5 rzeczy, których nie lubię w kolarstwie

272 Przeczytano

To można nie lubić czegoś w czymś, co się przecież kocha?

Tak, bowiem ludzka natura jest nieco przewrotna, a jeśli dodać do tego szczyptę lenistwa…
Ja mam swoje „ulubione” negatywne strony, które działają na mnie antyrowerowo. Jestem osobą wygodnicką, nie cierpiącą ascetką. Postanowiłam zebrać i zestawić 5 rzeczy, których nienawidzę w kolarstwie:

1. Woda wlewająca się do butów.

Ulewa podczas czasówki na Podhale Tour. Szczęście wprost wypisane jest na mojej twarzy
Ulewa podczas czasówki na Podhale Tour. Szczęście wprost wypisane jest na mojej twarzy

Mamooo… jak ja tego nienawidzę. Pierwsza ulewa, gdzie odkryłam to mocne uczucie zdarzyła mi się podczas kręcenia pierwszej w życiu setki (dookoła Jeziora Orawskiego). Tego dnia tamtędy jechał też Tatry Tour. Było niby ciepłe 20 stopni, ale ten strumyk, który wlewał mi się do butów działał na mnie tak, jak uwierający kamień w bucie biegacza w czasie maratonu, lub wściekle gryząca metka w pięknej bluzce. Dlatego też, rzadko kiedy decyduję się na wyjście na rower w deszczu, lub zaraz po nim.
Uczucie to mija po ekwiwalencie 1 wiadra wody, które już wlało się do butów. Co ciekawe, w tym roku zainwestowałam w białe buty i kupiłam również ochraniacze. Deszcz jakoś przestał mnie nachodzić w czasie treningów ;)

2. Zamarzające dłonie.

Źródło: cycling weekly

W zasadzie jeden z nielicznych powodów, dla którego nie jeżdżę zimą. Po pierwsze – zamarzające na kamień ręce uniemożliwiają obsługę manetek i hamulców, do tego samo odmrożenie jest średnio przyjemnym uczuciem, jakiego można doświadczyć. Po drugie, na Podhalu niespecjalnie jest gdzie jeździć zimą. Po trzecie, jestem z tych osób, które muszą odpocząć od roweru, żeby na wiosnę mieć większą radochę z powrotu na niego. Niedawno kupiłam najdroższe rękawiczki w swojej karierze. W jesiennych temperaturach dają póki co, radę. Co będzie później? Nic, u mnie kręcenie kończy się w okolicach temperatury, w której woda zaczyna zamarzać…

3. Nagłe podmuchy wiatru.

Stożki... Świetna jazda ale nie na odsłoniętym terenie...
Stożki… Świetna jazda ale nie na odsłoniętym terenie…

Przez ten fakt chyba nigdy nie zdecyduję się na stożki. Są ładne, ale po wyjechaniu na którykolwiek z wierchów w Bukowinie Tatrzańskiej jazda na rowerze przypomina walkę o przetrwanie podczas spaceru na linie. Nie wiadomo jak trzymać kierownicę i jak się ustawić przeciwko wiatrowi, żeby nie dać się zdmuchnąć, tym bardziej, że wiatr nie jest jednostajny.  Raz atakuje z lewej, żeby po pół sekundzie zaskoczyć Cię z prawej! Podobno do ogarnięcia, jednak u mnie zawsze wywołuje gęsią skórkę, choć do piórkowej wagi się nie zaliczam.

4. Skręt w prawo

Jazda szosą po bezdrożach łatwa nie jest

… tak, wiem, brzmi kuriozalnie. Jednak to moja rowerowa pięta Achillesa. Skręcanie w prawo sprawia, że napinam się jak struna, w myślach widzę siebie, jak oram tyłkiem (lub kolanem) asfalt, a naciskając delikatnie hamulec podświadomie czuję uślizg koła (który oczywiście nie następuje) a nogę mam gotową do wypięcia. Muszę nad tym popracować.

A co, jeśli faktycznie zaoram tyłkiem asfalt!?

Fakt ten był mi lekko znany, szerzej ujawnił się na szkoleniu z techniki jazdy, gdzie inne dziewczyny też przyznały się do tego problemu. Och, jak to dobrze nie być osamotnioną w takiej sprawie:)

5. Wpadające muchy do wszelkich otworów w głowie.

Fot:http://lifeasananomaly.com

Ooo tak. Wielokrotnie podkreślałam w rozmowach ze znajomymi, że stokrotnie wolę wyjść na rower bez kasku aniżeli bez okularów. Jeśli przy dużej prędkości wpadnie ta mała, piekąca bestia do oka, pierwsze co robię, to zamykam oczy. Taki odruch. Podczas pocierania ręką oka, dodatkowo wykonuję rybki i inne zwierzęta, które zagrażają mojemu zdrowiu i osobom jadącym ze mną. Równie wkurzające są muchy, które tworzą komitet powitalny wokół mnie podczas podjazdu (wolnego) w lesie. Samo bzyczenie jest do zniesienia, ale jak już taka menda siądzie na rękę, ucho, twarz… no bluzgi ciskam straszne. I nawet najlepszy perfum nie pomoże.

6, 7, 8…

Mogłabym zrobić dłuższą wyliczankę, ale tutaj kieruję zadanie do Ciebie czytelniku. Czy jest coś, co skrajnie Cię wkurza podczas jazdy na rowerze, a nie ma tego na liście? Dopisz w komentarzu. Mile widziane humorystycznie, bo przecież trzeba się umieć z siebie śmiać :)

Baba na Rowerze