Dlaczego statystyczny Polak nienawidzi imprez kolarskich?

49 Przeczytano

Kilka dni temu, przy niedzielnej kawce miałam okazję porozmawiać z kompletnymi laikami na tematy około rowerowe. Najbardziej burzliwie zrobiło się, gdy dotarliśmy do najbardziej znanych (i jedynych) w konsumenckiej świadomości zawodów kolarskich, jakim jest Tour de Pologne.

Zacznę od tego, że statystyczny Polak nie zna się na sporcie, nawet jeśli sam uważa, („a właśnie”) że się zna. Piłka nożna czy siatkowa jest tak często wałkowana w TV, że nawet blondynka jest w stanie powiedzieć co to jest spalony.
Kolarstwo to nie piłka i w żaden sposób nie może być do niej porównywane. Ale przejdźmy do sedna.

Peleton śmiga
Peleton śmiga

Poszło o to, że dwóch rozmówców pracuje w miejscowościach mocno turystycznych (obydwie co roku goszczą kolarzy) i że NIE BYŁO informacji o nadchodzących utrudnieniach w ruchu związanych z obecnością peletonu. I przez to tkwili w korkach nie mogąc wjechać/wyjechać z tych miejscowości. Wierzyć mi się w to nie chciało, broniłam Czesia ile mogłam, w końcu siła ichniejszych argumentów mnie przytłoczyła i poddałam z uczuciem niedowierzania. Nie mam auta i jak się mobilnie poruszam to albo komunikacją albo rowerem, więc temat poniekąd jest mi obcy. Po kilku chwilach, gdy ochłonęłam, stwierdziłam, że temat ten będzie dobry do rozważenia na łamach kolarskiego bloga.

przeczytaj też: Tour de Pologne szczęśliwy dla Rafała Majki

Rozpoczęłam poszukiwania informacji o TdP z poprzedniego roku dla każdego miasta – na wielu stronach internetowych (onet.pl, fakt oraz regionalne strony odpowiadające rejonowi, gdzie TdP miało miejsce) wyszczególnione były dni, godziny i minuty przejazdu peletonu, wykaz zamkniętych ulic, objazdy oraz kursy linii miejskich. Z tym poszło łatwo.
Teraz pora na radio (o ogólnopolskim zasięgu oraz regionalne) i papierowe wydania tygodników i dzienników. Z radiem jest ten problem, że nie ma archiwalnych nagrań a artykuły są lakoniczne (rmf.fm czy Zet). Na stronie Radia Kraków znalazłam opis przebiegu trasy i gdzie będą utrudnienia, do tego pamiętam, bo w pracy słuchałam tej stacji, na okrągło dziennikarze uczulali na nadchodzące utrudnienia i ogromne korki.
Natomiast jeśli chodzi o gazety (ze względu na lokalny problem o charakterze regionalnym), również znalazłam informacje o nadchodzących utrudnieniach (Tygodnik Podhalański1  i 2 oraz Gazeta Krakowska1 i 2).

W czym tkwi problem?

Możecie mi mówić co chcecie, ale nie sposób przegapić tak wielkiej imprezy, w którą wtłaczane są ogromne pieniądze, zwłaszcza za promocję miast w TVP. Wszystkie media naokoło trąbią (w końcu nieźle im za to płacą) o zbliżających się etapach, (nawet lodówka) a mój rozmówca śmie twierdzić, że nie został uprzedzony o utrudnieniach w ruchu?

Jest Tinkoff-Saxo a w grupie Majka!
Jest Tinkoff-Saxo a w grupie Majka!

Czy to nie jest przejaw ignorancji?

Jak przyjechał prezydent Stanów Zjednoczonych do Polski, to CAŁY kraj wiedział, że w stolicy lepiej nie wychodzić na ulicę, bo przyjechał Obama (pal licho, co sobie biedak pomyślał o siedzących jak mysz pod miotłą w domu Polakach). Nie inaczej jest z różnego rodzaju imprezami masowymi (Euro 2012), w tym TdP. Nie sposób nie natknąć się choćby na minimalne informacje największym wyścigu kolarskim.
Cechą kolarstwa (oprócz torowego i górskiego) jest to, że trasa wyścigu prowadzi po drogach – wytyczonych lepiej lub gorzej. Dla kierowców samochodów – super byłoby, gdyby poprowadzone były po kompletnych zadupiach, nie zawalających głównych arterii. Dla chcących się wypromować na wyścigu miejscowości  super byłoby, gdyby wyścig przejechał przez ważniejsze ulice czy piękne widokowo miejsca. Wychodzi z tego niezły ambaras.

