Mio Cyclo 505 HC – test i recenzja 1.1

with 6 komentarzy

W drugiej części testu Mio Cyclo 505 HC skupię się na mapach. Jeśli przebrnęliście część pierwszą, możecie przystąpić do drugiej części.

Bardzo dużym plusem i pewnie swego rodzaju uzasadnieniem wysokiej ceny Mio są mapy. Napisałam w liczbie mnogiej, ponieważ wraz z zakupem urządzenia dostajemy zainstalowane już mapy prawie całej Europy! Tak. Nie tylko mapy Polski, ale i większości krajów leżących na starym kontynencie. Lista krajów wygląda następująco:

Andorra, Austria, Belgium, Denmark, Finland, France, Germany, Gibraltar, Great Britain, Italy, Ireland, Lichtenstein, Luxembourg, Malta, Monaco, The Netherlands, Norway, Portugal, San Marino, Spain, Sweden, Switzerland, Vatican City

Jak widzicie, można udać się na wycieczkę na naprawdę odległe horyzonty. Ważne jest, że to, jakie mapy są już zainstalowane, zależy od miejsca kupienia urządzenia. Pozostaje przypuszczać, że u Polskiego dystrybutora w urządzeniu będą mapy wyżej wymienionych krajów.

Rodzaje map

Mio zostało wyposażone w dwa rodzaje map, są nimi
– Tele Atlas mapa drogowa
– OSM (mapa nieoficjalna rowerowa)

Mapy OSM to jest projekt open source’owy, który pozwala użytkownikom na dodawanie informacji do map. Czyli w naszym wypadku są to dane o ścieżkach rowerowych. Dane zgłasza się będąc zalogowanym na stronie Open street map (mapę można też oglądać online).

Co ciekawe, niektóre dane, takie jak brakujące numery na oznaczonej ulicy, mogą być uzupełniane z bazy map Tele Atlasu. Te mapy z kolei, to są standardowe mapy nawigacyjne, z których Mio korzysta w klasycznych nawigacjach samochodowych.

Dokładność map

Zainstalowane mapy są dość dokładne. Pisząc to zdanie, kieruję je do osób, które poruszają się głównie nawierzchnią asfaltową. W takich warunkach nie powinno się zdarzyć zabłądzenie, oczywiście pomijając kwestię złośliwości nawigacji – chyba każdy słyszał historię o tym, jak ktoś wjechał w szczere pola, bo Krzysiu się upierał, że za 500 metrów jest droga krajowa ;)
Bardzo pozytywnie nastraja sama nawigacja, wpisywanie nazwy miast, ulic a nawet numeru domu(!) powinno być już standardem w tego typu urządzeniach.

W teren…?

Największe rozczarowanie tego testu – nie ma map ze szlakami turystycznymi. Po wyjechaniu poza szosę, wyświetlacz wskazuje różne kolory terenu, ale żadnej ścieżki. Radź sobie użytkowniku sam. Nie ukrywam, że po wjechaniu pierwszy raz w teren byłam niemile zaskoczona. I to był ostatni raz Mio na moim rowerze górskim.

W miasto…

Natomiast miasta, drogi krajowe, ścieżki rowerowe, to jest świat Mio. Świetne, aktualne drogi, szybka i sprawna nawigacja. Jest kilka mankamentów, które mi trochę przeszkadzały, uważam jednak, że jest to do wyeliminowania w kolejnej aktualizacji oprogramowania.

Nawigacja

Nawigacja odbywa się standardowo, po wybraniu kraju z listy dostępnych, wpisaniu miasta a nawet ulicy urządzenie szybko oblicza trasę na dwa warianty – rowerowy i samochodowy (!). Wytyczanie trasy zawsze odbywa się według ustawień użytkownika. A te, można podzielić na różne rodzaje rowerów. Domyślnie na rower szosowy nie działają odcinki brukowane, zaś na rower górski drogi utwardzone. W obydwu rodzajach roweru domyślnie są ustawione ścieżki rowerowe. Ustawienia te nie są sztywne, można je dowolnie modyfikować.IMG_20150924_184151

I tu moja rada: ustaw sobie drogi główne na tryb „zezwalaj”, inaczej urządzenie będzie planowało trasy tylko po ścieżkach, które nierzadko prowadzą dość okrężną drogą do celu. Ale to nie okrężna droga jest problemem. Mianowicie – jeśli przejedziesz zakręt, automatycznie zaczyna się obliczanie nowej trasy. Przy ustawionych „tylko” ścieżkach Mio lubi się zawiesić. Poza tym trasa z trybem „mieszanym” jest płynniejsza i przyjemniejsza.

Domyślnie urządzenie zawsze informuje nas o tym, czy znajdujemy się na ścieżce rowerowej, czy poza nią. Jest to trochę irytujące przy włączonym alarmie, bo nie wiedziałam początkowo „o co mu chodzi”, ale na wyświetlaczu czerwona kropka wyjaśniła szybko powód pikania.
Drugą rzeczą oprócz ciągłego pikania (można je wyłączyć), której mi brakowało, to nazwa ulicy lub kierunek (poza miastem), w który mam skręcić. Wyświetlana nazwa na czarnym pasku, to aktualne miejsce, w którym się znajdowałam. No i brak nazw miejscowości przy znacznym zminimalizowaniu podglądu mapy. Nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale jak nie jestem pewna, gdzie się znajduję, minimalizuję podgląd tak, aby zobaczyć najbliższą miejscowość, żeby ustawić się w orientacji przestrzennej. W Mio widzę jej obrys, ale nie nazwę. I dalej nie wiem gdzie jestem. To była największa rzecz z wszystkich minusów, która mnie tak denerwowała.

