Olbrzym o gołębim sercu – Trek Stache 7. Test i recenzja

with 5 komentarzy

Dzięki uprzejmości chłopaków z dobrerowery.pl otrzymałam nietypowy rower do testów.
Nietypowy, bo choć opony w rozmiarze „+” (dużo szersze, bo 3″ w porównaniu do standardowych opon mtb) są ostatnio na fali, to jednak ograniczają się do rozmiaru 26″ lub 27,5″. Po złożeniu Stacha do pozycji stojącej, byłam w pierwszej chwili przerażona jego wielkością, nawet przez myśl przeszła mi myśl „czy ja wejdę w ogóle na ten rower?”. Koła w tym Treku są ogromne, niby 29″ ale plus obwód opon to daje chyba 31″ (zgaduję) i całość sprawia onieśmielające wrażenie. Z niedowierzaniem podeszłam do kół i odmierzyłam je sobie na nodze – sięgają powyżej połowy uda! Wow!

Kolor ramy – podoba mi się połączenie fioletowego z niebieskim napisem. Prostota aż do bólu – coś, co w Treku lubię najbardziej. Faceci ze skrzywieniem twarzy stwierdzają, że mało męski kolor. Ale sorry, skoro nie przeszkadza Wam jeździć w różowych skarpetach, czy nie daj Boże koszulkach (coś w deseń Giro), to jakoś Wam to nie przeszkadza. Zresztą. Kolor ramy – rzecz nabyta.

Napęd – SRAM GX z jedną tarczą z przodu i ogromną kasetą z tyłu. Dzięki temu, że jest tylko jedna przerzutka, kokpit mamy oczyszczony z kabli, aż miło. Brakowało mi tylko dla równowagi blokady skoku amortyzatora lub dźwigni do „myk myka” (którego de facto nie ma).

Hamulce SRAM DB5 – nic mi to nie mówi, ale działają super, łatwo było je wyczuć i przyzwyczaić się do nich.

Amortyzator Manitou – jedyne co mogę o nim powiedzieć, to działa. Skok 110mm, do tego koła 29 i 3″ szerokości – nie jestem jednak w stanie stwierdzić, co bardziej wybierało nierówności – grube koła, czy amor?

Waga tego wytworu wyobraźni projektantów Treka – niewyobrażalnie wysoka. Nie ważyłam, bo nie mam możliwości, ale na oko, to chyba 20 kg. Strasznie ciężki, przez to nie wzięłam go w bardziej wymagający teren, jakim są pobliskie Gorce. Wizja wypychania tego monsterbike’a mnie przerażała.

Pierwsza jazda

Przyszło mi pojeździć Staszkiem Siódmym akurat wtedy, gdy pięknie sypnęło śniegiem. Zacierałam dłonie z piekielną radością, miałam okazję choć trochę przybliżyć się do tematu fatbike’ów. Nie wiem jak jeżdżą faty. Wiem za to, jak jeździ 29+. Spodziewałam się jazdy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale na napompowanych kołach do około 1 atmosfery wrażenia były gorsze, niż na moim 26″ góralu. Było nieco bardziej gładko, ale bez szału. Spuściłam powietrza i właściwości jezdne poprawiły się, jazda stała się gładka. Korzenie? A co to? Muldy? A co to? No i przede wszystkim wzrosła (wciąż słaba) przyczepność boczna.

Hopki

Szok, to chyba jedyne słowo, które jest w stanie opisać moje zdziwienie, jak Stachu radzi sobie z niewielkimi, sprytnymi hopkami i nawracaniem między drzewami. Zwrotność tego roweru mimo jego gigantyzmu powaliła mnie na łopatki. Skręca tak samo, a może nawet i lepiej niż mój o połowę mniejszy od Stacha Szarak Kross! Dobre kilkanaście minut szalałam na hopkach, żeby wyżyć dziką radość, jaka we mnie wstąpiła.

Śnieg

Stache 7 miał okazję brykać po śniegu o głębokości 10 – 20 cm. Przez świeży puch rower jechał jak czołg, gorzej sytuacja wyglądała z udeptanym przez pieszych śniegiem. Rzucało i ślizgało mną niemiłosiernie, wybierałam więc siłą woli gładki puch.

