Warsztaty treningowe w Bike ID

170 Przeczytano

Geneza wyjazdu do Krakowa…

Im bliżej było wydarzenia tego weekendu, tym bardziej mi się nie chciało tam jechać. Kilka dni temu wróciłam z Wiednia i jak widziałam jak opornie się wkręcam w stary rytm, tym bardziej szkoda mi było spędzić cały dzień, od ciemności do ciemności na słuchaniu wykładów, tym bardziej, że nauczona życiowym doświadczeniem wiem, że nie każdy ma dar przemawiania. Jednak świadomość, że jestem wolnym człowiekiem sprawiła, że postanowiłam zaryzykować, zawsze przecież mogłam wyjść wcześniej.

Całość miała miejsce w klimatycznym sklepie rowerowym BIKE ID, gdzie gospodarze warsztatów zrobili miejsce na wykłady na poddaszu, gdzie normalnie znajduje się odzieżówka rowerowa. Osobiście odebrałam sklep bardzo pozytywnie. Dość przestrzenny, sporo rowerów tych droższych, maszyna do dopasowania roweru pod siebie i sympatyczni ludzie.

grafika: Bike ID
grafika: Bike ID
Na pierwszy ogień poszedł jedyny trener w Polsce z licencją UCI, Arek Kogut. Jak przystało na zdobyte wykształcenie, miał przedstawić  temat treningu pod dachem. Nie będę chyba jedyną osobą, która była mocno zawiedziona tym wykładem, gdzie Arek mówił takie oczywistości, który każdy z nas poznaje w pierwszych dwóch latach trenowania kolarstwa. Z drugiej strony miał na to około 1,5 godziny, więc za dużo powiedzieć nie mógł, ale spodziewałam się czegoś więcej. Pierwszy wykład nie zaspokoił merytorycznie mojej ciekawości.

Bike ID dopiero się rozkręca!

Nie ukrywam, że gdy poczytałam o sylwetce drugiego wykładowcy, nawet w pół godziny przeczytałam jego bloga (nie było tego zbyt wiele) przyjechałam tylko dla niego. Nie interesował mnie specjalnie bike fitting, bo wciąż to jest rzecz, na którą mnie nie stać, choć nieprzerwanie o niej myślę, gdy jazda na rowerze daje mi do tego powód. Tak naprawdę pojechałam na te warsztaty jako fizjoterapeutka, nie jako kolarz czy maniak rowerowy. Bowiem od pewnego czasu myślę (i wykonuję drobne kroki w tym kierunku) o nadaniu mojemu zawodowi określonego kierunku i kształtu. Można go określić jednym słowem – powięź.

Na szczęście wszystkich uczestników, w tym moje, Dominik uprawia kolarstwo i przykłady terapii, którą on stosuje jako fizjoterapeuta zadowoliła mnie, fizjoterapeutę i resztę ziomków – laików. Przyjechałam do Krakowa „podpatrzyć” terapię, podczas gdy na słuchaczach największe WOW robił zmieniony zakres ruchu i tym podobne. Kto był, ten wie o czym piszę. Było mnóstwo chętnych na doświadczenie na sobie działania terapii na powięzi (w tym ja, ale byłam „za zdrowa” ;)) i chyba mimo 5 godzin słuchania nie było znudzenia ani zmęczenia. Ożywienie wprowadziła możliwość nauki na samym sobie wyszukiwania punktów spustowych czy skutecznej formy rozciągania, jaką jest postizometryczna relaksacja mięśni.

Zżera mnie ciekawość, w jakim kierunku pójdzie wspólny projekt bike fittingu pomiędzy Dominikiem a zespołem bike ID. Ale już śmiem sugerować, że to może być strzał w dziesiątkę. Niestety, producenci licznych wkładek, podkładek i klinów – Wy prawdopodobnie na tym stracicie.

Czy było warto?

To nie był stracony dzień. Bardzo się cieszę, że przemogłam niechęć aby utwierdzić się w przekonaniu o obraniu nowego kierunku w moim zawodzie. Niestety, nie tak dawno kończyłam studia, na których ani jednych zajęć nie było poświęconych powięzi. Jestem rozczarowana, bo w tym momencie nie udało mi się tradycyjną metodą osiągnąć żadnych spektakularnych efektów w leczeniu. Nie miałam też wystarczająco dużo samozaparcia w sobie na czytanie książek napisanych ciężkim językiem, na drogie kursy nie było mnie stać.
Nie wiem kiedy i o jakiej tematyce będą następne warsztaty. Ale jeśli program będzie zachęcający, to pojadę na 100%

Baba na Rowerze.