Tak, te niebieskie, to ścieżki rowerowe!
Tak, te niebieskie, to ścieżki rowerowe!

Jeśli chodzi o ścieżki rowerowe, w większych miastach są one świetnie rozrysowane na mapie, a urządzenie wskazuje je w innym kolorze od standardowych dróg (niebieski – ścieżki rowerowe, czerwony – drogi szybkiego ruchu, autostrady, żółte – pozostałe). Planowanie tras po ścieżkach doceniłam zwłaszcza będąc w Wiedniu. Byłam wówczas w podwójnym raju – ścieżkowym i nawigacyjnym.

Suprise me

Funkcja suprise me była mocnym hasłem reklamowym promującym urządzenia Mio Cyclo. Pamiętam, jak śliniłam się na myśl o niej. W prostocie tej funkcji tkwił sukces. Jeśli nie masz pomysłu na trasę, funkcja Suprise Me może ten problem rozwiązać.
Najczęściej wybierana opcja przeze mnie to „pętla”, może być też prosta od punktu A do B. Niezależnie od opcji za każdym razem Mio podaje 3 propozycje (chyba dla bardzo niezdecydowanych) i z reguły są to trasy o różnych stopniach trudności (pod warunkiem mieszkania w różnorodnie ukształtowanym miejscu). Trudność trasy została oznaczona ikoną „gór” od jednej (najprostsza) do 3 (najtrudniejsza). Dodatkowymi parametrami, które możemy wybrać to albo liczba kilometrów, albo czas, którym dysponujemy w danym momencie. W przypadku wybrania drugiej opcji trzeba podać szacowaną prędkość średnią (najlepiej sporo zaniżyć, inaczej jazda może się nieco przedłużyć).

Trzy propozycje, każda ma osobno wypisane szczegóły

Każdą z trzech tras można przed jej ostatecznym wyborem podglądnąć, jednak żeby zobaczyć kierunek jazdy trzeba naprawdę sporo przybliżyć podgląd. Inaczej, gdy wyruszymy w przeciwną do zamierzonej strony, urządzenie zapiszczy nam, że już jest meta, podczas gdy my ledwo wpięliśmy buta w pedał. W Polsce nie miałam cierpliwości do Suprise Me, natomiast za granicą była to świetna forma eksploracji nowego terenu. Jednak nie polecam tego na miasto, bo ciągłe pikanie nawigacji (to na wjazd lub wyjazd ze ścieżki, to uprzedzenie przed skrętem, to skręt, to przejechanie zakrętu…) jest irytujące a ciągłe gapienie się w ekran nie jest bezpieczne w ruchu drogowym (inaczej ma się sprawa jazdy samochodem, gdzie nawigację mamy przed nosem).

Do wyboru tryb nawigacji dla roweru lub samochodu
Do wyboru tryb nawigacji dla roweru lub samochodu

Kupować, czy nie kupować?

Trudno o jednoznaczną odpowiedź. W Garminie mam przestarzałe mapy, w Mio odkąd go posiadam aktualizowały się już 2 razy. Bardzo dużym plusem jest brak kombinowania przy ściągnięciu tras zagranicznych, które są po prostu już wgrane.
Jeśli jesteś szosowcem o chęci poszerzania horyzontów – Mio jest idealne dla Ciebie. W większych miastach ścieżki rowerowe są obecne w 100% i jest to naprawdę super uczucie, jeśli nawigacja je widzi i planuje po nich trasę.
Jeśli masz n+1 rowerów, urządzenie to nie do końca może się sprawdzić, zwłaszcza przy wjechaniu w drogę polną lub szlak górski. Brak miejsca na pamięć zewnętrzną skutecznie uniemożliwia wgranie map terenowych, choć można się pokusić o naniesienie śladów terenowych do OSM.

Podsumowanie

Gdyby nie ten brak map terenowych, urządzenie zostawiłabym dla siebie, starszą nawigację sprzedałabym. Jednak jako, że lubię zarówno jazdę na szosie jak i w terenie (w którym „lubię” się zgubić) Mio się dla mnie nie nadaje. Mio Cyclo to produkt, który ulega ciągłym ulepszeniom poprzez słuchanie użytkowników, ich zgłoszeń czy ocen. Za jakąś chwilę produkt ten stanie w szranki jak równy z równym ze swoim głównym konkurentem, jakim jest Garmin. W obecnej chwili jest lekko w tyle, ale dystans ten się skraca. Pozostaje nam czekać i obserwować ruch producenta i dopiero za jakiś czas ocenić, czy wyciągnęli wnioski z opinii niezadowolonych klientów, czy obierają specyficzny, znany na razie tylko sobie kierunek. Do tej pory oprócz zdeklarowanego szosowca nie widzę innej grupy konsumentów, dla których to urządzenie zostało stworzone. A szkoda, bo Mio Cyclo swoje kosztuje.

A propos cen. Nastąpiła obniżka cen oraz możliwość kupna Cyclo 505 bez czujników. Jak to teraz wygląda?

  • mio cylo 505HC (z czujnikami) cena teraz 1699 zł
  • mio cylo 505 (bez czujników) nowa opcja w cenie 1449 zł
  • mio cylo 315 (z czujnikami) cena teraz 1399 zł
  • mio cylo 315 (bez czujników) nowa opcja 1149 zł