Syndrom „pętli”

129 Przeczytano

Kiedyś przyznałam się Wam do takiej choroby, gdzie lubię sobie dokręcać do okrągłych cyferek. To nie jedyna moja „choroba”. Jest szereg innych objawów charakteryzujących cyklozę. Kolejną cechą, która mnie określa jest tzw. „syndrom pętli”.

Syndrom pętli

W ciągu całego sezonu kolarskiego (dla mnie sezon trwa ponad pół roku), na palcach jednej ręki można policzyć trasy, których zapis w postaci „kresek”. Od punktu A do punktu B i z powrotem tą samą drogą do punktu A. No nie mogę. Nie rozumiem ludzi, którzy tak jeżdżą, jednocześnie szanuję ich wybór. Ale no jak tak można? Przecież jest tyle dróg, którymi można jechać!
Nie wiem czy to poczucie estetyki, czy choroba, ale w 99,9% planując trasę zawsze w głowie kotłuje mi się pętelka, balonik na sznurku, ósemka czy inne śmieszne kształty. Pozwala mi to na szybką identyfikację trasy podczas pobieżnego przeglądu miesiąca/tygodnia/roku i szybko przypominam sobie szczegóły jazdy.

Kreski wcale nie są takie złe…

…pod warunkiem, że robimy specjalistyczne treningi, które wymagają jakby „wyizolowanych” warunków treningowych (np. robienie siły na wzniesieniu, czy sprinty na idealnie prostym i płaskim odcinku drogi). Ale powiedzcie mi, czy naprawdę jadąc na zawodach (bo turysta nie robi powtórzeń) mamy takie warunki? 10x6min siły? Fakt, taki trening przyzwyczaja nasze mięśnie do ogromnego wysiłku, dodaje nam mocy i wiele innych składowych.

…tylko, że pętle są lepsze

Znam co najmniej jedną osobę, która namiętnie kreśli „kółka” stopując endomondo na okres trwania pracy, po czym odnawia jazdę i wraca do domu inną drogą i na koniec uszczęśliwiona ma swoją pętelkę. Ja nie jestem może aż tak zdesperowana (nie dojeżdżam do pracy rowerem), mimo wszystko kreski są dla mnie nie warte zachodu :)

Jak jest z Tobą? Też należysz do chorych na syndrom pętli?

Baba na Rowerze