Problemem jest, że obecnie spodziewamy się, że informacje będą naprawdę wychodzić nam z lodówki a ich smak poczujemy nawet na posmarowanej masłem kromce chleba.
Uważam, że skoro pracuję w miejscowości turystycznej, gdzie na domiar złego (jakby sami turyści korkujący drogę nie wystarczali) organizują zawody sportowe – to w moim interesie jest dowiedzieć się, kiedy najlepiej jest przejechać chcąc dotrzeć do pracy, czy po pracy do domu. Takie informacje stosunkowo ŁATWO uzyskać w przypadku tak dużej imprezy, jak tej organizowanej przez Lang Team. Wystarczy wystukać w wyszukiwarce magiczny splot słów:

tur de poloń + trasa wyścigu

…i w zamian za naszą cwaniakowatość dostajemy piękny spis co do minuty (!), którędy, czemu i ile razy przejedzie peleton. Proste?
Inną sprawą jest, gdy zwyczajnie wyleci nam z głowy, w wyniku natłoku obowiązków informacja o tym, że to akurat dziś jest TEN dzień. Każdemu się zdarza. Musimy pamiętać też, że mimo zmasowanej, wielokanałowej informacji nie da się dotrzeć do wszystkich. Zwyczajnie się nie da.
Przy tak dużej imprezie potrzebna jest masa pozwoleń, załatwień, podpisów i umów – w czyjej więc gestii leży fakt poinformowania mieszkańców o nadchodzących trudnościach? Czesia i Jego Lang Teamu, gminy, powiatu czy zarządu dróg? Założę się, że każda z wymienionych instytucji myślała, że to ten drugi pomyślał  o czymś takim, jak poinformowanie ludzi o tym, że tą drogą będzie przebiegał TdP.

Zostawmy to nieszczęsne Tour de Pologne

Rozliczyłam się już tematem TdP. Innym tematem są zawody dla amatorów. Dotychczas to ja byłam ich uczestnikiem, a nie poirytowanym mieszkańcem, w której odbywają się zawody, gdzie policja/straż nie wpuszcza nawet na własną posesję.
Przyznam się, że nie interesował mnie nigdy aspekt zabezpieczenia trasy od „drugiej strony”, jako uczestniczka zawodów chciałam mieć względnie „czysto” na drodze, po której się poruszałam. W tym roku dałam sobie oddechu i patrzę na temat z drugiej strony.
W ciągu bardzo krótkiego czasu odbyły się 2 imprezy kolarskie na Podhalu – Mazovia MTB i Kross Road Tour oraz słynne już na polski kolarski świat Tatra Road Race.
W przypadku TRR wiem, że dzięki staraniom organizatorów informacje o przebiegu wyścigu były podawane za pomocą tabliczek (sama widziałam je na 2 dni przed zawodami podczas objazdu fragmentu trasy) i różnych ogłoszeń (nawet tych z ambony!), dzięki czemu nie było żadnych incydentów związanych z ograniczeniem ruchu drogowego.

Natomiast organizator Kross Road Tour poległ na całej linii. Co jeden to zdziwiony mieszkaniec rejonu, gdzie odbywały się zawody nie mógł dojechać do domu, bo informacji o trwających zawodach żadnej nigdzie nie widział, nie otrzymał (niska ranga imprezy) a strażnicy ruchu byli bezwzględni i nie wpuszczali za linię nawet jeśli do domu pechowiec miał 80 metrów.
Rano sobie człowiek wyjechał do pracy a wracając napotkał opór… ale o co chodzi?! Jaki wyścig? Znowu ci pieprzeni kolarze!

Bo Polak to nigdy z niczego nie będzie zadowolony a wymaga

Na koniec dodam, że ten tekst jest w miarę uniwersalny. Dotyczy on bardziej ogarniętych organizatorów jak i tych mniej przejmujących się wygodą ludzi nie związanych z wydarzeniem. Tak samo kierowcy samochodów nienawidzą TdP jak i maratonów biegowych odbywających się w większych Polskich miastach.

fot.Arek Gmurczyk

Cechą wspólną imprez masowych są zamknięte ulice, objazdy i korki.

Nie da się wszystkich zadowolić i w tej kwestii cierpią albo uczestnicy imprezy albo zatkanej drogi. Nie zaszkodzi jednak wyszczególniony komunikat w radiu (nie tylko regionalnym), gazecie czy internecie o nadchodzących utrudnieniach w ruchu (zwłaszcza w przypadku amatorskich imprez). Przecież sport uprawiają nie jacyś tam obcy ludzie, a często nasi przyjaciele, sąsiedzi, dzieci czy znajomi. Zasiadając przed TV żądamy złotych medali, uprzednio nie godząc się na przebieg wyścigu we własnej miejscowości, bo nie można dojechać do domu…

Baba na Rowerze