieniegdzie płynność jazdy przerywaną objazdem młak.

młakakałuża ze śmierdzącym błotem, które są charakterystyczne dla Gorc. W tej chwili radzę unikać bycia kozakiem i przejeżdżania przez nie, bo brudny rower i rowerzysta niemiłosiernie śmierdzą gnojówką, co w upale przyciąga końskie muchy i wymusza konieczność umycia roweru po powrocie z wycieczki. Z reguły przed każdą młaką jest wydeptany krótki, przejezdny objazd.

Czasem drogę urozmaicają krótkie podjazdy, które świetnie podnoszą nasze umiejętności techniczne, czasami jednak lepiej wypchać rower. Podłoże jest często kamieniste, więc trochę może wytrzepać tyłek.
Natomiast, co jest najfajniejsze w czarnej trasie? To, że po prawej prawie cały czas mamy coraz to lepsze widoki na panoramę Tatr.

Po dojechaniu do żółtego szlaku znajdujemy się na Bukowinie Miejskiej, stąd już naprawdę blisko do schroniska na Turbaczu. W połowie drogi po lewej stronie mijamy kapliczkę, w której odbywają się msze polowe od końca kwietnia do października.

Charakterystyczny ołtarz Myśliwych na Bukowinie Miejskiej (fot. Jerzy Opioła, wikipedia)

Po dojechaniu do schroniska można zrobić sobie przerwę, coś zjeść, napełnić bidony czy skorzystać z toalety. Dotarcie do schroniska opisaną trasą naprawdę wolnym tempem zajmuje około 2 godzin.

Po czym poznać Turbacz? Zdjęcie z październikowej wyprawy
Po czym poznać Turbacz? Zdjęcie z październikowej wyprawy

Opcjonalnie można podjechać na czoło Turbacza, skąd rozpościera się widok na północną część Gorc.

Następnie obieramy kierunek na czerwony szlak na Kiczorę. Najpierw dodający skrzydeł zjazd na Długą Halę, później niewymagający podjazd do rozdziela tras na zielony i czerwony szlak.

Podjazd pod Kiczorę - Długa Hala
Podjazd pod Kiczorę – Długa Hala

My wybieramy w prawo na czerwony, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby pojechać na Jaworzynę Kamienicką. Jednak uprzedzam, jazda po belkach na rowerze przyprawia o ból przedramion i tyłka (można się przekonać jak jechałoby się na kwadratowych kołach :)) . Warto na chwilę przystanąć na Kiczorze, aby podziwiać widoki na Pieniny, bo te są naprawdę piękne.

Widok na Pieniny i Zalew Czorsztyński z ławeczki na Kiczorze
Widok na Pieniny i Zalew Czorsztyński z ławeczki na Kiczorze

Zjazd jest dość stromy, pełny suchej gleby, która nie daje kompletnie trakcji, więc albo puszczasz heble i zamykasz oczy, albo jedziesz z jednym wypiętym butem (jeśli jesteś chojrak jak ja). Polecam od czasu do czasu rzucić okiem na lewo bo chyba z niższego pułapu lepiej widać Sokolicę, niż z Kiczory.

Następnym etapem jest wjazd do lasu, gdzie spełnia się sen rowerzysty, przejeżdżamy kawałek i następuje rozjazd w prawo na czarny szlak a prosto czerwonym do Przełęczy Knurowskiej. My skręcamy na czarny szlak Goszczyńskiego, prowadzący do Łopusznej (skąd wywodził się wspomniany Goszczyński i ks. prof. Józef Tischner).

Zjazdy tutaj miejscami osiągają bardzo strome nachylenia, ja do nich się chyba nigdy nie przyzwyczaję. Mniej więcej w połowie trasy czarnego szlaku szukamy tabliczki kierującej nas do Pucułowskiego Stawku, gdzie Goszczyński lubił kontemplować podziwiając ważki. No i kolejny ładny widok na Tatry oraz położoną w dole Łopuszną.

Pucułowski Stawek. Pełen ważek i czarnej wody. Za plecami znajduje się kolejny piękny widok na Tatry
Pucułowski Stawek. Pełen ważek i czarnej wody. Za plecami znajduje się kolejny piękny widok na Tatry

Powróciwszy na szlak zaciskamy zęby na prawie że 90° nachyleniu (w rzeczywistości tyle nie ma, podkreślam jednak dramaturgię nachylenia), po czym znajdujemy się w Łopusznej i możemy odpocząć na asfaltowym zjeździe. Zjazd ten jest dość długi (2-3 km). Dość trudno przeoczyć znak informujący o istnieniu ścieżki / trasy rowerowej prowadzącej do Waksmunda. Znak ten widać jadąc w przeciwną stronę. Jeśli przejedziecie przez most nad Dunajcem i obok stadniny koni i dworku, to znaczy, że zajechaliście za daleko i czeka Was powrót do Nowego Targu drogą gminną. Możesz zawrócić jakieś 200-300m i wtedy przed jednym z mostków zobaczysz poszukiwaną tabliczkę. Ścieżka / trasa rowerowa prowadzi wzdłuż Dunajca, jest gładka w porównaniu do gorczańskich szlaków i dość ładnie położona. W sam raz, aby odpocząć po trudach podróży :)
Po dojechaniu do Nowego Targu, kierujemy się na rynek, gdzie zatrzymujemy się na najsłynniejsze lody nowotarskie*.

Podsumowując czarny szlak – w przeciwnym kierunku byłoby dużo pchania, w dół dla chojraków można zagotować klocki (mnie się udało za pierwszym razem, pierwszy raz w życiu). Widoków nie ma specjalnie dużo oprócz tych z Pucułowskiego Stawku, jednak jest to stosunkowo krótki i intensywny szlak.

Na koniec trasa na strava.com

Koniec :)

*kolejka w sezonie letnim jest nie do przeoczenia. Zawsze u Żarneckiego jest kolejka jak za starych czasów, jednak osobiście uwielbiam lody z sąsiedniej kawiarni „Deja vù”. Nie dość, że nie ma kolejek, to jeszcze mają czasami takie smaki jak: jogurtowy, słony orzech lub pistacjowy!