Wzniesienia

I tu kot pogrzebany. Waga tego roweru odzywała się w najmniej oczekiwanym momencie – na długim podjeździe czy niewidocznym wzniesieniu. Inna sprawa, że w tym roku wyjątkowo nie trenowałam zimą i po prostu nie mam pary w nogach. Wątpiłam jednak w to, że rama jest aluminiowa, choć wiem, że same koła ważą sporo (jak na rower) i tylko trochę ulgi przynosiła duża rozpiętość kasety. Na krótkich hopkach, gdzie rozpęd załatwiał sprawę jechało się super.

Ogólne wrażenia

Pod koniec jazd testowych stwierdziłam, że gdyby jakimś cudem zwalczyć tak 5-7 kg z tego roweru, mógłby on stanąć w szranki z rowerem w pełni amortyzowanym, który jest moim marzeniem (marka nieokreślona). Trek Stache 7 nie obijał mi tak tyłka, jak robi to mój Kross a po spuszczeniu powietrza z kół do absurdalnych wartości miałam wrażenie, że jadę fullem! Mimo wielkości tegoż roweru, bardzo wygodnie się siedziało na Stache’u, jednak jestem w chwilach, gdzie traciłam przyczepność czy równowagę musiałam niemal zeskakiwać z roweru – ale to „wina” rozmiaru ramy w testowym rowerze, którą z pełną świadomością przyjęłam i postanowiłam tego nie poddawać ocenie. Ten rower naprawdę mógłby być głównym rowerem górskim, zamiast dwóch różnych – hardtaila i roweru all mountain, gdyby tylko nie jego waga. Wszak cena tego cuda jest dość wysoka, mniemam, że przez rzadkie rozwiązania techniczne, którymi szczyci się Trek Stache.

Najbardziej podobało mi się, z jaką łatwością można odrywać przednie koło. Początki nauki wheelie poszły mi dość sprawnie, aż boję się sprawdzić, jak zdobyte doświadczenia przeniosą się na Szarego.
Kończąc moje mętne wywody – ten rower, lub też gatunek rowerów ma przed sobą przyszłość – zwłaszcza, gdy waga jego części znacząco spadnie, co pozwoli zmniejszyć masę całego roweru. Myślałam, że to kolejny bełkot marketingowy, ale kurde! To (29″ + 3″) działa!

***

Taki rower możecie kupić, a przed kupnem przetestować u chłopaków w  w Krakowie! Jeszcze raz dzięki Michał, tym razem oficjalnie :)

Baba na Rowerze

  • Spoko wrażenia z jazdy, tylko wnioski trochę zaskakują. Wychodzi na to, że główną wadą i ograniczeniem jest masa, podczas gdy sama piszesz, że nie miałaś możliwości jej sprawdzenia… Subiektywne odczucia w tej kwestii bywają złudne, realnie Staszek nie jest aż tak klockowaty: 14-15 kg. Więc udało się „jakimś cudem” zgubić te 5-7 kg względem 20 kg o których piszesz ;)

    • Baba na rowerze

      Mój prywatny rower mtb waży ~13kg. Porównując subiektywnie, „na oko” Stache był spoooro cięższy od mojego Krossa. Koła toczą się płynnie (zwłaszcza jeśli mówimy o łożyskach) stosunkowo do ich kapciowatości, więc to nie jest kwestia tylko opon a przede wszystkim waga. No, chyba, że jestem wrażliwa wyjątkowo na wszystko powyżej 13 kg :)

      • karolina

        Ważenie na oko nigdy się nie sprawdza. Wystarczy przełożyć przedmiot z lewej ręki do prawej i już jest inne odczucie. Na takim samym staszku jeździłam, też z Krakowa, w Beskidach. Na Magurkę Wilkowicką bez żadnego kłopotu się wtacza. Rower zważony 13.900 kg

        • Baba na rowerze

          No popatrz. 2 kg między moim rowerem a wrażenie, jakby to było 8 kg :) fakt faktem, że wielkość się nie sprawdzi, bo po prostu są za duże, ale jako rower z plusem to już jest mój wybór na przyszłość :)

  • meli

    Czy można kupić jakiś model na takie warunki w elektromarkecie??